Nigeria - podzial plemienny fot. domena publiczna autor; CIA

Mantrą powtarzaną przez Departament Stanu USA jest stabilność. W afrykańskim chaosie na tle kontynentu wyróżnia się Nigeria. Stany Zjednoczone starają się utrzymywać przyjazne stosunki z tym krajem. Waszyngtonowi zależy na tym, aby panował tam spokój. Ale w Nigerii jest kilka punktów zapalnych. Ogólnie ich źródłem są państwowe zapędy centralizatorsko-nacjonalistyczne z pogwałceniem lokalnych realiów i życzeń. Znajduje to swoje ujście w przemocy.

Organizacja terrorystyczna Boko Haram destabilizuje głównie północny wschód kraju. Niespokojnie jest na terenach Biafry (państwa, które istniało w południowo-wschodniej Nigerii, a spustoszone wojną powróciło jej w granice w 1970 roku). Kłopoty są również z deltą Nigru. Skupimy się głównie na tym ostatnim regionie. Opierać się będę na badaniach naszego seminarium o „geografii i strategii”.

Trzy moje studentki, niezależnie od siebie, w ciągu ostatnich trzech lat przedstawiły wyniki swych przemyśleń na tym krajem pod kątem bezpieczeństwa narodowego. Odnoszę się do przedstawionych przez nie szczegółowych danych, choć naturalnie obserwacje są nasze.

Bogaty kraj raczej biednych ludzi

Nigeria to najludniejszy kraj Afryki. Żyją tam prawie 174 miliony ludzi. Pochodzą z ponad 300 plemion, z których najważniejsze to mieszkający na południu Igbo (zwani też Ibo) i Idżau (Ijaw), na zachodzie Joruba (Yoruba) i na północy Hausa-Fulani, którzy stanowią najliczniejsze plemię (29% ludności). Ogólnie na północy dominuje islam, a na południu i zachodzie chrześcijaństwo i animizm. Najbardziej podzieleni religijnie są Joruba. Inne plemiona są raczej jednorodne wyznaniowo.

Nigeryjczycy mają wysoki przyrost naturalny. Ich przeciętny wiek to około 18 lat. 70 proc. ludności żyje na skraju nędzy. Kraj jest jednak bogaty w minerały, w tym gaz, ropę, żelazo i inne kopaliny. Nigeria ma sporo rzek, a przybrzeżne wody Atlantyku są pełne ryb. Mimo że ok. 40 proc. ziemi tego państwa nadaje się do rolnictwa, CIA twierdzi, że stale tylko ok. 3,5 proc. pozostaje pod uprawą.

Jednym słowem: kraj jest zamożny, ale ludzie są raczej biedni. Jest to wynikiem etatyzmu i korupcji. Armia uznała, że najważniejsze są surowce energetyczne, i zajmuje się rozwijaniem ich wydobycia, co pozostaje ze stratą dla innych gałęzi. I powoduje, że nigeryjska gospodarka polega przede wszystkim na ropie i gazie. Ponad 90 proc. wszystkich wpływów dewizowych rządu pochodzi z tych źródeł.

Gdy jest hossa na rynkach światowych, etatyści się cieszą i wraz z koleżkami wypełniają kieszenie, a przy okazji trochę kapnie i ludowi. Gdy rynek energii pada, kleptokraci mają mniej, a lud nic. Mimo to między 1999 a 2012 rokiem dochód wzrósł z 270 dolarów USA na głowę do 1430 dolarów. Szczególnie imponuje spontaniczny wzrost przemysłu telekomunikacyjnego, zwłaszcza telefonii komórkowej, gdzie funkcjonuje około 88 milionów użytkowników, oraz internetu, którego używa ponad 25 proc. ludności.

W okresie kolonialnym Brytyjczycy utrzymywali podział Nigerii na dwa główne terytoria: Północne i Południowe. Pokrywało się to do pewnego stopnia z podziałami religijnymi. Od czasu uzyskania niepodległości w 1960 roku Nigeria to republika federacyjna. Podzielona jest administracyjnie na 36 stanów. Oscyluje między rządami wojskowych a demokracją parlamentarną. Od 1999 roku do dziś nieprzerwanie mają miejsce wolne wybory.

Obecnie funkcję prezydenta sprawuje były dyktator (1983-1985), generał Muhamadu Buhari, który w demokratycznych wyborach w maju 2015 roku wygrał z poprzednią głową państwa, chrześcijaninem Goodluckiem Johnathanem. Nota bene Brytyjczycy przed opuszczeniem swej nigeryjskiej kolonii faworyzowali muzułmanów i to ci ostatni głównie kontrolują ministerstwa siłowe, czyli wojsko, policję i tajne służby.