Trybunal Konstytucyjny fot. Wikipedia CC 3.0 autor: Jurij

Autor: Jan Piński

III RP umarła po cichu. Mało kto zorientował się, że ten doniosły zgon miał miejsce 19 grudnia 2016 roku, gdy skończyła się kadencja prof. Andrzeja Rzeplińskiego jako szefa Trybunało Konstytucyjnego, a PiS wybrało sobie posłusznego następcę w osobie Julii Przyłębskiej. W ten sposób padła ostatnia reduta III RP, a PiS nie będzie miało już żadnych usprawiedliwień, że ktoś mu przeszkadzał w zmienianiu Polski.

Sąd konstytucyjny w Polsce był pomyślany jako funkcja obrony uprzywilejowanych elit i ustroju, a nie bat na polityków, aby tworzyli dobre prawo. Był jednak pewnego rodzaju hamulcem. Jazda bez hamulców jest, jak wiadomo, szybka, ale trudno przewidzieć, gdzie się wyląduje. Trudno dziś powiedzieć, czy przejęcie pełni władzy przez PiS będzie dla Polski korzystne. Faktycznie PiS nie potrzebuje już większości do zmiany konstytucji, bo może uchwalić, co chce. Co prawda sądy powszechne mogą same bezpośrednio interpretować i stosować konstytucję, ale wiele to nie zmieni. Rewolucja ustrojowa jest faktem.

Strażnicy III RP

TK słynął z tego, że jego wyroki miały podłoże przede wszystkim polityczne, a nie prawne. Tak było w wypadku stwierdzenia niezgodności z konstytucją prawa o lustracji w 2007 roku (wcześniej TK ocenił w 1992 r. uchwałę lustracyjną jako niezgodną z konstytucją, chociaż nie ma uprawnień do takiej oceny) czy przejęcia przez rząd Donalda Tuska naszych oszczędności z Otwartych Funduszy Emerytalnych, wreszcie konsekwentnego uchylania się od stwierdzenia niezgodności z konstytucją grabieży mienia prywatnego przez komunistów (tzw. reformy rolnej).

TK, jako gwarant systemu, był tak pomyślany, że aby przejąć nad nim kontrolę, trzeba byłoby wygrywać wybory trzy razy. Po tym jak PiS przejęło kontrolę nad TK, nie będzie już powrotu do III RP; jeżeli będzie musiało oddać władzę, to kolejna ekipa dokończy dzieło PiS i także sparaliżuje TK. Nie da się bowiem rządzić Polską przy wrogim TK. Kolejna ekipa po prostu uzna wybory sędziów TK wskazanych za nielegalne i wybierze całkiem nowy, „własny” skład – i tak się już będziemy „bujać” od skrajności do skrajności.

Bilans ćwierćwiecza

Patrzenie na osiągnięcia polskiej transformacji ustrojowej po 1989 roku zależy przede wszystkim od politycznych poglądów recenzującego. Zwolennicy tezy o doniosłości przemian kompletnie pomijają fakt, iż rządzący państwem polskim doprowadzili do największej w historii emigracji. Z Polski na stałe wyjechało ponad 2,5 mln ludzi i większość z nich nie wróci. To straty demograficzne porównywalne z tymi z drugiej wojny światowej (wówczas zginęło około 6 mln obywateli polskich, z czego około połowy było pochodzenia żydowskiego).

Nie rozliczono komunistycznych zbrodniarzy, nawet tych, którzy – jak stalinowscy sędziowie czy prokuratorzy – mieli krew polskich patriotów na rękach. Pozwolono im spokojnie umrzeć i do końca pobierać wysokie emerytury państwowe – znacznie wyższe od tych, które otrzymywały ich ofiary, jeżeli udało im się przeżyć. Nie zwrócono nawet mienia zagrabionego przez komunistów. Co więcej, często ograbiano już raz okradzionych, jak miało to miejsce np. w Warszawie, gdzie aby dostać cokolwiek z majątku zagrabionego przez komunistów, trzeba było właściwym osobom sprzedać roszczenia.

Koniec III RP można ogłosić nie tylko dlatego, że przestał istnieć TK jako hamulec zmian w Polsce, ale także w związku z faktem uchwalenia likwidacji przywilejów emerytalnych dla byłych funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki. Przy starym TK taka ustawa nie miałaby żadnych szans wejść w życie.
Ale o tym, że III RP nie zdała egzaminu jako państwo, świadczą nie tylko odczucia braku sprawiedliwości czy prawdy o komunizmie w Polsce. III RP pogrążają wskaźniki ekonomiczne. Gdyby nie masowy wyjazd ludzi z Polski, mielibyśmy blisko 30-procentowe bezrobocie. Dziś w Polsce mamy słabą gospodarkę, gdzie konkurencja polega na korzystaniu z niskich (względem krajów zachodnich) kosztów pracy, a nie nowych technologii.

Symbolem polskiej gospodarki są dwa nasze hity eksportowe: jabłka i meble. To oczywiście nie jest wina istnienia Trybunału Konstytucyjnego, w którym kumple polityków pilnowali zdobyczy socjalizmu. To skutek miałkości intelektualnej naszych elit. Nie miały one zwyczajnie pomysłu i odwagi, aby budować zamożne państwo. Wpadliśmy w pułapkę pełzającego wzrostu gospodarczego. Nie bez powodu przed wejściem do UE polska gospodarka rosła dwa razy szybciej (po 6-7 proc. rocznie) niż po akcesji.

Przykład Korei Południowej zadaje kłam twierdzeniom naszych elit o unikalności i wielkim sukcesie polskiej transformacji. W 1987 roku mieliśmy mniej więcej ten sam poziom rozwoju gospodarczego. Dziś mieszkańcy Korei Południowej są o połowę bogatsi od Polaków. A podział tego dochodu jest bardziej sprawiedliwy – i to bez nakazów administracyjnych. W wyniku polityki budowania silnego krajowego przemysłu doprowadzono do tego, że odsetek bezrobotnych jest tam jednym z najniższych na świecie i wynosi tylko 3 procent. Pracodawcy muszą więc dobrze zapłacić, by przyciągnąć pracowników, a wysokie pensje to kwestia wysokiej rynkowej stawki za pracę.

Polska poszła inną drogą. Zgodziliśmy się na likwidację polskiego przemysłu (nie chodzi bynajmniej o utrzymywanie nierentownych molochów), ograniczenie administracyjne polskiej przedsiębiorczości (a bo to wiadomo, co bogaty zrobi z pieniędzmi, które zarobi? Jeszcze partię polityczną założy…), nękanie kontrolami i biurokracją tych, którzy próbują pracować na własną rękę. To właśnie znaki charakterystyczne III RP. Bezmyślne oddanie się pod gospodarczą i polityczną kuratelę Zachodu spowolniło polski wzrost gospodarczy, a uratowało – dzięki transferowi młodych, pracowitych ludzi – słabnącą dynamikę europejskich potęg.

Transfer funduszy unijnych był tylko niewielką rekompensatą za politykę drenażu naszego rynku i uniemożliwienie zbudowania w Polsce konkurencyjnego do zachodnich krajów przemysłu. Zbudowano tutaj mądrzejszy wariant systemu eksploatacji kolonii. Tamten system padł, bo kolonie w końcu buntowały się z powodu wykorzystywania. Transfer kasy nie tylko pozwala zachować spokój wśród tubylców, ale tworzy również przychylne zachodowi elity finansowe, które ową kasę rozdają. Kierowca autobusu czy sprzątaczka nigdy nie wypracuje dochodu, aby zarabiać przyzwoicie. Ten dochód musi powstać w innych częściach gospodarki, głównie w przemyśle. Jak nie ma przemysłu, to nie ma czego dzielić.

Elity III RP były workiem kompleksów wobec Zachodu. Negocjowały wejście do UE i zachodnich struktur niemal na kolanach, nie pilnując własnych interesów. Słynny był cytat z Władysława Bartoszewskiego, który stwierdził, że „Polska to brzydka panna bez posagu, która nie powinna być zbytnio wybredna”. Jedyny pomysł, jaki elity III RP miały na polskie państwo, to przekazanie suwerenności do Brukseli. Niemal w ostatniej chwili zablokowano chory pomysł wprowadzenia w Polsce europejskiej waluty euro, który ograniczyłby już i tak mizerny wzrost gospodarczy.

III RP to było państwo komunistycznych i postkomunistycznych elit. Liderami rankingów najbogatszych byli nie przedsiębiorcy, którzy coś stworzyli, a ludzie tacy jak Jan Kulczyk, którzy dorabiali się na interesach i interesikach z państwem. Zarabiali miliardy złotych za pośredniczenie w kontaktach z naszymi elitami. Nie wiadomo, czy Polska PiS będzie lepszym państwem. Panowie na pewno mają dobre chęci, ale jak zauważył Daniel Webster (amerykański prawnik i polityk żyjący w XIX wieku), konstytucja została uchwalona, aby chronić nas przed ludźmi, którzy mają dobre intencje. No więc teraz, Drodzy Państwo, nic już nas przed dobrymi intencjami polityków PiS nie chroni.

Oryginalny tytuł artykułu: Pełnia władzy