Byli więzniowie Gułagu w drodze do armii Andersa fot. domena publiczna

Gdy Sowieci wkroczyli na Wołyń, Józef Maguza wiedział, że nie zostawią go w spokoju. Był osadnikiem wojskowym, który za walkę z bolszewikami otrzymał na Wołyniu 12-hektarowe gospodarstwo w osadzie wojskowej Hrynów w gminie Grzybowica, znajdującej się w powiecie Włodzimierz Wołyński.

Był też żołnierzem Legionów, który w latach 1914-1920 za bohaterstwo w walkach dwukrotnie został odznaczony Krzyżem Walecznych i Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari. Tego Sowieci nikomu nie darowali. Tym bardziej temu, kto w okresie międzywojennym należał – tak jak Józef Maguza – do paramilitarnej organizacji Krakusi.

W 1939 roku jako rezerwista Józef Maguza został zmobilizowany do Wojska Polskiego. Po klęsce wrześniowej udało mu się uniknąć niewoli i przedostać do domu. Tu od 18 września byli już Sowieci. Początkowo zachowywali się grzecznie. Józef Maguza uznał jednak, że powinien się ukrywać. Wraz z całą rodziną przygarnęła go rodzina ukraińska Rybków, z którą Maguzowie byli bardzo zaprzyjaźnieni.

Po kilku tygodniach musieli wrócić do domu. Rybkowie najzwyczajniej zaczęli się bać. Coraz bardziej zaczęli się bowiem panoszyć ukraińscy milicjanci i komuniści. Maguzowie wrócili do swego gospodarstwa. Przebywali w nim za dnia, a nocowali w polu.

Józef Maguza wiedział, że jak przyjdą po niego, to w nocy. Pierwszy raz przyszli do niego jeszcze jesienią 1939 roku. Nie chcieli go jednak wywozić, ale zamordować. Nie należeli do NKWD, lecz do komunistycznej ukraińskiej jaczejki, która na własną rękę chciała załatwić porachunki z Polakami. Ich przybycie pamięta doskonale liczący 91 lat syn Józefa – Zygmunt Maguza.