Szyicki meczet Al-Askari zniszczony przez Państwo Islamskie fot. domena publiczna autor: US Army

Organizacja kalifatystyczna Państwo Islamskie (ISIS) doznaje obecnie bardzo ciężkich ciosów i powoli cofa się na każdym froncie. Z krótkiej perspektywy wygląda na to, że była u szczytu w 2014 roku. Przedwczesne jednak byłoby odtrąbienie jej ostatecznej klęski. Co więcej, głupotą byłoby oczekiwać, że zjawisko kalifatyzmu zniknie z powierzchni ziemi. Co najwyżej ukryje się i znajdzie nowych naśladowców w nowych czasach i w nowej formie. Spójrzmy na antenatów ISIS i jego sukcesy.

Historyk lubi długą perspektywę. W jej kontekście łatwiej oceniać i doceniać zjawiska i byty dziejowe. Niektóre z nich pozornie giną, a potem – czasami po setkach lat – wyłaniają się ponownie. Tak bywa choćby z apokaliptycznymi sektami antynomiańskimi. Uważały one rzeczy materialne za zło (szczególnie własność prywatną), a kolektywizm wychwalały pod niebiosa (łącznie z kolektywizacją kobiet).

Gnoza zapewniała ich przywódcom tajemną wiedzę, która miała mesjanistycznie doprowadzić posłusznych im fanatyków do raju na ziemi, o ile trzeba w ramach apokalipsy, czyli rewolucji, co wymagało wyrzynania tych, którzy stali na drodze do szczęścia, szczególnie tradycyjnych elit. Sekty takie pokazały się na Bliskim Wschodzie w mrokach starożytności, choćby u judaistów, potem wynurzały się sukcesywnie u zoroastrian, chrześcijan i muzułmanów. Po tzw. oświeceniu wyskoczyły w formie orientacji anarchistycznych i komunistycznych.

Podobnie z ISIS, którego antenatami byli m.in. karmaci z IX i X wieku po Chrystusie. Karmaci wywodzą się z sekty mubarakijczyków z Kufy w Mezopotamii. Ci ukształtowali się w ramach orientacji purystów („czystych”) w czasie smuty (fitnah), czyli muzułmańskich walk wewnętrznych po śmierci Mahometa w połowie VII wieku. Kwestia była taka: czy ma rządzić uczona oligarchia (ulema) w formie kompanionów (Sahabah) Proroka, czy ma być dynastia rodzinna w osobie Alego, czyli kuzyna i zięcia twórcy islamu, czy też według kryteriów egalitarnych najbardziej świątobliwy człowiek ma pełnić funkcję kalifa – przywódcy wiernych, następcy Mahometa?

Stronnicy Alego

Zwolennicy trzeciej koncepcji wsparli Alego nie ze względu na pryncypium dynastyczne, tylko dlatego, że rzeczywiście był on człowiekiem najbardziej kwalifikowanym etycznie. Uważali siebie za najbardziej „czystych” muzułmanów. Głosili powrót do czystych źródeł religijnych, jak w naukach Mahometa. Innych oskarżali o herezję. Byli bezwzględnie bezkompromisowi w swojej fundamentalistycznej ortodoksji. Dlatego kiedy Ali z pozycji siły poszedł na kompromis z damasceńskimi Umajjadami (661-750) i innymi przeciwnikami, „czyści” porzucili go.

Następnie tajnie knuli przeciw jego umajjadzkim zabójcom, którzy uzurpowali kalifat. Niektórzy z purystów pomogli Abbasydom (750-1258/1517) obalić Umajjadów (nota bene tutaj po raz pierwszy pojawiła się Czarna Flaga rebelii nowej dynastii, zastępująca wcześniejszą Zieloną Flagę Proroka). Wnet „czyści” wrócili do podziemia, zawiedzeni „nieczystą” postawą nowego kalifa, który szybko zarżnął reżysera swego zwycięstwa, a jednocześnie szefa ekstremalnych pomagierów, a z Kufy stolicę przenieśli do Bagdadu.

Jakiś czas potem nastąpił rozłam wśród „czystych” na tle kłótni o sukcesję po otrutym ponoć przez Abbasydów imamie Dżafarze ibn Muhammadzie al-Sādiqu (700-765). Ten wsławił się m.in. swoją doktryną „udawania”, „decepcji”, „otumaniania” (taqyia – strach, której rodzajem jest kitmān – przemilczenie, ominięcie), która pozwala wiernym kłamać na temat swej religii, aby uratować się przed prześladowaniem czy osiągnąć jakiś tajny cel (stąd dziś taqyia jest nagminnie stosowana przez zakapturzonych kalifatystów).