Symbolicznego dowodu takich właśnie relacji dostarczyło odnalezienie na początku br. w domu generała Czesława Kiszczaka dokumentów współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa. Były zapakowane i z listem przewodnim do szefa archiwów nowych czekały na wysyłkę niemal równe 20 lat. Co takiego stało się, że na początku 1996 roku Kiszczak rozważał przekazanie opinii publicznej dokumentów dotyczących Wałęsy?

Ano w najlepsze toczyła się wojna na górze między ludźmi Wałęsy a postkomunistami z SLD. Na celownik trafił ówczesny premier Józef Oleksy, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji (jako agent o kryptonimie „Olin”), ale również jego partyjni towarzysze (Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz), oskarżani w mediach także o agenturalne powiązania z sowiecką władzą.

„Jeżeli spojrzymy na wydarzenia, które miały miejsce w 1996 roku, to rzucają one na list generała Czesława Kiszczaka pewne światło. Jego powstanie było związane ze styczniową dymisją rządu Józefa Oleksego oraz kierowanymi pod jego adresem zarzutami o działalność agenturalną i współpracę z Oddziałem II Sztabu Generalnego, czyli wywiadem.

Rząd Oleksego upada, a Włodzimierz Cimoszewicz tworzy nowy. Wówczas tworzy się patowa sytuacja, gdyż okazuje się, że w szeregach lewicy jest ulokowana agentura. Generał Kiszczak postąpił wówczas tak, jak go szkolono, czyli zastosował typową operację »akcja-reakcja«. Prawica wytyka nam wysoko ulokowaną agenturę? To my pokażemy wam, że macie w waszych szeregach jeszcze wyżej ulokowanego agenta, który współpracował z SB. Stąd mógł się wziąć pomysł, by napisać list do Archiwum Akt Nowych” – tłumaczył portalowi wp.pl znany historyk Lech Kowalski.

W tamtym czasie postkomuniści nieoczekiwanie, ustami nowego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, zaczęli domagać się powszechnej lustracji obejmującej – uwaga! – lata 1945-1995, a więc również pierwsze lata III RP. Popierał go w tym Oleksy, tłumacząc, że pora, aby służby przestały grać teczkami.

Zapewne w efekcie tych gróźb sprawa agenturalnych powiązań Oleksego została szybko umorzona, a Kiszczak nie ujawnił akt „Bolka”. Zostało zawarte coś na kształt nieformalnego porozumienia o braku lustracji elit III RP. „Haki” wróciły na półki.

Dlatego zarówno Aleksander Kwaśniewski, zarejestrowany przez SB jako TW „Alek”, jak i Wałęsa kilka lat później bez przeszkód przeszli postępowanie lustracyjne, a ich oświadczenia o braku współpracy z PRL-owską bezpieką zostały uznane przez sądy za prawdziwe. Zabawne było to, że esbek zaświadczający o niewinności Aleksandra Kwaśniewskiego w tym procesie niedługo po zeznaniach dostał dobrze płatną pracę u oligarchy Aleksandra Gudzowatego.