W nocy z 28 lutego na 1 marca 1945 roku około 70–osobowy konny oddział banderowców napadł na mieszkającą w Bachowie ludność polską, która stanowiła tam mniejszość. Po ostrzelaniu domów, Polacy w panice przenieśli się do Babic. Atak na polskie gospodarstwa ponowiono dwukrotnie na początku marca. Natomiast miesiąc później, w dniu 9 kwietnia 1945 roku, wypędzono Polaków z Żohatynia do Borownicy. Tam również przeniosła się cała administracja gminy oraz posterunek MO. Wypędzonym Polakom nie pozwolono ze sobą nic zabrać. Jednocześnie nieliczni Ukraińcy z Borownicy, którzy równocześnie przenieśli się do Żohatyna, zabrali ze sobą swój dobytek. Posterunek MO w Żohatynie z siedzibą w Borownicy nie interweniował ze względu na znaczącą przewagę ludności ukraińskiej i przebywających w pobliżu dużych oddziałów banderowców. Milicjanci nie reagowali, bojąc się zaostrzenia napiętych stosunków miedzy Polakami i Ukraińcami. 11 kwietnia doszło do polskiego ataku na Brzuskę. Dziewięć dni później Ukraińcy spalili Borownicę i dokonali rzezi Polaków. Należy tu zaznaczyć, że takich lokalnych przesiedleń – jak w Żohatynie – dokonywanych przez UPA było na Pogórzu Przemyskiem więcej.

Kolejną ważną kwestią, którą poruszył pan Karbowiak były przesiedlenia Ukraińców do USRR. To, że była to dla tych ludzi tragedia, jest oczywiste. Tak samo tragedią było opuszczenie ojcowizny przez Polaków z Małopolski Wschodniej. Działalność OUN i UPA zmusiła Polaków do opuszczenia Kresów południowo – wschodnich (np. w okolicach Wilna pozostały spore skupiska Polaków). Warto pamiętać o groźbach wobec Polaków ze Lwowa, którzy nie chcieli opuszczać swojego miasta.

Na dodatek część terytorium Polski – już w nowych granicach – banderowcy stopniowo zamieniali w zgliszcza. Arkadiusz Karbowiak skupia się w swoim artykule na ukraińskich cierpieniach. Wskazuje na zabójstwa i bicie wysiedlanych Ukraińców. Pisze również o rabunkach. Takie przypadki miały miejsce, ale pisanie tylko w kontekście ukraińskim wypacza obraz przeszłości. Poza tym wskazuje na działania UPA, które miały bronić rodaków przed deportacją. Cele ukraińskiego podziemia były szersze. Dotyczyły depolonizacji Pogórza Przemyskiego. Z ówczesnych mieszkańców Birczy pan Karbowiak zrobił rabusiów, zupełnie nie zważając na sytuację duchową i materialną ludności cywilnej. Są to moim zdaniem zbyt łatwo stawiane tezy, które mogą fałszować historię. Równie łatwo jest zrobić rabusiów z Ukraińców na Pogórzu Przemyskim. Spróbujmy spojrzeć na to szerzej.

Już od jesieni 1944 roku, w wyniku napadów i mordów dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów, nastawienie ludności polskiej do Ukraińców, postrzeganych jako społeczność wspierająca aprowizacyjnie i pomagająca oddziałom UPA, uległo znacznemu pogorszeniu. Dowódca sotni Włodzimierz Szczyhelski „Burłaka” – biorący udział w mordzie Polaków w Baligrodzie oraz w napadzie na Birczę – zeznał że, większość Ukraińców popierała siatkę OUN i UPA, i wierzyła, że jest ona jedyną realną siłą, która może ją reprezentować. Ludność na spotkaniach organizowanych przez banderowców często płakała i cieszyła się, że nie są osamotnieni. Większość Ukraińców wspierała materialnie UPA.

Jak stwierdził „Burłaka”:

Odczuwana na mityngach szczerość ludzi i ich oddanie dla naszej sprawy, wyzwala energię i chęć do pracy.

Nie do końca było jednak tak, jak przedstawił to ,,Burłaka”. Cywile musieli współpracować z ukraińskim podziemiem. Ludność ukraińska składała różne świadczenie na rzecz banderowców, a w razie odmowy była tak samo terroryzowana, jak Polacy. Zarzucano im wówczas współpracę z polskimi władzami samorządowymi, a za to groziła już kara śmierci z rak nacjonalistów ukraińskich.

Ludność polska i ukraińska była zubożała na skutek kontyngentów, które musiała świadczyć w czasie okupacji dla Niemców, następnie dla nowej władzy i w końcu również dla UPA. Ogromny brak żywności i zagrożenie głodem na wsi spowodowało, że polskie komisje kontyngentowe czasem orzekały zmniejszenie nałożonych kontyngentów z poszczególnych wsi do możliwości mieszkającej tam ludności. Z czasem, w celu wywarcia presji na ludność ukraińską i aby zmusić ją do wyjazdu do USRR, były one większe niż wobec ludności polskiej. Jednak na terenach, gdzie odradzająca się administracja polska była słaba lub faktycznie nie istniała, a jej rolę zajęło ukraińskie podziemie, to ludność ukraińska odmawiała składania kontyngentów. W wielu wsiach stacjonowały – przez pewien czas – wojska sowieckie i ludność cywilna zmuszona została do zakwaterowania żołnierzy. Armia Czerwona konfiskowała w tym okresie konie, krowy, świnie, wozy, obuwie i żywność. We wrześniu 1944 roku na terenie powiatu przemyskiego takie konfiskaty przeprowadzono m.in. w Krasiczynie, Krzeczkowej i Olszanach.