Rosyjski kombajn w Rostowskim fot. Wikipedia CC 3.0 autor: Wadim Anochin

Niszcząc wszelką własność, wódz bolszewików Włodzimierz Iljicz nie przypuszczał zapewne, że nie upłynie 100 lat od jego śmierci, gdy w Rosji odrodzi się wielka własność ziemska, której szczególnie nienawidził.

A wielka własność, jak wszystko w Rosji, jest naprawdę wielka! Socjalistyczne kombinaty rolne posiadające kilkanaście tysięcy hektarów ziemi to małe pchełki. Wielka własność ziemska to gospodarstwo rolne liczące od 100 tysięcy do 800 tysięcy hektarów. Eksperci sugerują, że za parę lat w Rosji pojawią się właściciele posiadający milion i więcej hektarów!

W Rosji najzwyczajniej pojawiają się latyfundia, których wielkość może zawrócić w głowie. Na liście wielkich właścicieli ziemskich figurują obecnie 43 firmy, których właścicielami lub współwłaścicielami są nie tylko obywatele Rosji, ale także cudzoziemcy. Największa z nich to Prodimeks-Agrokultura.

Należy do niej 790 tys. ziemi ornej. Ostatnie na liście Agriko ma 100 tys. hektarów. W sumie prawie połowa firm z tej listy posiada ponad 200 tys. hektarów ziemi, pięć ponad 500 tys. hektarów, a osiem powyżej 300 tys. hektarów.

Latyfundyści gospodarują praktycznie we wszystkich częściach Federacji Rosyjskiej, w których prowadzi się działalność rolniczą – w europejskiej części Rosji oraz w południowym pasie Syberii i Dalekiego Wschodu. Nie ma ich tylko w obwodzie amurskim, na Sachalinie, Kamczatce i w Kraju Chabarowskim. Najwięcej, bo dziesięciu, gospodaruje w obwodach woroneskim i biełgorodzkim. Siedmiu funkcjonuje w obwodzie kurskim.

Sześciu działa w Kraju Krasnodarskim i obwodzie moskiewskim, pięciu w obwodzie wołgogradzkim, a czterech w saratowskim. Krótko mówiąc: latyfundyści skupili w swych rękach gros najlepszych rosyjskich czarnoziemów. Wrogowie wielkiej własności twierdzą, że nie tylko. Ich zdaniem, nowi wielcy właściciele ziemscy skupiają w swych rękach więcej władzy, niż za cara mieli rosyjscy książęta.