Zatłukli go kolbami
Dwaj młodzi górnicy, którzy schronili się w Domu Robotniczym, Jan Kruk i Ernest Masny, zostali zauważeni przez Czechów. Ci ostatni ruszyli za nimi w pościg. Jednego śmiertelnie ranili, a drugiego złapali. Pobili go i zawlekli do kopalni, aby go tam powiesić na szybie. Nie mogli jednak znaleźć sznura, więc zatłukli go kolbami, rabując mu na końcu zegarek.

W Bystrzycy, na terenach której Šnejdárek ma pomnik, jego żołnierze ostrzelali przypadkowy dom mieszkalny, raniąc kilku mieszkańców. Podobnie zrobili w miejscowości Łączka. Tam jednak przed jednym z domów ustawili karabin maszynowy i zaczęli ten dom ostrzeliwać, twierdząc bezpodstawnie, że ktoś z niego do nich strzelał. Po oddaniu serii wdarli się do środka domu i zaczęli pastwić się nad mieszkańcami. Jeden z nich zaczął uciekać, więc go postrzelili, a następnie dwukrotnie pchnęli bagnetem. Zmarł wkrótce w szpitalu w Cieszynie.

Mieszkający u gospodarzy chłopak, pomagający im w pracach polowych, też się przestraszył i zaczął uciekać, więc żołnierze go zabili. Darowali życie matce właściciela i jej służącej, bo padły one na kolana i zaczęły żebrać o litość. Przed wyjściem obrabowali chałupę z ubrań i żywności, a także pieniędzy.

W Puńcowie legioniści Šnejdárka wybrali bogate gospodarstwo Jana Wojnara, żeby je obrabować. Gdy to zobaczyli sąsiedzi, z widłami ruszyli przepędzić napastników. Ci jednak odpowiedzieli ogniem, zabijając jednego z Polaków i raniąc drugiego.

W Mostach koło Jabłonkowa patrol legionistów zatrzymał Franciszka Rykalskiego. Bandyci w czeskich mundurach pobili go kolbami i skopali. Następnie zaciągnęli go do Czadcy i tam powiesili. Rykalski urwał się ze sznura, więc go powiesili jeszcze raz na drucie. W Jabłonkowie legioniści złapali dwóch polskich robotników, których ciężko pobili i zawlekli na dworzec kolejowy. Tu katowali ich dalej, a gdy mdleli, polewali ich wodą.

W miarę cofania się polskiego wojska i zajmowania przez Czechów Śląska Cieszyńskiego liczba aresztowanych Polaków rosła. Gdy któryś się ukrył, był denuncjowany przez miejscowych Czechów. To, co działo się w sierocińcu w Orłowej, zamienionym na więzienie dla Polaków, znamy z relacji Zofii Kirkor-Kiedroniowej, członkini Rady Narodowej Śląska Cieszyńskiego i Macierzy. Wraz z mężem Józefem, inżynierem w jednej z kopalń, została aresztowana i osadzona w sierocińcu. Pisze, że aresztowanych stale przybywało.

Legioniści bili ich po drodze do sierocińca i w jego wnętrzu. „W ciągu dnia, który tam spędziłam” – pisze Kiedroniowa – „co pewien czas dochodziły z korytarza krzyki i jęki, po czym wpychano do pokoju zakrwawioną ofiarę. Od rana do zmierzchu nie przyniesiono więźniom ani jadła, ani napoju. Wszyscy musieli stać, tylko dla mnie znalazł się stołek”.