chocie
Ośrodek Kultury Muzułmańskiej na warszawskiej Ochocie fot. Wikipedia CC 4.0 autor: Andrzej Błaszczak

Atak na jarmark noworoczny w Berlinie był aktem terrorystycznym przeprowadzonym najbliżej polskich granic. Choć sytuacja etniczna Polski bardzo utrudnia przeprowadzenie w naszym kraju wielkiego zamachu, nasze państwo musi koniecznie wzmocnić struktury odpowiedzialne za przeciwdziałanie terroryzmowi. Czy jednak służby specjalne są gotowe zmierzyć się z tym wyzwaniem?

Wykorzystanie polskiej ciężarówki do zabójczego rajdu na jarmark noworoczny na berlińskim Breitscheidplatz oraz wcześniejsze zamordowanie polskiego kierowcy niekoniecznie musiało być dziełem przypadku. Mógł to być nieformalny, dyskretny sygnał wysłany przez organizatorów zbrodni, iż następnym celem zamachu ma być Polska. Atak w Berlinie był jak dotychczas aktem terroryzmu przeprowadzonym najbliżej polskich granic (80 kilometrów).

Jego faktyczny sprawca, poszukiwany przez niemiecką policję, był o krok od Polski nie tylko w sensie geograficznym. Po zabiciu polskiego kierowcy mógł skierować tira nie na Breitscheidplatz, ale na obwodnicę miasta, potem na autostradę numer 2 i półtorej godziny później przekroczyłby polską granicę. Jeśli przez ten czas nie zmieniłby planów, miałby do wyboru setki miejsc, w których mógłby zaatakować Polaków robiących przedświąteczne zakupy. Skoro taki rozwój zdarzeń był możliwy, to należy liczyć się z tym, że możliwy będzie również w przyszłości. A więc polskie państwo, czy tego chce, czy nie chce, musi się na zagrożenie terrorystyczne przygotować.

Na celowniku

Czy ISIS będzie chciało uderzyć na Polskę? Wiele wskazuje na to, że tak. Muzułmanie pamiętają, że w Polsce funkcjonowały tajne więzienia CIA, w których torturowano terrorystów z Al-Qaidy, czyli „braci w wierze” bojowników Państwa Islamskiego. Nawet gdyby wszyscy politycy temu zaprzeczali, nikt im już nie uwierzy. Wszystko dlatego, że polska prokuratura, która prowadziła śledztwo w sprawie tych więzień, dała tzw. status pokrzywdzonego trzem bojownikom Al-Qaidy, co oznacza, że ich pełnomocnicy uzyskali oficjalny wgląd w akta śledztwa i mogli poznać szczegóły funkcjonowania tajnych więzień (oraz nazwiska oficerów polskiego wywiadu zaangażowanych w operację). Muzułmanie pamiętają również, że Polska od lat wspiera Stany Zjednoczone w ich wojnie z terroryzmem i w ramach tego wspierania wysyłała kontyngenty wojskowe do Iraku i Afganistanu.

Dodajmy do tego, że Polska jest krajem katolickim, a więc silnym tą religią, której dżihadyści nienawidzą. Jest państwem, w którym salafici chcą prowadzić muzułmańską „działalność misyjną”, co deklarowali wielokrotnie ustami m.in. Svena Laua i Anjema Choudary’ego – liderów europejskich salafitów. Czy jest możliwa taka działalność bez wsparcia dżihadu? Historia pokazuje, że nie, bowiem agresywny terroryzm islamski zawsze jest elementem wszelkiego „nawracania”. Wszystko to oznacza, że Polska prędzej czy później może się znaleźć na celowniku muzułmańskich ekstremistów. Czy nasze państwo jest gotowe na odparcie takiego ataku?

Sznur na szyję

Co w tej sytuacji działa na korzyść Polski? Przede wszystkim jej jednolita etnicznie i wyznaniowo struktura. Podczas gdy w wielkich miastach zachodniej Europy powstały całe dzielnice rządzone przez muzułmańskie gangi, de facto wyjęte spod kontroli państwa, prawa i policji, w Polsce muzułmanie są grupą bardzo nieliczną. Fakt ten pozwala zwrócić uwagę na każdego islamistę, który znajdzie się na ulicy polskiego miasta. W sytuacji zagrożenia pozwoli to naszym funkcjonariuszom szybko identyfikować muzułmanów i np. przeszukiwać ich pod kątem obecności broni lub materiałów wybuchowych (gdyby została wydana taka tajna dyrektywa). Nieliczne i słabo zorganizowane struktury muzułmańskie są tym samym względnie łatwe do infiltracji przez polskie służby i policję.

Jednak z drugiej strony te muzułmańskie diaspory mogą zostać szybko zradykalizowane przez salafitów, którzy deklarują, że będą wysyłać do Polski „misjonarzy”, których celem będzie prowadzenie w naszym kraju islamskiej działalności religijnej. Granica między Polską a Niemcami jest otwarta. Każdy może ją przekroczyć w każdą stronę dowolną ilość razy. Nie ma więc możliwości, aby zatrzymać kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu salafitów jadących do Polski.