Szwajcaria fot. Wikipedia CC 3.0 autor: Markus Bernet

Joanna Lampka – pisarka, blogerka, tłumaczka języka angielskiego – opowiada o życiu w Szwajcarii. W rozmowie z zaprzyjaźnioną z nami Polsko-Amerykańską Fundacją Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE) dzieli się swoją fascynacją mentalnością najbogatszego narodu świata.

PAFERE: – Co zdecydowało, że zamieszkała Pani w Szwajcarii?
Joanna Lampka: – Przyczyna była osobista: związałam się ze Szwajcarem i zamieszkałam w jego kraju. Mojej fascynacji Szwajcarią dałam wyraz na blogu (blabliblu.pl), gdzie oczami emigrantki odkrywałam stopniowo uroki nowego miejsca zamieszkania. I im bardziej ten kraj poznawałam, tym bardziej mnie urzekał.

– Od ilu lat mieszka Pani w Szwajcarii?
– Od ponad czterech lat.

– Czyli, jak rozumiem, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, lecz stopniowa fascynacja krajem, w którym Pani zamieszkała?
– Tak. Na początku, jak każdemu przeciętnemu Polakowi, Szwajcaria jawiła mi się jako kraj bogaty i nieprzystępny. Z jednej strony piękny, z drugiej zimny niczym diament.

– Czy te wyobrażenia potwierdziły się, kiedy Pani mogła je powoli konfrontować z rzeczywistością?
– W każdym micie jest ziarenko prawdy. Generalnie sądzę, że uproszczenia na temat danego kraju funkcjonują tylko wśród ludzi, którzy nie mają z nim kontaktów. Ci, którzy znają Szwajcarów, często ich przyrównują do orzechów kokosowych, z których po przebiciu twardej skorupy „wypływa” miękkie, dobre serce. Nie jest jednakże łatwo przebić tę skorupę i znaleźć przyjaciół. Przyjaźnie tutaj zawierane są zazwyczaj w dzieciństwie. Ale kiedy damy jakiejś znajomości czas i serce, gdy narodzi się dojrzała przyjaźń, będzie ją można śmiało określić jako wieczną.

– Czy coś zaskoczyło, poruszyło Panią na samym początku, po przybyciu tutaj? Przeżyła Pani jakiś szok kulturowy?
– Cenowy! (śmiech) Ale na poważnie: zaskoczyło mnie wiele rzeczy. Największym szokiem w kontraście do polskiej szczerości i biadolenia była uładzona, powierzchowna i nieco konwencjonalna grzeczność Szwajcarów.

– Czyli taka na pokaz?
– Nie. Powierzchowna, ale prawdziwa. Na pytanie „Jak się masz?” nikt nie odpowie tutaj „Źle” – i jest w tym jakaś fasada, lecz uśmiech jest szczery. Kiedy wracam do Polski, już na lotnisku szokują mnie ponure miny…

– Może w Szwajcarii łatwiej się po prostu żyje? W Polsce istnieje takie zjawisko o anglojęzycznej nazwie working-poor, czyli pracujący biedny – ktoś, kto ledwo wiąże koniec z końcem.
– Kolejnym mitem jest to, że w Szwajcarii wszyscy są bogaci. To znów obraz nie mający nic wspólnego z prawdą. Większość społeczeństwa szwajcarskiego stanowi klasa średnia. Owszem, jest duża liczba milionerów, bo około 10% społeczeństwa, lecz ci ukrywają się za fasadą swoich skromnych domów. Nie ma tak kolosalnych różnic społecznych między najbogatszymi a najbiedniejszymi jak np. na wybrzeżu Morza Śródziemnego, w Nicei czy Monako, gdzie rzuca się w oczy bogactwo wypasionych jachtów. W Szwajcarii można być człowiekiem pracującym i relatywnie biednym. Nie jest to jednak bieda porównywalna do tej w Polsce. Bieda po szwajcarsku ma inny wymiar; normalnie funkcjonując, można sobie pozwolić na dobre wakacje. Przyjęta umownie, nieoficjalna pensja minimalna wynosi 3,3 tys. franków. W Szwajcarii wynagrodzenie minimalne nie jest uregulowane, ponieważ ucieka się od wszelkich możliwych regulacji. Samotny rodzic wychowujący dzieci, który zarabia wspomniane minimum, może borykać się z jakimiś problemami materialnymi, gdyż w Szwajcarii nie działa system socjalny porównywalny z krajami skandynawskimi. Szwajcaria nie jest państwem opiekuńczym.

– Czy spotkała się Pani z patologiczną biedą lub z bezdomnością wynikającą nie z własnego wyboru?
– Nie spotkałam się, gdyż system pomocy społecznej w takich przypadkach skutecznie działa. Ale tak jak powiedziałam – bardziej żeby przeżyć, niż żeby żyć jak król.

– A co z żebractwem?
– To zależy od kantonu, jak wszystko. W większości jednak żebractwo jest zakazane.

– Czy zauważyła Pani jakieś różnice w podejściu do pracy między Polakami a Szwajcarami?
– Widzę wiele podobieństw, szczególnie w młodszym pokoleniu Polaków. Szwajcarzy są bardzo pracowici. Wierzą, że bogactwo pochodzi tylko i wyłącznie z pracy. Obce im są wszelkie kombinacje podatkowe, manipulacje finansowe czy liczenie na czyjąś pomoc. Jest tutaj rzeczą całkowicie naturalną, że ktoś wysoko postawiony – szef firmy czy dyrektor – idzie do pracy wcześnie rano, chociaż mógłby rozpocząć pracę znacznie później. Szwajcarzy rzeczywiście bardzo dużo pracują.
– Gdzie Pani widzi źródło tej kultury pracy? Czy w czynniku religijnym, gdzie etos protestantyzmu silnie wspiera przedsiębiorczość?
– Genewa jest wprawdzie miastem Kalwina, ale Szwajcaria jest zróżnicowana religijnie, jest częściowo także katolicka. Źródła wartości pracy upatruję raczej w trudnej historii. Przez wiele wieków Szwajcarzy byli biednym narodem, utrzymującym się głównie z hodowli zwierząt oraz z zaciężnego wojska (najemnicy szwajcarscy). Nie było żyznych gleb ani surowców naturalnych. Poza Zurychem, Genewą i Bazyleą nie było również przemysłu. Dopiero w pierwszej połowie XX wieku Szwajcaria stała się krajem zamożnym. Szwajcarska pracowitość, wytrzymałość czy punktualność wynika więc z ciężkich warunków życia. Te cechy można dostrzec w młodszym pokoleniu Polaków, które zetknęło się zarówno z pustymi półkami w sklepach, jak i z kapitalizmem – i docenia wartość pracy. Dlatego też emigranci z Polski są bardzo pozytywnie odbierani jako pracownicy na Zachodzie.

– W założeniach do książki, którą przygotowała Pani razem z PAFERE („Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii?”), przewija się teza, że Szwajcarzy rządzą się sami i sami obywatele są najwyższą władzą. Ufają władzy centralnej, ale nie pozwalają, aby dominowała. Czy to też wynika z uwarunkowań historycznych?
– Tak. Szwajcaria nigdy nie była monarchią. Przez wieki panował system demokracji bezpośredniej, ograniczonej. Prawo głosowania mieli tylko ci, którzy nosili broń. W czasie wojen napoleońskich próba utworzenia republiki spotkała się z tak radykalnym, gwałtownym oporem, że wybuchło powstanie. Wydarzenie to stało się ważnym elementem spajającym tożsamość narodową kraju.

– Czy można Szwajcarię nazwać Stanami Zjednoczonym Europy?
– Szwajcaria jest krajem bez precedensu w Europie. Nie da jej się porównać z żadnym europejskim krajem ani – jak sądzę – ze Stanami Zjednoczonymi, które obecnie podlegają gwałtownym przemianom. Szwajcaria idzie własną drogą, tworzy swoją historię i nie boi się podejmować decyzji niepopularnych w UE.

– Jakiś przykład?
– Są to podatki – zróżnicowane w poszczególnych kantonach. W UE dąży się do ujednolicenia podatków w poszczególnych krajach. Tymczasem Szwajcaria bardzo dobrze wychodzi na konkurencyjności podatkowej między regionami. Mimo dyscypliny budżetowej jest wysoki standard życia, a wszelkie usługi, w tym komunalne, utrzymują dobry poziom.

– Zadziwiające dla wielu może się wydawać to, że Szwajcarzy w referendum odrzucili propozycję wprowadzenia minimalnego dochodu…
– Tak, rzeczywiście, była taka propozycja, aby każdy obywatel otrzymywał 2,5 tys. franków miesięcznie, lecz została odrzucona w referendum.

– Jaki jest stosunek do imigrantów? Czy Szwajcarzy są otwarci na uchodźców?
– To zależy od kantonu. Kantony niemieckojęzyczne są tradycyjnie bardziej zamknięte na cudzoziemców niż kantony francuskojęzyczne. Niemniej Szwajcarzy są powszechnie przeciwni imigracji. Uchodźcy, którzy starają się o azyl, partycypują w znacznym stopniu w kosztach pobytu. Każdy starający się o azyl w Szwajcarii zaciąga dług od państwa, który w następnych latach musi spłacać. Równocześnie prawie 30 proc. ludności nie pochodzi ze Szwajcarii i jest to uważane za poważny problem. Przyrost naturalny wśród obcokrajowców jest wysoki, co w przyszłości może sprawić, że rdzenni mieszkańcy staną się mniejszością.

– Czy imigranci integrują się w społeczeństwie szwajcarskim, czy też stanowią swoiste getta, jak np. we Francji?
– Szwajcaria bardzo konsekwentnie chroni swoją kulturę. W Bazylei był taki przypadek, że muzułmańscy bracia odmówili podania ręki swojej nauczycielce. Sprawa skończyła się w sądzie, którzy orzekł, że uścisk dłoni jest częścią kultury szwajcarskiej i żaden uczeń nie może tego odmawiać. Znamienną ciekawostką jest, że wniosek rodziców chłopców o naturalizację został zawieszony.

– Dziękujemy za rozmowę.

„Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii?” autorstwa Joanny Lampki to jedyne w swoim rodzaju, całościowe spojrzenie na fenomen kraju, który choć położony w samym sercu Europy, to jednak pod wieloma względami jest od niej odległy o miliony lat świetlnych. Szwajcaria jest taką wyspą-oazą pośród europejskich burzliwych wód… Jest wiele krajów, które są wyjątkowe, jednak szwajcarska wyjątkowość jest niepowtarzalna, a kolejne strony książki doskonale tłumaczą dlaczego. Pozycja przygotowana przez PAFERE już wkrótce do nabycia na sklep-niezalezna.pl.