Kto uciekł, ten ocalał

Grupa wyznaczona do zajęcia urzędu pocztowo-telegraficznego została zaskoczona na ulicy przez Sowietów i rozbiegła się bez wystrzału. Nie podjęła walki także grupa mająca zająć górne koszary, siedzibę NKWD, posterunku policji i sądu. Zrejterowała również grupa mająca zdobyć stację kolejową i pociąg. Uczyniła to, gdy zobaczyła idący w jej stronę patrol.

Niektórzy uczestnicy „powstania” uciekli od razu w stronę Rumunii i szybko okazało się, że uczynili najrozsądniej, a pozostali poszli do domów spać. Niektórzy jeszcze tej nocy zostali aresztowani. W trakcie śledztwa większość uczestników „powstania” została aresztowana, a w trakcie przesłuchań ujawnili oni nazwiska pozostałych. Nawet jednak dla tych, którzy złożyli przed śledczymi obszerne wyjaśnienia, nie było litości.

Ze 128 aresztowanych, 24 uczestników „powstania” zostało skazanych na śmierć, a 55 na wieloletni pobyt w łagrach. Taka była cena tego nieprzemyślanego wystąpienia.

Być może wściekłość władz sowieckich wywołały słowa niektórych oskarżonych, jak np. Tadeusza Schodnickiego, który na pytanie śledczego Fridlanda, co skłoniło go „do wzięcia udziału w kontrrewolucyjnym powstaniu, skierowanym przeciwko władzy sowieckiej” – odpowiedział: „Państwo polskie wychowało mnie na dobrego polskiego patriotę i dlatego ustanowienie władzy sowieckiej na Zachodniej Ukrainie przyjąłem niechętnie, w związku z czym postanowiłem walczyć z władzą sowiecką poprzez swój osobisty udział w kontrrewolucyjnym powstaniu”.

Tadeusz Schodnicki przyznał się także, że brał „czynny udział w kontrrewolucyjnym powstaniu zbrojnym skierowanym przeciwko władzy sowieckiej, mającym na celu doprowadzenie do odrodzenia byłej Polski” – te ostatnie słowa śledczy odręcznie podkreślił na protokole przesłuchań, by nie uszły one uwadze sędziego. Tadeusza Schodnickiego skazano na śmierć i rozstrzelano!