Unia Lubelska fot. domena publiczna autor: Jan Matejko

Słynna epoka tolerancji jest dziś przywoływana przez lewicę jako wzór do naśladowania, choć rozumienie jej istoty jest mocno wypaczone.

Doszukujące się na każdym kroku przejawów faszyzmu oraz nazizmu środowiska lewicowo-liberalne mają dość specyficzną wizję historii Polski. Jako spadkobiercy ideowi i majątkowi komunizmu głoszą przekonanie, że polski nacjonalizm to groźny demon, którego trzeba nieustannie powstrzymywać przed zawładnięciem przestrzenią publiczną. Przed tym właśnie demonem chronić miała Polskę najpierw Armia Czerwona, następnie okrągłostołowa zmowa, a obecnie samozwańczy obrońcy demokracji.

Stałym elementem towarzyszącym straszeniu przed erupcją „demona nacjonalizmu” jest nieodmiennie powoływanie się na ducha tolerancji z epoki Jagiellonów. Zamieszkana przez Polaków, Litwinów, Rusinów, Tatarów, Żydów, Niemców czy też Ormian Rzeczpospolita stanowiła w XVI wieku prawdziwy wzór do naśladowania w zakresie współegzystencji rozmaitych narodowości.

Podczas gdy np. we Francji trwały krwawe spory i prześladowania, w Polsce w Sejmie zasiadali obok siebie katolicy, kalwini i przedstawiciele innych społeczności religijnych. Ukoronowaniem i prawdziwym pomnikiem tych czasów była ustanawiająca tolerancję religijną Konfederacja Warszawska z 1573 roku (postępowe środowiska doprowadziły nawet do wpisania jej na specjalny rejestr UNESCO).

Dla zakochanych w multikulturowych schematach intelektualistów epoka tolerancji upadła ostatecznie w okresie potopu szwedzkiego, kiedy to król Jan Kazimierz, pragnąc wypędzić najeźdźców z kraju, odwołał się do koncepcji narodowego powstania opartego na katolicyzmie. Wkrótce z Polski wygoniono arian, a Rzeczpospolita przestała na dobrą sprawę tolerować innowierców. Niektórzy ideolodzy obozu lewicowego twierdzą nawet, że odejście od zasad tolerancji było przyczyną ostatecznego upadku państwa polskiego.

To, o czym wielbiciele jagiellońskiej tolerancji zazwyczaj nie wspominają, to fakt, że taki stan rzeczy wynikał przede wszystkim z mocarstwowej pozycji Rzeczypospolitej na ówczesnej scenie politycznej. Monarchowie, którzy doprowadzili do takiego stanu, musieli wpierw stoczyć mnóstwo mało tolerancyjnych bitew i wojen. Sama obecność tak wielu narodów w granicach Korony i Litwy wynikała z tego, że przy pomocy miecza podporządkowano Krakowowi, a następnie Warszawie ludność zamieszkującą w szczytowym momencie powierzchnię ponad 1 mln km2.

Jeśli więc współcześnie lewica wzywa do tolerancji w wydaniu jagiellońskim, powinna także wzywać do odważnej i opartej na ekspansji polityki zagranicznej, opartej na wizji Polski jako mocarstwa. Czy tak czyni, jest kwestia wysoce wątpliwą.