Zdradzili Kołczaka
Ale Legia Cudzoziemska to nie wszystko. W szeregach podwładnych przyszłego czeskiego generała byli też przerzuceni z Władywostoku żołnierze Korpusu Czechosłowackiego w Rosji, który sprzedał bolszewikom admirała Kołczaka, ratując siebie i łupy wojenne.

Siły Šnejdárka liczyły ogółem 18 tys. ludzi. Składały się z 20 batalionów piechoty, pięciu baterii artylerii i dwóch szwadronów jazdy. Polacy tej potężnej sile mogli przeciwstawić tylko dwa bataliony piechoty, pluton jazdy i pluton artylerii. Siły te liczyły około 1,5 tysiąca żołnierzy. Wspierały je niewielkie oddziały lokalnej milicji i górników karwińskich. Czesi uderzyli w momencie, w którym Polska nie mogła udzielić obrońcom Śląska Cieszyńskiego żadnej wydatnej pomocy.

Wszystkie rezerwy zostały rzucone na odsiecz Lwowa, oblężonego przez Ukraińców. Dowodzący polską obroną ppłk Franciszek Latinik musiał się cofać, bo inaczej naraziłby swe szczupłe siły na zniszczenie. Czesi czuli się zdobywcami i twardą ręką wprowadzali swoje rządy.

Prześladowali Polaków
Poddano prześladowaniom wszystkich Polaków, których podejrzewano o jakąkolwiek działalność na rzecz Polski. Nie było to trudne, bo 26 stycznia 1919 roku na Śląsku Cieszyńskim miały odbyć się wybory parlamentarne. Polacy byli więc aktywni i nie kryli swoich sympatii.

Wszystkich podejrzanych o działalność na rzecz Polski podwładni Šnejdárka aresztowali i osadzali ich w sierocińcu w Orłowej, który zamienili w rodzaj małego obozu koncentracyjnego dla polskich patriotów. Szczególnie okrutnie obchodzili się z górnikami, którzy stawili Czechom opór w momencie wkraczania do Karwiny. Jeden z nich, Franciszek Zdziebło, został obrabowany i pobity, grożono mu powieszeniem na szybie kopalni, ale ostatecznie odprowadzono go do sierocińca w Orłowej. Po drodze czescy cywile pluli na niego i wykrzykiwali pod jego adresem obelżywe słowa.

To samo spotkało górnika Rudolfa Ziętka, który brał udział w obronie Orłowej. Pobito go i okradziono. Zabrano mu buty i zegarek. Na jego oczach zastrzelono też nieznanego cywila.

W Karwinie, zaraz po wkroczeniu wojsk czeskich, podkomendni Šnejdárka od razu rozpoczęli polowanie na Polaków. Wpadli na plebanię, ale nie zastali w niej księdza. W zastępstwie zastrzelili służącego księdza i jego kucharza. Liczyli zapewne, że będzie to wystarczająca lekcja dla plebana, żeby do niej nie wrócił.

Na tym oczywiście nie poprzestali. Pastwili się nad zwłokami zamordowanych, dźgając je bagnetami. Sprofanowali również kościół. Rozbili tabernakulum i rozrzucili po jego podłodze Najświętszy Sakrament. Depcząc go, zaczęli ubierać się w ornaty i udawać księży.