Widziała pędzonych więźniów

W latach trzydziestych, jeszcze jako dziecko, Regina była świadkiem, jak latem ze stacji kolejowej pędzono więźniów do etapowego łagru, w którym oczekiwali oni na transport do Magadanu. Dom, w którym mieszkała, był tuż przy drodze, więc często z bratem wychodzili na jej skraj, żeby popatrzeć na tych nieszczęśliwych ludzi. Za blisko podejść nie można było, bo po obu stronach kolumny szli konwojenci z karabinami. Co trzeci z nich trzymał też w ręku smycz psa. Dużego, agresywnego owczarka. Pamięta, że kolumna wyglądała bardzo ponuro. Więźniowie ledwo szli, z trudem ciągnąc nogę za nogą. Wielu padało i nie było w stanie samodzielnie się podnieść. Ze sposobu, w jaki ich potem niesiono, domyślali się, że już nie żyją, padli z wycieńczenia! Terror stalinowski dotarł do Władywostoku nie tylko w postaci konwojów więźniów czy łagru na Wtoroj Rieczce.

W mieście też zaczęły się represje. W 1937 roku po raz pierwszy aresztowano ojca Reginy. W domu Reginy zrobiono rewizję i przetrząśnięto wszystkie kąty. Funkcjonariusze rozbili też zamek w skrzyni, w której były rzeczy biskupa. Część z nich zabrali. Po jakimś czasie jej ojca zwolnili i oddali niektóre rzeczy biskupa. W końcu lipca 1938 roku ojca ponownie aresztowano. Tym razem na dobre. We wrześniu 1938 roku wygoniono ich z domu. Kazano im się spakować i wyprowadzić. W paszportach wbito im stemple, w których był napis: prożywanie na Dalniem Wastokie nie razrieszeno.

Na opuszczenie Władywostoku dano im dziesięć dni! Nie zdołali zabrać ze sobą ikony Matki Bożej, która najpierw wisiała w kościele, a później – po jego zamknięciu – w pokoju biskupa. Gdy zmarł, trafiła do ich domu. Ikona ta była zbyt cenna i zbyt duża, żeby ją ze sobą zabierać. Postanowili zostawić ją u sąsiadów. Była to bardzo porządna prawosławna rodzina Szyginów. Byli bardzo wierzący i oświadczyli, że biorą ikonę tylko na przechowanie.
Rodzina Reginy wyjechała do Tomska, a ich krewni Bednarscy do Krasnodaru w europejskiej części Rosji. Przyjechali do Tomska 20 października, gdy śnieg sięgał po kolana. Oni zaś byli w letniej odzieży…

Został ciężko ranny

Pierwszy okres ich pobytu w Tomsku spędzili u krewnych ojca, którzy przyjęli ich bardzo serdecznie, mimo że przyjazd rodziny, i to represjonowanej, był dla nich niespodziewany i najmniej oczekiwany. Szczególnie był nie na rękę żonie starszego ciotecznego brata Reginy. Pochodziła ona z rodziny zażartych rewolucjonistów i sama była twardą komunistką. Pracowała jako lekarz w miejscowym obwodowym urzędzie NKWD. Po paru miesiącach wyprowadzili się jednak od rodziny i stali się tzw. ugołownikami – w cudzym mieszkaniu zajmowali ugoł, czyli kąt. Mama Reginy z bratem poszli do pracy, a ona zaczęła się uczyć w 10 klasie szkoły średniej.

W 1939 roku jej brat został powołany do służby w Armii Czerwonej. Akurat zaczynała się wojna sowiecko-fińska i wysłano go na front. Został tam ciężko ranny. Przywieźli brata do domu, żeby w nim umarł. Żył jeszcze trzynaście dni i 17 kwietnia 1940 roku zmarł. Było to dla nich bardzo ciężkie przeżycie. Śmierć brata na froncie spowodowała jednak, że władza sowiecka zmieniła do nich stosunek.

Po ukończeniu szkoły średniej Regina mogła kształcić się dalej. Mogła wstąpić do Wojskowego Instytutu Medycznego i uczyć się na lekarza wojskowego. Nauka odbywała się w nim w sposób przyspieszony. W 1941 roku zaczęła się wojna i armia potrzebowała lekarzy. Cały kurs Reginy, składający się z pięciuset lekarzy, został skierowany na front. Tak się zaczęła jej przygoda z medycyną wojskową. Trwała ona 41 lat. Pracowała w wielu ośrodkach – w klinice garnizonowej, szpitalu wojskowym i Wojskowym Instytucie Medycznym. Z wojska odeszła na emeryturę w 1970 roku w stopniu pułkownika służby medycznej.

Obecnie pani Regina mieszka w Tomsku. Interesuje się historią malarstwa, filozofią, co pozwala jej oderwać się od codziennych trosk. Jest przedstawicielką zwykłej polskiej rodziny, która w wyniku dziejowych zawirowań znalazła się na Syberii. Zdaje sobie sprawę, że jej rodzina nie ma żadnych zasług. Żyli tak, jak ich nauczono, wierzyli w Boga, starali się zawsze być uczciwi i potrzebni innym ludziom. Pani Regina patrzy często na fotografie księży z jej rodzinnej parafii we Władywostoku. Cieszy się, że wciąż jest żywa w niej katolicka wiara. Że świątynia ta emanuje nie tylko swoimi monumentalnymi kształtami, ale także dziełami, które w niej powstają.