Przed trzecim atakiem na Birczę do miejscowego urzędu gminy przyszła staruszka, która przekazała ultimatum banderowców dla władz i mieszkańców Birczy. Ukraińcy żądali kontrybucji. W razie nie spełnienia przekazanych warunków, UPA miała zrównać Birczę z ziemią i wymordować mieszkańców. Była to już kolejna groźba kierowana pod adresem Birczy, ale tym razem nacjonaliści ukraińscy zapowiadali zbrodnię. W Birczy zwołano radę mieszkańców. Część birczan obwiała się, że jednak tym razem Ukraińcy mogą zdobyć Birczę i dokonać zapowiedzianej zbrodni. Przeważyły jednak głosy o kontynuowaniu walki. Mieszkańcy poprosili o wzmocnienie garnizonu wojskowego.

W styczniu 1946 roku Mychajło Halo ,,Konyk”, dowódca kurenia, na odprawiew Grąziowej nakazał zniszczenie Birczy. W Łomnej zapowiedziano, że w ciągu pół godziny Bircza spłonie. Możliwe, że plan napadu opracował referent SB I Okręgu „Chołodnego Jaru”. Od wschodu miały zaatakować sotnie „Burłaka” i Hrihorija Jankowskiego „Łastiwki”, a od zachodu sotnie Mychajły Kuczera „Jara” i „Hromenki” (w jego zastępstwie dowodził Dmytro Karwański ,,Orski”), które miały przypuścić główny atak. Osobiście dowodził tam kurenny Mychajło Halo,,Konyk”.

Ich atak ruszył od strony Nowej Wsi. ,,Konyk” i ,,Orski” szli na czele niewielkiego oddziału, który po przełamaniu pierwszej linii polskich okopów wdarł się do miasta. Pozostali banderowcy zostali zatrzymani przez polski ostrzał. Grupa ,,Konyka”, w czasie ich rajdu w kierunku rynku w Birczy, podpaliła dom, w którym spłonęło 5 osób, najprawdopodobniej uciekinierów ze spalonej przez UPA Rudawki. Ostatecznie banderowcy z grupy głównodowodzącego ,,Konyka” przeszli koło mykwy i weszli na schody koło kamienicy, gdzie znajdował się sztab obrońców Birczy. Niestety nie było w nim, przebywającego wówczas w Przemyślu, Leona Lubeckiego – dowódcy garnizonu w Birczy. Był to dzielny, jeszcze przedwojenny oficer o poglądach endeckich, którego w 1947 roku dotknęły represje komunistyczne.

Leon Lubecki.
Zbiory własne

W jego zastępstwie nieudolnie dowodził por. Arsenij Kuźmiczenko, sowiecki oficer narodowości ukraińskiej, który podawał się za Polaka. Celem ,,Konyka” był zapewne sztab. Chciał się wykazać, a może musiał się wykazać, po wcześniejszej krytyce, którą przytoczył w swoim artykule Arkadiusz Karbowiak. Banderowcy weszli na schody i prawdopodobnie próbowali wejść do budynku kamienicy przez okna. Polscy żołnierze kolbami i ostrzałem z broni maszynowej bronili wejścia do budynku. Banderowcy zostali otoczeni. Rano na schodach doliczono się 20 zabitych banderowców. Tam zapewne zginął ,,Konyk”. Kilka godzin po walce, około godziny 11, z budynku mykwy padły strzały, które raniły polskiego żołnierza. Do budynku wrzucono granat, który zabił nastoletniego upowca. Możliwe, że nie tylko on przeżył piekło na schodach przed sztabem pułku. Anna Karwańska, żona ,,Orskiego”, napisała, że po bitwie o Birczę przyszedł do niej banderowiec, który powiedział, że jej mąż zginął na początku bitwy raniony kulą między oczy. Czy chodziło o początek szturmu na budynek sztabu, czy o przełamanie polskiej obrony na początku walk? Chyba się już nie dowiemy.

Na północ od atakującego ,,Konyka” znajdowała się sotnia ,,Burłaki”. Służył w niej strzelec ,,Kłym”. Oto jego zeznanie: ,,Znajdując się już w strumieniu usłyszałem, jak po linii podawano, że w sotni „Łastiwski” jest dwóch zabitych i jeden ranny od ognia z kierunku Birczy (…) Równocześnie zobaczyliśmy ogień z palących się bunkrów po przeciwnej stronie miasta, który wznieciła sotnia „Hromenki” i „Jara”, chcąc tym samym oświetlić sobie drogę, by móc lepiej widzieć pozycję Wojska Polskiego i tym samym skutecznie je rozbić bronią palną. Razem z sotnią „Hromenki” był głównodowodzący walką pułkownik „Konyk”.

W tamtym odcinku, jak się później dowiedziałem, sotnia „Hromenki” natrafiła na linię okopów Wojska Polskiego, które silnym ogniem zatrzymało natarcie „Hromenki”, zabijając 12 ludzi z sotni i między nimi samego pułkownika „Konyka”, oraz zastępcę „Hromenki”, „Orskiego”. Po tych stratach sotnia ”Hromenki” odstąpiła pozostawiając palące się budynki.