Sowieccy żołnierze polegli w wojnie z Finlandią fot. domena publiczna

Życiorys Reginy Stańko jest typowy dla Polaków żyjących na Syberii i Dalekim Wschodzie. Bohaterka tego tekstu ma kresowe korzenie po rodzicach z obu stron, ale urodziła się już w Związku Sowieckim. Dzieliła wszystkie dole i niedole polskiej wspólnoty. Dane jej było przeżyć. Jest żywą historią Polaków na Wschodzie.

Na Daleki Wschód rodzice Reginy Stańko trafili w różny sposób. Jej ojciec, Stanisław Andriejewicz Stańko, urodził się w 1883 roku w guberni witebskiej. Został powołany do carskiego wojska i wysłany na Daleki Wschód. Brał udział w wojnie rosyjsko-japońskiej, toczonej w latach 1904-1905. Po jej zakończeniu wraz ze swym pułkiem trafił do Władywostoku, gdzie uczestniczył w budowie fortów twierdzy w mieście.

Po przegranej wojnie z Japonią Władywostok stał się głównym oknem Rosji na Ocean Spokojny i car postanowił go specjalnie umocnić. W pułku służyło kilkuset Polaków. W innych pułkach, bo stacjonowało ich tu kilka, też było ich sporo. Twierdza Władywostok w znacznej mierze została zbudowana rękami polskich żołnierzy. Składała się ona z szeregu fortów rozciągających się na południowej stronie doliny Sedanki od Zatoki Ussuryjskiej do Zatoki Amurskiej i na południowym i wschodnim wybrzeżu Wyspy Rosyjskiej oraz z brzegowych baterii, tuneli, a także przeciwdesantowych brzegowych kaponier itp.

Ojciec Reginy Stańko awansował i został pisarzem we Władywostockim Zarządzie Inżynieryjnym wojskowego garnizonu. Służył w nim aż do rewolucji bolszewickiej. Po ustanowieniu władzy sowieckiej na Dalekim Wschodzie zwolnił się z wojska i zaczął pracować w GławSiewMorputi, czyli w zarządzie Głównej Północnej Drogi Morskiej. Mama Reginy, Genowefa, pochodziła z Wileńszczyzny. Urodziła się w 1896 roku. W 1908 roku, po reformie Stołypina, wraz z siostrą wyjechała na Syberię zabrana przez rodzinę dziadka, która je wychowywała. Najpierw zamieszkali przy stacji Itat Krasnojarskiej Drogi Żelaznej. Mieszkali tam jednak krótko i przenieśli się do Krasnojarska. Stamtąd po dwóch latach przeprowadzili się do Władywostoku.

Z Wileńszczyzny do Władywostoku

– Tam rodzice się poznali – mówi Regina Stańko. – Nigdy mi o tym nie opowiedzieli, ale stało się to najprawdopodobniej w kościele, który już był zbudowany. Oboje byli bowiem bardzo wierzącymi ludźmi. Rodzice nabyli dom niedaleko kolejowej parowozowni Pierwaja Rieczka, w której tato pracował w administracji. W tym samym domu zamieszkała też siostra Pawlina z mężem Janem Bednarskim oraz córkami Marią i Marianną.

To właśnie w tym domu Regina przyszła na świat w 1921 roku, a także jej brat Stanisław. Mówiło się tam zawsze po polsku i przestrzegało polskich zwyczajów i tradycji. Rodzina regularnie chodziła do kościoła i utrzymywała dobre, przyjacielskie stosunki z księdzem proboszczem Grzegorzem Jurkiewiczem, który był otoczony przez wiernych ogromnym szacunkiem.

– Pamiętam, że kościół robił na mnie ogromne wrażenie – kontynuuje Regina Stańko. – W kruchcie kościoła wisiał duży drewniany krucyfiks. Starsi klękali przed nim i całowali stopy Ukrzyżowanego. Dzieci przed krucyfiksem skłaniały głowę. W kościele siadaliśmy rodziną zwykle na ławce przy ambonie, z której ksiądz Jurkiewicz wygłaszał kazania. W 1929 roku wraz ze swoją siostrą cioteczną Marią przystąpiłam do I Komunii Świętej. Rodzice uszyli nam białe sukienki, a wcześniej musieliśmy zdać egzamin z katechizmu. Sakramentu udzielił nam proboszcz, ale biskup Śliwowski też był podczas ceremonii obecny. Pamiętam, że po Mszy św. wszystkie dzieci podchodziły kolejno do biskupa i całowały go w pierścień.

Był on wtedy bardzo chory i mieszkał u pani Kazimiery Piotrowskiej na Sedance, w domu japońskiego konsula. Z dzieciństwa szczególnie zapamiętałam lato 1931 roku. Będę je pamiętać do końca życia. Wtedy to z bratem, siostrą Manieczką i rodzicami pojechaliśmy na daczę ks. Jurkiewicza przy ul. Oceanicznej, gdzie spędziliśmy wakacje. Kąpaliśmy się w morzu, chodziliśmy na spacery. Mama jeździła do domu po produkty żywnościowe. Obserwowaliśmy też ks. Jurkiewicza, który bardzo dużo się modlił. Zajmował się także fotografowaniem. Wykonane przez niego zdjęcia naszej rodziny na jego daczy przechowujemy do dzisiaj, traktując jako relikwię. Wtedy biedak nie wiedział, że są to ostatnie miesiące jego wolności. Został aresztowany 2 grudnia 1931 roku pod zarzutem prowadzenia działalności szpiegowskiej, utrzymywania związków z polskimi i japońskimi dyplomatami oraz gromadzenia złota i waluty dla celów spekulacyjnych.