System w praktyce

W sensacyjnym filmie Patryka Vegi „Służby specjalne” żołnierz nowej tajnej jednostki pozyskuje fundusze na działalność, zmuszając szantażem obyczajowym księdza do handlu ziemią i oddaniu mu 90 proc. zysków. Szantaż oparty jest na kwitach z PRL-u i sprywatyzowanej odpowiednio wcześniej teczce.

Ten mechanizm był możliwy, ponieważ nie dokonano żadnych rozliczeń z PRL-em. Charakterystyczne było to, że sędziowie posyłający walczących o wolność do więzienia w imieniu prawa PRL-u, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stali się z dnia na dzień strażnikami demokracji. Jeszcze ciekawsze było to, że lustracja w sądach pozwalała sędziom, którzy przyznali się do pracy na rzecz komunistycznej policji, zachować stanowisko i dalej – jak gdyby nigdy nic – sądzić.

Te pokolenie uwikłanych w układy i skompromitowanych sędziów miało bezpośrednie przełożenie na kadry, które po latach ich zastępowały. Nie bez powodu sędziowie jako kasta uchwalili sobie, że nie można pociągać ich do odpowiedzialności za bezprawne wyroki z lat osiemdziesiątych, wydawane po to, aby komuniści mogli dłużej rządzić.

Fundamentem działania „Rzeczypospolitej hakowej” jest brak lustracji. Tę, którą przeprowadzono w Polsce, obarczono grzechem ochrony części komunistycznej agentury. Przyjęto zasadę, że praca na rzecz nowo utworzonych służb III RP – Urzędu Ochrony Państwa i Wojskowych Służb Informacyjnych – pozwala kłamać w oświadczeniu lustracyjnym i bezkarnie zaprzeczać współpracy.

Później stworzono specjalny zbiór zastrzeżony w Instytucie Pamięci Narodowej, w którym pod pozorem ochrony bezpieczeństwa państwa ukrywano też teczki świadczące o pracy agenturalnej znanych osób. Upchnięto tam sędziów, prokuratorów, dziennikarzy, polityków i naukowców. Dlatego ów zbiór złośliwie nazywano, „zbiorem autorytetów”.

Lata mijają, a zbiór zastrzeżony wciąż ma się dobrze. Mimo że przecież kopie tych dokumentów i tak są przynajmniej w Moskwie. „Zahakowani” mają świadomość, iż nie są samodzielni, i promują osoby równie uwikłane jak oni sami. Ten system mimo upływu lat, choć słabnie, wciąż trwa.

autor: Jan Piński