I w razie konieczności to musi być siłą narzucone. Nie może być tak – i ja należę do tych ludzi, którzy tak mówią – jesteśmy w XXI wieku, jesteśmy w XXI wieku globalizacji – aby globalne problemy rozwiązywać nacjonalizmem. W pewnym momencie trzeba walczyć i trzeba powiedzieć: w razie konieczności, także walką przeciwko innym, postawimy na swoim.

Ta wypowiedź wywołała falę oburzenia w całej Europie. Co ciekawe, Schulz mówił jako przewodniczący Europarlamentu, gdy tymczasem ani Europarlament, ani żadna inna instytucja Unii Europejskiej nie dysponuje armią. Biorąc pod uwagę narodowość Schulza, jedyną armią, którą mógł mieć na myśli, była armia niemiecka.

Nie minęło kilka miesięcy i Schulz znowu zaangażował się w polskie sprawy. W grudniu 2015 roku rozgorzał spór między rządem Beaty Szydło a Trybunałem Konstytucyjnym. Niemiecki socjalista skomentował to jako „zamach stanu w Polsce”, co spotkało się z natychmiastową reakcją MSZ. W styczniu Schulz ponownie obrażał Polaków, mówiąc, iż w naszym kraju ma miejsce „demokracja à la Putin”.

A w marcu 2016 roku, podczas wystąpienia z okazji szczytu UE, mówił do przywódców państw unijnych: – W imieniu Parlamentu Europejskiego wzywamy polski rząd do znalezienia drogi prowadzącej do wyjścia z obecnego impasu i zaangażowania w debatę, która naprawi wady ostatnich reform.

Analizując wypowiedzi Schulza na forum publicznym, widzimy, że ten lewicowy polityk, który słynie z ciętego języka, o nikim nie wypowiada się z taką agresją jak o Polsce i Polakach. Wiele zjawisk negatywnych w krajach UE Schulz toleruje, jednak na punkcie Polski i Polaków ma prawdziwą fobię. Gdy fobia ta ujawniała się w jego wypowiedziach, można było ograniczyć się do dyplomatycznych protestów.

Teraz jednak SPD nominowało go na kandydata na kanclerza RFN. Jeśli socjaldemokraci wygrają wybory w Berlinie i Schulz istotnie zajmie fotel szefa rządu, będzie miał do swojej dyspozycji już nie tylko media i mównicę, lecz również ogromną władzę realną i wojsko, którego chciał użyć do „dyscyplinowania” niepokornych członków UE. Dodajmy, że przy tym na pewno nie zniknie jego kompleks wykształcenia.

Taka mieszanka: silny kompleks, zoologiczna polonofobia i ogromna władza znalazła się już kiedyś w rękach Adolfa Hitlera, który – co ciekawe – w kwestiach gospodarczych mówił tym samym językiem co loża „Spinelli”. To oznacza, że zwycięstwo SPD i kanclerstwo Schulza to najgorszy możliwy scenariusz dla Polski.