Profesor Marek Jan Chodakiewicz fot. Facebook profesora

Poproszono mnie niedawno o opinię na temat propagandowej kliszy rozplenionej na Zachodzie – dotyczącej tzw. polskich obozów koncentracyjnych. Mówiłem i pisałem o tym wielokrotnie. Ale teraz następują pewne zmiany. Ludzie zaczynają się oddolnie ruszać, a i władze państwowe nie są już sympatycznie czy nawet obojętnie nastawione do tej potwarzy.

Pytanie 1: Czy słyszał Pan o zorganizowanej przez polskich internautów akcji „GermanDeathCamps”? Chodzi o przeprosiny niemieckiej telewizji ZDF za użycie sformułowania „polskie obozy”. Przeprosiny skierowane są do byłego więźnia Auschwitz, Karola Tendery, który wywalczył je w sądzie. Niemiecki nadawca publiczny opublikował je jednak w mało widocznym miejscu. Internauci zamieszczają na stronach ZDF wpisy z hasztagami „GermanDeathCamps”. Niemiecka telewizja nazwała takie posty „spamem”, a ich autorom grozi blokadą.

MJC: Tak, słyszałem. Świetnie, że pospolite ruszenie działa. Wygląda na to, że niektórych jego przedstawicieli znam – gościli mnie w Wielkiej Brytanii, gdzie miewam wykłady. Teraz warto sprofesjonalizować to: podać do sądu, zrobić pikiety, wyprodukować filmiki dla YouTube (miniprasówki i kreskówki) oraz poważne dokumenty na temat źródła uprzedzeń wyrażających się w określeniu „polskie obozy”. A jak to nie pomoże, to jest przecież możliwość pikiety, bojkotu, a nawet cyberuderzenia przeciwko szkalowaniu. Jestem pewien, że wśród pospolitego ruszenia są też i hakerzy. Najlepiej w takich jurysdykcjach, które nie deportują za cyberataki do krajów poszkodowanych. Proszę pamiętać o tzw. public diplomacy, czyli metodzie przemawiania ponad głowami rządu wprost do obywateli, oraz o tzw. people diplomacy, czyli o możliwości zaapelowania przez aktywistów oddolnej inicjatywy wprost do obywateli państwa, w którym te bezeceństwa bezkarnie się dzieją. Nawet do Niemców.
W obecnej chwili w RFN powrócił popularny stereotyp Lügenpresse, czyli łże-prasy. Wielu Niemców jest przekonanych, że media kłamią. Szczególnie widoczne było to po serii gwałtów i molestowań seksualnych w noc sylwestrową 2015/2016 w Kolonii. Media nabrały wody w usta; władze zresztą też. Trzeba Niemcom dostarczyć dowodów, że media niemieckie kłamią również o Polsce. Nie będzie to tak popularne jak kłamstwa o muzułmańskich imigrantach, ale polska narracja ma szanse wpisania się do wzorca narracji o niemieckiej łże-prasie, a więc coś tam się przebije. Naturalnie inną narrację trzeba stosować w każdym z krajów docelowych – czy to w Danii, czy Wielkiej Brytanii, czy Holandii bądź Francji, nie mówiąc już o USA. Stąd powinni to robić tamtejsi Polacy, a rodacy znad Wisły powinni przyłączyć się do takich akcji jak zagon Lisowszczyków! Po prostu bić w ten sam bęben wytyczony w każdej z docelowych jurysdykcji. Dostosowywać narrację do okoliczności i wymagań – i wspólnie po oczach. Można naturalnie wszystko dozować: na przykład najpierw krótkie i kulturalne listy oraz apele z prośbą o sprostowanie. A jak nie zadziała, to totalna ofensywa wielopoziomowa.

Pytanie 2: Krótko przed dzisiejszą 72 rocznicą wyzwolenia Auschwitz ukazała się książka Marka Łuszczyny „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne”. Polskie wydanie tygodnika „Newsweek” przeprowadziło wywiad z autorem, zatytułowany „Polskie obozy istniały…” Problem w tym, że zarówno reportaż Łuszczyny, jak i artykuł w „Newsweeku” odnoszą się do obozów założonych na ziemiach polskich po wojnie przez komunistów… Czy to celowa prowokacja? Czemu ma to służyć?

MJC: Jest to przede wszystkim próba zaszczepienia na gruncie polskim politycznie poprawnych konwencji, które obowiązują na Zachodzie. Naziści nie mają narodowości, natomiast wszystko, co miało miejsce w Polsce, jest naturalnie winą Polaków. I tak na przykład zrównuje się Polskę z Czechosłowacją w sprawie wyrzucenia po wojnie Niemców. A przecież Czechosłowacja to było państwo demokratyczne i dekrety prezydenta Beneša w sprawie ekspulsji miały pełne poparcie Czechów, którzy wykonali tę operację z niezwykłym okrucieństwem. Przypomnijmy, że Czechosłowacja była wtedy demokracją parlamentarną.
Natomiast w Polsce wywalanie Niemców się podobało, ale nie decydowała o tym parlamentarna większość, lecz Stalin i jego tubylczy pachołkowie – komuniści. To samo dotyczy obozów w Polsce po 1944 roku. Były to obozy komunistyczne. Gdyby RP była wolna, to można byłoby mówić, że to obozy polskie, o ile takowe by powstały. Ale nie była wolna, więc były komunistyczne. Nawet jeśli personel był polskiego pochodzenia. A jeśli nie? Z tymi „polskimi obozami” to nie radzę się podstawiać, bo ktoś sobie przypomni, że wśród komendantów znalazły się takie bestie jak Salomon Morel. I tym sposobem środowisko piszące o „polskich obozach” okaże się antysemickie. Można zresztą zapytać ekspertów takich jak Mateusz Wyrwich o szczegóły. A na razie trzeba pamiętać, że konwencja świetnie się sprzedaje na Zachodzie, a prowokacja powoduje rozgłos i napędza sprzedaż produktu. Tak więc może lepiej nie gadać i nie pisać o takim badziewiu, nie wymieniać autora z nazwiska ani szmaty, która mu to puszcza. Niech się kiszą we własnym tolerancjonistycznym, globalistycznym sosie.

Pytanie 3: Zarówno Niemcy, jak i Żydzi używają sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”. Kilka miesięcy temu pod polskim konsulatem w Nowym Jorku odbyła się pikieta pod przewodnictwem rabina Friedmanna. Oskarżano Polaków o Holokaust, powtarzano hasło „polskie obozy”, rozpowszechniano broszurki z cytatami z publikacji J. T. Grossa. Dlaczego zarówno Niemcy, jak i Żydzi w pewnym sensie oskarżają Polaków o Holokaust? Wydaje się, że obu narodom przyświecają w tej kwestii inne cele.

MJC: Nie tylko Niemcy i Żydzi, ale właściwie wszyscy tzw. wykształceni na Zachodzie plotą o „polskich obozach koncentracyjnych” w czasie II wojny. Alternatywna narracja właściwie nie istnieje albo jest zupełnie niszowa, a najczęściej niszczona pomówieniami o „nacjonalizm”, „rasizm”, „ksenofobię” czy „antysemityzm”.
Dlaczego „oskarża się Polaków o Holokaust”? Bo można. Polska była w klatce prawie pół wieku, a polską elitę wymordowano, prześladowano, stłamszono i spauperyzowano. Dopóki Polacy nie nauczą się, jak się gra w tę grę, będą dostawali baty. Czyli dopóki nie wygeneruje się elity zdolnej do podjęcia wielopoziomowej polemiki z kłamstwem, będzie, jak jest.
Jeśli pyta Pani jednak o mechanizmy tego, co powoduje, że bezkarnie „oskarża się Polaków o Holokaust”, to sprawa jest również prosta. Niemcy Zachodnie stały się sojusznikiem USA ok. 1949 roku. I wtedy naziści utracili swoją narodowość. Sowieci zrobili to samo dla Niemiec Wschodnich. Przecież w PRL przestano w tym czasie badać zbrodnie niemieckie. I po łebkach „badano” zbrodnie „hitlerowskie”. Bo przecież Hitler był winny i „hitlerowcy”, a nie Niemcy. Prawda? Była więc to sprawa praktyczności, korzyści i oportunizmu (expediency) dla Waszyngtonu i Moskwy.
Niemiecka polityka historyczna przyszła dopiero potem i zbijała interesy na właśnie tym sojuszniczym posunięciu. A trzeba pamiętać, że oprócz bodźców zewnętrznych odzwierciedlała ona też i manewry wewnętrzne. Nikt nie był przecież nazistą. Tylko Hitler był winny. Dlatego Niemcy zachodni zaczęli uroczyście święcić swoją klęskę i okupację przez Stany Zjednoczone. I twierdzić, że było to wyzwolenie – Niemców od nazizmu. Tylko naziści mogliby się nie zgodzić z taką narracją. A tych, jak wiadomo, w Niemczech nie było. Trzeba było ich znaleźć gdzie indziej. Dlaczego nie w Polsce? Jeśli Polacy to naziści, to w takim razie każdy inny też mógł był nimi być. I wina za Holokaust spadała po równi na każdego. A jak każdy był winny, to właściwie nikt nie był. Albo, alternatywnie, trzeba też było winę wyabstrahować: zamiast na jednostki odpowiedzialne, zwalić na system ideowy, który spowodował antysemityzm. I naturalnie wybrano chrześcijaństwo i tradycję, a nie neopogaństwo i narodowy socjalizm. Jak antysemici, to znaczy chrześcijanie. Oni rzekomo ponosili winę za Holokaust. Zniszczenie chrześcijaństwa i tradycji jako narzędzi intelektualnych Holokaustu było kontynuacją odwiecznych wysiłków lewicy w nowej narracji, gdzie jako wymówkę wykorzystano bestialską eksterminację europejskich Żydów. Stąd there is no poetry after Auschwitz, który był naturalnie polski. QED.

Pytanie 4: Jak można walczyć z rozpowszechnianiem „kłamstwa oświęcimskiego”? Ostatnio jeden z polskich posłów spotkał się z unijnym komisarzem Fransem Timmermansem, wręczając mu broszurkę informującą, że obozy koncentracyjne w czasie II wojny światowej stworzyli właśnie Niemcy. Poseł PiS zapowiedział, że będzie kontynuował akcję informowania europejskich polityków o tym, jak było naprawdę.

MJC: Jest wiele sposobów. Niektóre wymieniłem, mówiąc o pospolitym ruszeniu. Ponadto za każdym razem, gdy gdziekolwiek na świecie pojawia się określenie „polskie obozy koncentracyjne”, posyła się sprostowanie, domaga się jego publikacji, a w razie odmowy stosuje się akcję bezpośrednią – od podawania do sądu, przez pikiety i bojkot, aż do cyberwojny. Oprócz tego za każdym razem polski MSZ wzywa na dywanik ambasadora Izraela i zachęca do wydania wspólnego komunikatu na temat rewizjonizmu historycznego czy wręcz negacjonizmu. To powinno było się stać natychmiast, jak wybuchła afera z Jedwabnem. Ale post-Polacy wśród elit nie chcieli ani nie potrafili zrozumieć, na co się zbiera. Dalej: tworzy się programy badawcze i publikuje po angielsku ich wyniki na temat rasizmu i szowinizmu odzwierciedlającego się w stwierdzeniu „polskie obozy koncentracyjne”, ze wszelkimi tego implikacjami. Piszę się prawdę o stosunkach polsko-żydowskich, w sposób spokojny.
W końcu należy wynająć do pracy zachodnich specjalistów od komunikacji strategicznej, którzy potrafią takie sprawy sprzedać zachodnim tzw. wykształconym. Jest to bardzo prosta sprawa, mówię o tym i piszę od lat, tylko jeszcze nie ma w Polsce zrozumienia, że tego typu akcje muszą być przeprowadzane wielopoziomowo i na cały gwizdek. I że to dużo kosztuje. A jak tego Państwo nie zrozumiecie, to co najwyżej będzie dalej para w gwizdek i dalsze kazanie do chóru przez dobrych ludzi, którzy – mimo że brzmią przekonywająco nad Wisłą – nie potrafią się zupełnie odnaleźć w realiach Zachodu.

Marek Jan Chodakiewicz