W połowie 1945 roku Ukraińcy napadali na przejeżdżającą ludność polską w gminach: Krasiczyn, Bircza, Kuźmina, Wojtkowa, Żohatyn (Borownica) i Stubno. Banderowcy dokonywali napadów zarówno na patrole, jak i przejeżdżające furmanki MO. Sami milicjanci w związku z niedostatkiem ludzi i broni, ograniczali się jedynie do obrony. 17 kwietnia 1945 roku około godziny 22 niedaleko Cisowej kilku uzbrojonych banderowców napadło na powracającą z Przemyśla do Birczy furmankę. W wyniku tej akcji zginęły dwie Polki: Janina Maliczowska (21 lat) i Emilia Ulanowska (22 lata). Ponadto zrabowano rzeczy powracającej z Niemiec do Birczy Stanisławy Strzemieńskiej. Banderowcy wypytywali zaatakowanych Polaków o milicjantów, którzy mieli powracać z Przemyśla do Birczy. Prawdopodobnie Ukraińcy ci byli częścią oddziału, który miał zaatakować milicjantów z Birczy. Ci zaś wyjechali z Przemyśla dopiero następnego dnia. ,

Kto musiał jechać z Birczy do Przemyśla, albo z Przemyśla do Birczy nigdy nie był pewny swego życia.

– zapisano w kronice parafialnej.

Po rozpoczęciu przymusowego wysiedlenia Ukraińców, UPA przerzucała obowiązki kontyntengowe na ludność polską. Też było bicie, o którym pisał pan Karbowiak, jednak tym razem Polaków przez Ukraińców. W październiku 1945 roku UPA dwa razy napadła na Zalesie w powiecie przemyskim. Była to kara za nie złożenie przez tamtejszych mieszkańców kontrybucji. Banderowcy spalili 68 zabudowań gospodarczych, wcześniej rabując mienie Polaków.

W czasie napadu zginęło 8 osób, w tym dwie spłonęły, dwie raniono. Uprowadzono także 5 Polaków, którzy mieli pędzić skradzione bydło. Osoby, które przeżyły były pozbawione dachu nad głową, odzieży i żywności. Leopold Beńko milicjant z Birczy wspominał po latach, że między Birczą a Przemyślem ostał się jedynie Krasiczyn, wobec którego banderowcy wysyłali ciągłe pogróżki o napadzie, a przez to panowała tam „szalona depresja duchowa”. Milicjanci z posterunku w Krasiczynie mieli nadzieję, że władze zareagują na taką sytuację i uchronią chociaż Krasiczyn „tą jedna oazę Polaków” przed zniszczeniem. Tak wyglądała rzeczywistość w sąsiadujących z Birczą gminach oraz miejscowościach. Czy z każdej z tych wymienionych miejscowości – a było ich dużo więcej – organizowano wypady na ukraińskie wsie? Czy stacjonująca w Krasiczynie milicja dała się we znaki Ukraińcom? Czy mieszkańcy tych miejscowości rabowali ukraińskich sąsiadów? Czy znajdowały się tam komisje przesiedleńcze? Czy spotkała je słuszna zemsta banderowców? Pan Karbowiak takie oskarżenia wysuwa wobec mieszkańców i milicjantów z Birczy. Według słów przytoczonego przez niego banderowca Mirosława Huka, Bircza spędzała ludziom sen z powiek. Spróbujmy więc odtworzyć sytuację z Birczy.

Polacy po nocach nie spali tylko kryli się po zbożach, potokach i schronach, które robili koło domów. Gdy nadchodził wieczór słychać było bicie w gongi, słychać było strzały i widać było łuny. Ludzie chodzili jak cienie z niewyspania i strachu. Ksiądz Mazurkiewicz polecił całą parafię opiece Matki Boskiej Kalwaryjskiej.

Tak kronika parafialna charakteryzowała sytuację w Birczy. Od początku odtwarzania polskiej administracji na opisywanych terenach, ukraińskie podziemie próbowało się temu przeciwstawić. UPA napadała na wsie przeszkadzając w pracach zarządów gminnych, sołtysów, których często mordowano. Banderowcy zaciekle zwalczali odtworzenie polskiej państwowości na terenach, które uważali za ukraińskie. Dla nich korzystniejsze byłoby wcielenie tych terenów do USRR. Powyższa teza została powiedziana w filmie „Żelazna sotnia”.