Zygmunt Maguza uniknął wywiezienia, ale jego sytuacja była nie do pozazdroszczenia. Znajdował się na liście osób przeznaczonych do wywózki i NKWD go poszukiwało. Węszyło u jego dziadków, było w szkole. Po kilku tygodniach funkcjonariusze go dopadli i przywieźli do siedziby NKWD w Porycku.
Spodziewał się najgorszego. Bić go jednak, nie bili! – Strasznie natomiast krzyczeli! – wspomina Zygmunt Maguza. – Darli się wniebogłosy, oskarżając, że poprzez swoje ukrywanie narobiłem im wiele kłopotów. Koniecznie chcieli, żebym powiedział, gdzie ojciec zakopał broń.

Zagrozili, że jak nie ujawnię tego miejsca, to mnie rozstrzelają. Tłumaczyłem im, że nie wiem, gdzie ojciec ukrył broń. Ci jednak byli coraz bardziej wściekli i na okrągło krzyczeli: dawaj orużie i koniec! Jeden z nich wyjął pistolet i zaczął machać mi nim przed oczami. Po przesłuchaniu zamknęli mnie w areszcie.

Pomogła mi nauczycielka

Nie wiadomo, jak by się potoczyły moje losy, gdyby nie interwencja nauczycielki szkoły w Sokalu, do której chodziłem. Bracia matki poinformowali moją nauczycielkę rosyjskiego, panią Sokołową, która mnie lubiła, że zostałem aresztowany przez NKWD. Ta poszła do dyrektorki z pytaniem, czy szkoła nie mogłaby mi pomóc. Okazało się, że znała żonę naczelnika NKWD w Sokalu. Zadzwoniła do niej. Ta przyjaźniła się z żoną naczelnika NKWD w Porycku i także do niej zadzwoniła, prosząc o wstawiennictwo u męża. Dyrekcja szkoły wysłała do NKWD w Porycku także pismo, prosząc o moje zwolnienie.

Zadeklarowała też, że bierze za mnie odpowiedzialność. Naczelnik NKWD w Porycku początkowo nie chciał mnie zwolnić, twierdząc, że mam broń. Ostatecznie jednak zgodził się. Wróciłem do szkoły i zacząłem się pilnie uczyć. Nie miałem wyjścia. Można w niej było uczyć się po rosyjsku lub ukraińsku i uczyć się języka niemieckiego. Tylko język polski był w niej zakazany.

Po ataku Niemców na ZSRS Zygmunt Maguza zamieszkał u dziadka. Dotrwał do 1943 roku, kiedy to Ukraińcy zaczęli wyrzynać Polaków. Cudem udało mu się uniknąć śmierci. Dziadek i inni członkowie jego rodziny nie mieli tego szczęścia. Zostali brutalnie zamordowani. Zygmuntowi przyszło ich pochować. Później był jednym z tych, którzy wzięli broń do ręki, by walczyć w obronie mordowanej polskiej ludności.

Józef Maguza z żoną i córką wrócił po wojnie do Polski w ramach repatriacji z Kazachstanu.