Czesi aresztowali wielu przedstawicieli polskiej inteligencji i kadry technicznej. Wśród aresztowanych byli też księża jezuici z Karwiny, których jedyną winą było – jak pisze Zofia Kirkor-Kiedroniowa – iż w polskiej Karwinie wygłaszali patriotyczne kazania. Aresztowanych przerzucano z miejsca na miejsce. Przetrzymywano ich m.in. w Ołomuńcu, Morawskiej Trzebowie i Morawskiej Ostrawie.

W czasie transportu Zofia Kirkor-Kiedroniowa, w toku rozmów z żołnierzami czeskimi, usiłowała dowiedzieć się, skąd bierze się ich okrucieństwo w stosunku do Polaków. Okazało się, że przed walką wpajano im przekonanie, że Polacy rannym żołnierzom czeskim obcinają uszy i nosy. Plotki te miały wśród Czechów – jak pisze Kiedroniowa – „rozniecić chęć zemsty”. Wydaje się jednak, że legioniści Šnejdárka nie potrzebowali szczególnych zachęt do brutalnego traktowania Polaków. Szczególnie ci, którzy razem ze swym wodzem przeszli przez francuską Legię Cudzoziemską. To, co potrafią, pokazali podczas mordu w Stonawie.

Mord w Stonawie
Mord ten miał miejsce 26 stycznia 1919 roku, już po zakończeniu walk. Kilkunastu żołnierzy polskich z 12 Pułku Piechoty po poddaniu się do niewoli zostało zakłutych bagnetami i zmasakrowanych uderzeniami kolb karabinowych. Oprawcy zdarli z nich następnie ubranie i zabrali dokumenty.

To, że ich nazwiska zostały ustalone, a zbrodnia czeska wyszła na jaw, jest zasługą księdza Franciszka Krystka. Ten dzielny kapłan nie wystraszył się legionistów Šnejdárka. Razem z parafianami zebrał nagie i zakrwawione zwłoki żołnierzy porzucone na miejscu mordu i wyprawił im katolicki pogrzeb. Wcześniej zadbał o odpowiednią dokumentację. Zwłoki pomordowanych żołnierzy zostały sfotografowane, co znacznie pomogło w ich identyfikacji.

Świadkiem zbrodni czeskiej w Stonawie był jeden z jej mieszkańców, Andrzej Raszka. Jego relacja jest wstrząsająca: „Zobaczyłem, jak wyprowadzili rannego żołnierza i bijąc go, zaprowadzili w stronę kościoła. Spotkał go ten sam los, co wielu innych – został zakłuty bagnetem (…). Został również przebity bagnetem ranny polski żołnierz koło szkoły ludowej w Stonawie na drodze. Daremnie prosił o darowanie życia, gdyż ma żonę i dzieci. Zostali też zakłuci żołnierze ukryci w sianie, w stodołach u Febra w przysiółku Dolany i u Wałoszka na Górzanach”.

Zbrodnie popełnione przez legionistów ppłk. Šnejdárka przyczyniły się do wykopania przepaści między społecznością polską a czeską na Zaolziu. Nie została ona do końca zasypana po dziś dzień. Nie ma się więc co dziwić, że działacze polscy protestują przeciwko patronowaniu przez prezydenta Republiki Czeskiej marszom legionistów odbywającym się w rocznicę agresji legionistów Šnejdárka.

Sekcja polska ruchu politycznego Coexistentia zaprotestowała przeciwko objęciu przez Miloša Zemana patronatu nad imprezą „Legiomarsz 2014”, którego organizatorzy pisali w zaproszeniu: „W dniu 23 stycznia 1919 rozpoczęła Armia Czechosłowacka pod dowództwem ppłk. Josefa Šnejdárka natarcie na Śląsk Cieszyński w celu wypchnięcia polskich wojsk okupacyjnych z terenów, które powróciły w 1327 r. (…) do Związku Ziemi Korony Czeskiej, a następnie pozostały tu i po rozpadzie Austro-Węgier w ramach CzSR.