Pierwszy atak na Birczę odbył się w nocy z 22 na 23 października 1945 roku. O godzinie 23.30 banderowcy w mundurach polskich, sowieckich i niemieckich zaatakowali miasteczko. Walka trwała około czterech godzin. Z kroniki parafialnej można odczytać, że Ukraińcy w polskich mundurach, mówiący po polsku zdezorientowali polskich żołnierzy. ,,Nastało zamieszanie, bo Polacy i banderowcy byli jednakowo ubrani.” Banderowcy wrzucili w ogień rolnika Wiktora Baryłę. W Birczy – według telefonogramu wysłanego przez komendanta posterunku MO – zginęło 17 żołnierzy Wojska Polskiego i 12 cywilów. Wśród ofiar znalazły się miedzy innymi trzy kobiety i dziecko. Zginął też jeden miejscowy Ukrainiec. Walki toczyły się w centrum Birczy.

Schowaliśmy się z dziećmi w kościele. Co to był za huk. Co to była za strzelanina. Dzieci piszczały!

– wspominała mieszkanka Birczy.

Spłonęło 11 domów mieszkalnych, koszary wojska, dom ludowy i tartak, a przez to zrozpaczone rodziny nie mogły zdobyć desek na trumny dla swoich najbliższych. Na pogrzebach ofiar panował wielki smutek. Mimo obecności wojska, mieszkańcy Birczy zażądali od władz przewiezienia do Przemyśla. Część osób wkrótce wyjechała pozostawiając majątek. Uciekinierzy z innych miejscowości, Polacy i niektórzy Ukraińcy, szukali schronienia w Birczy, bronionej przez samoobronę, MO i WP.

W tym samym czasie UPA zaatakowała Kuźminę, gdzie także stacjonowali polscy żołnierze. Gmina ta również była w tragicznej sytuacji. Tak samo jak w Birczy lokalny samorząd oczekiwał pomocy dla mieszkających tam ponad 1700 Polaków. Ludność pozbawiona realnej pomocy MO sama pilnowała siebie i swojego majątku przed napadami. W Kuźminie było około 15 milicjantów, którym ciągle brakowało amunicji i byli prawie codziennie ostrzeliwani przez banderowców. Pan Karbowiak napisał, że atak na Kuźminę miał uniemożliwić pomoc siłom komunistycznym atakowanym w Birczy. Czy to ironia? Dla mnie, mieszkańca Birczy, jest to przykre. Może pan Karbowiak wolałby, aby te siły komunistyczne zostały pokonane w Birczy, a ludność cywilna w okrutny sposób wymordowana, jak na Wołyniu. I tak na zgliszczach miasteczka i ciałach mieszkańców zatryumfowałby antykomunistyczny nacjonalizm ukraiński.

Po pierwszym napadzie UPA, dowódca garnizonu w Birczy, nakazał otoczyć miejscowość linią umocnień: okopów, ziemianek, stanowisk rkm-ów i ckm-ów.

Bircza stała się małą obronną twierdzą.

– zapisano w kronice szkoły.

Na bazie muzyki piosenki Morze, nasze morze powstał w Birczy hymn obrońców.

,,Bircza, nasza Bircza,

Wiernie Ciebie będziem strzec.

Mamy rozkaz Cię utrzymać,

Albo w murach Twoich lec”.

Drugi napad na Birczę nastąpił z 29 na 30 listopada 1945 roku. Panował zmrok. Wiał zimny wiatr i padał śnieg. Obrońcy byli przygotowani. Pan Karbowiak twierdzi, że był to atak pozorowany, bo chodziło o spalenie okolicznych miejscowości. Faktycznie spłonęły: Stara Bircza, Korzeniec, Boguszówka i Huta Brzuska. Budynki płonęły również w Woli Korzenieckiej. Ludzie i zwierzęta ginęli w płomieniach. W trakcie walk niektórzy mieszkańcy atakowanych miejscowości uciekli do Birczy. Część schowała się w kryjówkach. Banderowcy próbowali wedrzeć się do miasta, ale zostali odparci. Wokół Birczy były umocnienia, a ogień z broni palnej uniemożliwił wdarcie się do centrum miasteczka. Ostrzelano jednak plebanię w Birczy. Ksiądz cudem uniknął śmierci. ,,Zdawało się, że nastał sądny dzień. Jednak znowu odparto banderowców.”