Do najbardziej zagrożonych antypolską działalnością UPA gmin w powiecie przemyskim należała między innymi Bircza. Miejscowość była początkowo broniona przez samoobronę oraz milicjantów.

Dzień i noc funkcjonariusze milicji trzymali warty, byli w stałym pogotowiu bojowym. Milicjanci zostali skoszarowani na posterunku. Tu spali, tu się stołowali

– wspominał komendant posterunku MO w Birczy Józef Winiarski.

W czasie służby zginęli między innymi: Andrzej Baryła, Wilhelm Dobrzański, Stanisław Budnik, Władysław Turczyk, Edward Laszkiewicz, Stefan Czycz, Władysław Olejarz, Albin Nachman, Stefan Kozimor, Jan Koziomor, Franciszek Pacławski. Na służbie zginął również Wincenty Flader. Tak wspominała to jego matka – Marianna Flader:

Mój syn poszedł na pomoc milicji. Wracał do domu. W Piątkowej na mostku, tam go zastrzelili.

W skład milicji wchodzili wówczas głównie miejscowi, którzy bronili swoich rodzin. Często byli to chłopcy.

Gdzie ty dziecko idziesz? Na posterunek. Lat 17. Taki chłopaczek malutki, ale poszedł…

– wspominała Paulina Beńko z Birczy.

Ludność ukraińska w gminie Bircza odmawiała dostarczenia furmanek do dyspozycji miejscowego posterunku milicji i zarządu gminy. Ukraińcy nie wykonali także zarządzenia władz w sprawie zwołania zebrań i naklejenia obwieszczeń mówiących o nakazie składnia broni. Sami milicjanci byli na tych terenach bezsilni, gdyż załogi posterunków były za małe, aby mogły zapobiec takim sytuacjom. Jednocześnie część Ukraińców wraz z Polakami domagała się przysłania wojska w celu zaprowadzenia porządku.

W lipcu 1945 roku było wiadomo, że ukraińscy nacjonaliści byli zbyt silni, aby mogli się nim przeciwstawić milicjanci i mieszkańcy Birczy. Zrozpaczona terrorem UPA ludność polska prosiła o ewakuację lub zagwarantowanie bezpieczeństwa. Postanowiono wysłać 5–osobową delegację do Rzeszowa oraz Warszawy. Dzięki jej staraniom przysłano do Birczy żołnierzy Wojska Polskiego. Ukraińskie podziemie nasiliło wówczas palenie okolicznych miejscowości. Ukraińcy wiedzieli, że przybycie Wojska Polskiego utrudni im całkowite podporządkowanie południowej części powiatu przemyskiego. Dla mieszkańców Birczy przybyli żołnierze – nie byli komunistyczni, nie byli ludowi, po prostu polscy – byli jedyną obroną! Tak samo 6 lat wcześniej, kiedy rozegrała się pod Birczą wielka bitwa polsko – niemiecka. Ojczyzny, tej dużej i małej, bronili wówczas polscy żołnierze, nie sanacyjni, nie autorytarni. Pan Karbowiak ciągle pisze o komunistycznym lub ludowym wojsku. Ci żołnierze mieli swoje obowiązki, a przede wszystkim – ochronić Birczę i jej mieszkańców przed atakami Ukraińców. Mieli również zabezpieczyć wysiedlenie Ukraińców, takie były wówczas decyzje, na które nie mieli wpływu.

Tomasz Bobowski – jeden z członków delegacji do Warszawy. Hubalczyk i żołnierz Armii Krajowej.
Zbiory własne

Pierwsze jednostki wojskowe przybyły do Birczy w sierpniu 1945 roku. Sytuacja w regionie była już bardzo niebezpieczna. W sierpniu 1945 roku mieszkaniec Huwnik narodowość ukraińskiej o nazwisku Pusz, który był członkiem UPA, zorganizował spotkanie dla miejscowych Ukraińców, na którym powiedział, że „wkrótce nastąpi czas iż w przeciągu trzech godzin wyrżną wszystkich Polaków na terenie tutejszej gminy (Rybotycze – przyp. G.P.)”. Pod koniec spotkania Ukraińcy odśpiewali pieśń „Smert Lachom”. Banderowcy zablokowali drogę do Przemyśla, zaś przejazd do Rybotycz z Birczy był już od dawna zamknięty. Żaden Polak nie mógł tamtędy bezpiecznie przejść.

W połowie 1945 roku wojewoda rzeszowski donosił Ministerstwu Administracji Publicznej, że w południowej części powiatu przemyskiego, zwłaszcza na terenach gminy Birczy, nasiliła się koncentracja oddziałów banderowców i wzrosła ich agresywność.

W gromadach opanowanych przez banderowców wprowadzani byli ich sołtysi i własna uzbrojona milicja. Grunty po zbiegłej ludności polskiej przydzielane były Ukraińcom. Na zagrożonych terenach wybuchały często liczne pożary folwarków, leśniczówek i polskich gospodarstw. Drogi były pod ostrzałem banderowców, którzy paraliżowali miejscową komunikację.

Milicjanci z posterunku MO w Birczy donosili władzom starostwa w Przemyślu, że pozostali po wysiedleniu jesienią 1945 roku Ukraińcy służyli banderowcom przez dostarczanie żywności i informacji. W nocy z 8 na 9 września 1945 roku upowcy zamordowali sołtysa Malawy i sołtysa Brzeżawy, obaj byli narodowość ukraińskiej, lojalnych wobec Polaków. Banderowcy wybili także szyby w domach pozostawionych przez Polaków. Ideologia banderowska nie zakładała porozumienia z Polakami. Konflikt z Polakami z założenia miał być bezwzględny. Słuszne więc były obawy mieszkańców Birczy. Zwłaszcza, jak napisał Pan Karbowiak, Bircza nie uszła uwadze dowódcom UPA. Szykowali się do zemsty za akcje wojska, milicji i „rabusiów – mieszkańców”. Tak twierdzili banderowcy. To ich punkt widzenia, a może również pana Karbowiaka?