Krzysztof Wyszkowski fot. Wikipedia CC 4.0 autor: Andrzej Artur

O tym, czy Lech Wałęsa powinien odpowiedzieć przed sądem za swoje kłamstwa, o naiwności i silnych emocjach, o decyzjach poświęcenia życia i zdradzie Zachodu z Krzysztofem Wyszkowskim – działaczem opozycyjnym w PRL, człowiekiem, który prawie od początku twierdził, że Lech Wałęsa współpracował z SB – rozmawia Adam Wojtasiewicz.

– Czy Pańskim zdaniem, Lech Wałęsa powinien pójść do więzienia za fałszywe zeznania? Wielokrotnie pod przysięgą składał zeznania, że nigdy nie podpisywał żadnych dokumentów z teczki TW „Bolka”. Dzisiaj wiemy, że to jego pismo.

– Wałęsa złożył nieprawdziwe, fałszywe zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa na swoją szkodę przez fałszowanie tych dokumentów, po czym się okazało, że dokumenty były prawdziwe. Przedstawiano mu te dokumentny, z jego podpisami, i on, uprzedzony o odpowiedzialności karnej, w towarzystwie swoich dwóch adwokatów zaprzeczał, że to on podpisywał. W takiej sytuacji uporczywego kłamstwa i narażenia prokuratury na działania, koszty itd. to jest niewątpliwie czyn karalny. I powinien być ukarany przykładnie, ponieważ chodzi o osobę publiczną, wiec on powinien być ukarany surowiej niż w innych przypadkach.
W moich sprawach również Wałęsa przed sądem składał zeznania pod przysięgą i twierdził, że moje twierdzenia o jego agenturalności są nieprawdziwe. Ale to tylko cześć problemów, przed którymi on stoi. Oczywiście ja składam wniosek o wznowienie tych spraw i będę się domagał od Wałęsy zadośćuczynienia za te 10 lat zmuszania mnie do obrony w sprawie, w której miałem rację. Skądinąd wiem, że będą złożone też pozwy przez niektórych z tych ludzi, którzy jeszcze mają siłę na to, bo to chodzi o starszych ludzi, na których Wałęsa donosił. Chodzi o jego kolegów z wydziału W4, więc Wałęsa będzie w opałach. Będzie miał i publiczne, i prywatne akty oskarżenia. Niewątpliwie jego obrońcy będą mieli co robić.

– Jak Pan się czuje, kiedy po tylu latach okazało się, że dokumenty są prawdziwe i cały czas miał Pan rację? Pan już w latach siedemdziesiątych podejrzewał Wałęsę o współpracę z SB. Ma Pan satysfakcję?

– Ja wyrzucam sobie taką naiwność… Sam się czuję, że jestem współwinny temu, iż Polacy byli oszukiwani przez tyle lat, bo ja ostatecznie przekonałem się, że Lech Wałęsa był agentem, dopiero gdy Antoni Macierewicz ujawnił swoją listę. Przedtem dopuszczałem, że był TW, ale właśnie na tej zasadzie, że on się urwał, wyzwolił itd. Dzisiaj już wiem, że była to niedopuszczalna naiwność. Nie znaliśmy jeszcze wówczas tajników pracy SB i nie wiedzieliśmy, że agent, który się nie ujawnił, pozostaje agentem. To jest tzw. hak w życiorysie, jak smycz, za którą można trzymać człowieka.
Całość tych dziwnych zachowań Wałęsy stała się jasna. Był to klocek, którego brakowało do całej układanki. Teraz wszystko jest zrozumiałe. Właśnie był u mnie jeden z kolegów Wałęsy z wydziału W4 Stoczni Gdańskiej, na którego Wałęsa donosił. On mi gratulował i ja jemu gratulowałem i po nim bardziej widziałem satysfakcję. Wałęsa w stoczni jest znienawidzony. Ci ludzie, którzy walczyli w grudniu 1970 roku, dowiadując się, że to był agent, człowiek, który od początku, od 14 grudnia 1970 roku, współpracował z SB, człowiek, który podprowadził ludzi pod kule milicji – to tutaj pojawiają się bardzo silne emocje. Ochrona BOR-owska bardzo się przyda byłemu prezydentowi.

– Czy mógłby Pan popuścić wodze fantazji i pomyśleć, jak wyglądałaby dzisiaj Polska, gdyby wcześniej wyszło, np. już 1980 roku, że Wałęsa był TW?

– To jest za trudne. Wszystko byłoby inaczej. Całe lato 1980 roku wyglądałoby inaczej. Trzeba pamiętać, że Marian Jurczyk, przywódca sierpnia w Szczecinie, też był agentem. To człowiek o złamanej osobowości, bez charakteru. Podobnie było na Śląsku. Przebieg tych wszystkich wydarzeń byłby inny. Gdyby ludzie to wiedzieli, to Wałęsa niewątpliwie zostałby odsunięty i bardzo możliwe, że władze użyłyby wtedy siły. Nie mogąc polegać na swoich liderach strajku, zdecydowałyby się na strzelanie. Myśmy się z tym liczyli. Ja tam byłem w środku i przychodziły informacje o tym np., że tej nocy zaatakują. Ja rzeczywiście kładłem się spać z myślą, że mogę zostać zastrzelony. Była taka noc w sali BHP, kiedy zostałem sam z kolegą Piotrem Kapczyńskim i przed położeniem głowy na dywanie mówiliśmy o tym, czy będziemy jutro żyli, czy nie. Ale trudno, ryzykowaliśmy, lecz gdyby nie ci liderzy związani ze służbami, to bardzo możliwe, że dzisiaj byli byśmy wliczeni do tego gigantycznego zbioru ofiar komunizmu.
Wtedy trzeba zapytać: co by z tego wynikło, z takiego mordu? Paradoksalnie sobie myślę, że może byłoby to dla Polski lepsze, ponieważ nie byłoby wówczas okrągłego stołu. Okrągły stół byłby niemożliwy. Nie udałoby się wtedy postawić na czele społeczeństwa grupy fikcyjnych autorytetów – agenta „Bolka”, Tadeusza Mazowieckiego, Bronisława Geremka, Jacka Kuronia, Adama Michnika. Całej tej bandy ludzi związanych z komunistami, ludzi, którzy bez Jaruzelskiego i Kiszczaka nie mogliby wziąć udziału w życiu politycznym, bo byliby zmieceni razem z komunizmem. W momencie kiedy komunizm upadał w Związku Sowieckim, w Polsce musiałoby dojść do zdecydowanego wystąpienia antykomunistycznego i okrągły stół byłby niepotrzebny. I nie mielibyśmy tego ćwierćwiecza postkomunizmu, rozgrabienia majątku narodowego itd. Tak mogłoby to wyglądać. Oczywiście mogłoby być jeszcze inaczej.
Ale czy ja optowałem za tzw. pokojową drogą rozwiązania konfliktu sierpniowego? Powiem, że nie. Wychodziłem ze stoczni zasmucony. To była przez ponad dwa tygodnie wyspa wolności. Czy oddałbym życie za taki przełom, gdybym mógł? Nie chcę się stroić w jakiegoś bohatera, ale wtedy podjąłem taką decyzję i dzisiaj bym jej bronił. Trzeba było zaryzykować. Cóż… mimo że zaryzykowaliśmy, byliśmy oszukani, ale nie tylko przez agenturę SB, kierowaną przez sowieckie KGB, lecz również przez naszych sojuszników z Zachodu, którzy chcieli nas traktować jako przedmiot targu politycznego. Mówię o Amerykanach. To jest bardzo podłe zachowanie, kolejne po Jałcie, Teheranie i Poczdamie rozgrywanie Polaków jako jeńca w wojnie, a potem w okresie przełomu. To wszystko bardzo przykre, a dzisiaj Polska powinna bardzo jasno i wyraźnie przedstawić rachunek Zachodowi: zdradziliście nas kolejny raz. Lech Wałęsa dlatego do dzisiaj jest hołubiony przez media i elity rządzące na Zachodzie za to, że wysługiwał się Sowietom i Zachodowi. To znaczy międzynarodowym interesom. Był taką kukłą, która brała wysokie wynagrodzenie za to, że jeździł i głosił chwałę okrągłego stołu w zdradzieckiej operacji współorganizowanej przez Sowiety i Zachód.

– Dziękuję za rozmowę.