Czy można ich wydalić za głoszenie ekstremistycznych poglądów? Też nie, bo polskie prawo gwarantuje wolność słowa i zakazuje dyskryminacji kogokolwiek ze względu na poglądy. Służby miałyby podstawy prawne, aby zamknąć salafitów, gdyby w meczetach zaczęli werbować wojowników do Państwa Islamskiego. To akurat jest kwestią czasu, bo minione lata pokazują, że właśnie w taki sposób rozwijał się islamski ekstremizm w krajach zachodniej Europy. Jego ważnym ogniwem była działalność salafitów, którzy wykorzystywali radykalne nastroje wśród społeczności muzułmańskiej, a meczety wykorzystywali jako miejsca do werbunku.

Islamska diaspora w Polsce jest wyjątkowo nieliczna, co zawdzięczamy fatalnej sytuacji gospodarczej Polski. Gdy przez minione lata kraje UE rozpieszczały wyznawców Allaha zasiłkami dla bezrobotnych i przywilejami socjalnymi, dźwigająca się z komunizmu Polska nie była w stanie zaoferować im niczego. Stała się więc dla imigrantów mało atrakcyjnym państwem. Teraz ta przeszkoda nie jest już tak poważna. Działalność religijną muzułmanów wspierają bogaci szejkowie z Arabii Saudyjskiej, Kataru czy Bahrajnu – ci sami, którzy sfinansowali w Polsce budowę meczetów (w ostatnich latach powstało ich w naszym kraju pięć). Najważniejszy funkcjonuje na warszawskim Wilanowie. Kilka lat temu władze Warszawy wydały zgodę na budowę dużego meczetu na Woli. W tym czasie nieznaczna społeczność muzułmańska powiększyła się, a na ulicach Warszawy regularnie pojawiają się wyznawczynie islamu ubrane w charakterystyczne chusty. Choć liczba ta nie jest zatrważająca, same trendy są niepokojące.

Sojusznik drugiej kategorii

Instytucją, która ma chronić Polskę przed zamachami, jest Centrum Antyterrorystyczne ABW. Jego działania objęte są tajemnicą. W czasach Platformy Obywatelskiej w CAT zatrudniono zupełnie przypadkowe osoby, w większości nie znające się na rzeczy. De facto ta struktura stała się miejscem, gdzie wielu funkcjonariuszy znalazło ciepłe posadki. – Informacje o terroryzmie i zagrożeniach terrorystycznych nasze służby dostają wyłącznie od Amerykanów i to oni decydują, ile tych informacji nam przekazać – powiedział mi jakiś czas temu oficer służb. Według jego relacji, zarówno Agencja Wywiadu, jak i CAT realizowały swoje zadania wyłącznie dzięki informacjom od Amerykanów. To sprawiło, że nasze służby przez lata były uzależnione od służb „Wielkiego Brata”. To zaś jest o tyle ryzykowne, że jeśli Amerykanie zdecydowaliby się zakończyć lub zawiesić współpracę ze stroną polską, poziom bezpieczeństwa naszego kraju zostałby radykalnie obniżony.

Nie jest tajemnicą, że stosunki między służbami obu państw nie są ostatnio najlepsze. Ma to trzy powody. Pierwszym jest śledztwo w sprawie tajnych więzień CIA, które Polska prowadziła pomimo sprzeciwu i nacisków ze strony USA. Ujawnienie tej sprawy, wszczęcie śledztwa, postawienie zarzutów politykom wyciągnęło na światło dzienne sekrety współpracy antyterrorystycznej. Drugim powodem jest powszechna ocena naszych służb jako nieprofesjonalnych.

Tu przykładów jest bez liku: od aresztowania przez kontrwywiad ABW w 2005 roku szpiega pracującego dla wywiadu polskiego (sic!) przez różne „afery przeciekowe” aż po liczne wpadki CBA. Trzecim powodem jest obecność w strukturach naszych służb wielu oficerów z czasów PRL, szkolonych w Moskwie, którzy w oczach amerykańskich sojuszników nie budzą zaufania jako potencjalni kandydaci do werbunku przez wywiad rosyjski. Od jesieni 2015 roku następują jednak w CAT pewne zmiany, w większości pozytywne. Mimo to filarem naszego antyterrorystycznego bezpieczeństwa nadal jest współpraca z USA.

Polskie służby odnotowały pewne sukcesy w działaniach zabezpieczających przed terroryzmem. W 2009 roku rozpracowano trzyosobową szajkę, która planowała dokonać zamachu bombowego podczas Euro 2012. W 2015 roku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego rozpracowała czterech Czeczenów, którzy na terenie Polski zbierali pieniądze na wsparcie Państwa Islamskiego (ich proces toczy się przed Sądem Okręgowym w Białymstoku). Służby sprawnie poradziły sobie również z zabezpieczeniem wizyty papieża Franciszka podczas Światowych Dni Młodzieży.

Choć eksperci przestrzegali, że może dojść do zamachu, uroczystości przebiegły pomyślnie i bezpiecznie, za co tajnym służbom należą się pochwały. Co ciekawe, właśnie zabezpieczenie ŚDM pokazuje, że mimo wieloletnich zaniedbań w tajnych służbach Polska zaczyna odbudowywać struktury, które są w stanie – mniej czy bardziej samodzielnie – poradzić sobie z dżihadystami i zniweczyć ich działania. I że te kadry mogą służyć Polsce, jeśli tylko są właściwie zarządzane. Czyli jeśli zamiast polityką i zbieraniem haków na opozycję oraz werbowaniem dziennikarzy zajmą się faktyczną pracą dla państwa.