Trump i JKM

Autorka: Maria Kruszelnicka

W wieku siedemdziesięciu lat odnosi wielki sukces w polityce. W społeczeństwie ma opinię kontrowersyjnego ekscentryka. Szowinista numer jeden, postrzegany również jako zacofany ksenofob i rasista. Znienawidzony przez feministki, choć przez niektóre kobiety hołubiony i uwielbiany. Ma na swoim koncie trzy małżeństwa i liczne potomstwo z różnych związków. Absolutnie niepoprawny politycznie.

W niewybrednych słowach potrafi krytykować oponentów: otwarcie mówi o wsadzaniu skorumpowanych polityków do więzień, nazywając ich bez ogródek przestępcami. Wypowiedział wojnę systemowi, mówi o zepsutych elitach politycznych i ogromnych powiązaniach finansowych kontrolujących władzę. Sympatyk polityki Putina, zwolennik rozpadu Unii Europejskiej, przeciwnik sprowadzania uchodźców. Nienawidzi płacenia podatków. Pojawiał się w filmach i serialach telewizyjnych, odtwarzając rolę samego siebie. O kim mowa? O Donaldzie Trumpie czy Januszu Korwin-Mikkem? Odpowiedź jest prosta, choć może być zaskakująca: o jednym i o drugim!

Zadaniem tego tekstu nie jest stworzenie laurki dla prezesa partii Wolność z okazji niedawno obchodzonych imienin lub przedstawianie go jako człowieka idealnego, gdyż ani on, ani amerykański prezydent-elekt takimi ludźmi nie są. Paralela sylwetki Janusza Korwin-Mikkego z Donaldem Trumpem pokazuje, że człowiek o skomplikowanym i złożonym pokroju, odbiegającym od unioeuropejskiej „normalności”, oraz kontrowersyjnym wizerunku może sięgać po najwyższe stanowiska w państwie. Wcale nie musi być poza głównym nurtem polityki lub oscylować w granicach progu wyborczego i zbierać tylko ochłapy z politycznego stołu.

Oczywiście obaj panowie nie są swoimi sobowtórami. Widać między nimi znaczące różnice – i to nie tylko w wyglądzie zewnętrznym lub w liczbie zer na koncie bankowym. Janusz Korwin-Mikke funkcjonuje w polityce od lat, natomiast Donald Trump trafił tam przebojem; w dodatku w przeciwieństwie do lidera partii Wolność, Trumpowi zarzuca się populizm i zmienność barw politycznych z republikańskich na demokratyczne i odwrotnie, podczas gdy jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech JKM jest właśnie wierność głoszonym od lat, niezmiennym poglądom.

Niebezpieczna krzyżówka

Liberalna lewica w Polsce ze strachem i obrzydzeniem przyjęła wybór Trumpa, nazywając go niebezpieczną krzyżówką Korwina z Kukizem. Dla pełniejszego obrazu można powiedzieć, że to taka mieszanka Korwina z Kukizem i Kubą Wojewódzkim, gdyż Trump to przede wszystkim telewizyjny celebryta. Poza byciem dyrektorem firmy organizującej wybory Miss America, ma własne reality show – „The Apprentice” („Praktykant”), gdzie spośród kandydatów wybiera tego, który najlepiej nadaje się do biznesu, oraz decyduje, kto kolejno ma odpaść. Jest znany szerokiej publiczności, gdyż gościł na szklanym ekranie w wielu popularnych serialach, sitcomach i programach rozrywkowych (zagrał nawet epizod w kultowym filmie „Kevin sam w Nowym Jorku”).

Półtora roku temu, dokładnie 19 czerwca 2015 roku, w amerykańskim programie telewizyjnym na HBO „Real timem with Bill Mahrer” Ann Coulter, prawicowa pisarka i publicystka, zapytana o to, kto jej zdaniem ma największe szanse na wygranie wyborów w Partii Republikańskiej, odpowiada: Donald Trump. Jej wypowiedź zostaje przyjęta gromkim śmiechem i reakcjami jak na najbardziej absurdalne stwierdzenie (trzeba zobaczyć na YouTube). Ciekawe, jak zareagowałaby publiczność, gdyby p.Coulter powiedziała, że Donald Trump ma największe szanse żeby zostać nie tylko kandydatem Republikanów, ale prezydentem USA.

Pewnie zachowanie widowni nie mieściłoby się w granicach norm przyzwoitości. Podobnie gdy w Polsce pyta się tę bardziej „światłą” części społeczeństwa o JKM, a zwłaszcza gdy konfrontuje się jego osobę z najważniejszymi stanowiskami publicznymi, jak choćby fotel prezydenta, ludzie reagują w większości jak na postać kabaretową, błazna, wariata, niebezpiecznego człowieka, a nawet potwora, którego nie można
traktować poważnie.