Od księgarza do szefa PE

Martin Schultz (ur. w 1955 r. w Eschweiler), syn policjanta, jako dziecko uczęszczał do szkoły prowadzonej przez zakonników w miejscowości Broichweiden koło Akwizgranu (Aachen) w Niemczech Zachodnich. Marzył o karierze piłkarza, jednak nie udało mu się tych marzeń zrealizować. Z tego powodu popadł w depresję, którą leczył alkoholem (dziś deklaruje się jako osoba niepijąca). W 1977 roku ukończył kurs dla księgarzy i to był koniec jego edukacji.

Matury nie zdał, nie zdecydował się również na podjęcie studiów wyższych. Wybrał za to karierę polityczną. Jako członek lewicowej SPD (Sozialdemokratische Partei Deutschland – Niemiecka Partia Socjaldemokratyczna) wygrał wybory na burmistrza miasta Würselen. Potem połączył tę funkcję ze startem w eurowyborach i w 1998 roku znalazł się w Parlamencie Europejskim, gdzie po wielu latach awansował na fotel przewodniczącego.

Jako eurodeputowany Schultz dał się poznać z agresywnych wypowiedzi pod adresem wszystkich, którzy nie podzielali jego skrajnie lewicowej wizji świata. O tym nawyku tak pisał w „Gazecie Finansowej” Kordian Kuczma: „Okupem za wyrwanie się lewicowego samouka z prowincji jest wyjątkowa agresja w zwalczaniu nieposłusznych Brukseli środowisk. W jego przypadku można chyba mówić o obsesji na punkcie nazizmu.

W 2005 r. nazwał narodowym socjalistą holenderskiego polityka Erika Meijera, który sugerował, że większość Europejczyków jest przeciwna ratyfikacji unijnej konstytucji. Podobnie zareagował na wyniki stosownego referendum w Irlandii, a w 2003 r. widział Silvio Berlusconiego w filmowej roli kapo. Czy ma to jakiś związek z faktem, że Schulz jest synem policjanta?”.

Widmo agresji

W Polsce o Martinie Schulzu zrobiło się głośno po raz pierwszy za sprawą Janusza Korwin-Mikkego. Martin Schultz dwukrotnie podjął decyzję o ukaraniu JKM za „kontrowersyjne” i „rasistowskie” – jego zdaniem – wypowiedzi. W obu przypadkach poszło o wypowiedzi na temat imigrantów. Był to jednak dopiero początek.

We wrześniu 2015 roku, w kulminacyjnym momencie kampanii wyborczej w Polsce, rząd Ewy Kopacz nie chciał się zgodzić na przyjmowanie imigrantów (oznaczałoby to klęskę w wyborach). Wówczas Schulz zagroził „państwom opornym” interwencją zbrojną. – Europa ultranacjonalistów, jeśli ona zwycięży, będzie to ich Europa, nie tylko w tej kwestii, lecz także w wielu innych – mówił Schulz. – Potrzebujemy ducha europejskiej wspólnoty.