Naftohaz

Autor: Antoni Mak

Ukraina chce zwiększyć wydobycie gazu o jedną trzecią! Przy czym chce to osiągnąć, nie sięgając po złoża gazu łupkowego, ale uruchamiając eksploatację głębiej położonych nowych złóż gazu. Jeżeli Kijowowi uda się zrealizować ten plan, to będzie pozyskiwać rocznie 27 mld metrów sześciennych gazu! Krokiem tym chce zmniejszyć swą zależność surowcową od Rosji, choć według oficjalnych danych nie kupuje gazu w Rosji już od 25 listopada 2015 roku.

Zdaniem szefa Naftohazu, Andrzeja Kobolewa, już w 2017 roku Ukrainie uda się zasadniczo zwiększyć wydobycie własnego gazu. Zrzeszenie przedsiębiorstw wydobywających gaz jest ostrożniejsze. Według jego przedstawicieli, poziom wydobycia 27 mld m3 Ukraina osiągnie nie wcześniej niż w 2020 roku. Według Kobolewa, Ukragazdobycza już w październiku bieżącego roku zaczęła stosować nowe technologie wydobycia, które pozwolą znacznie zwiększyć ilość pozyskiwanego gazu z już eksploatowanych źródeł. Owe technologie mają być zbliżone do tych, za pomocą których wydobywa się gaz łupkowy.
Szczegółów nie ujawniono.

Przy okazji przedstawiciele gazowej branży stwierdzili, że na razie nie zamierza ona zajmować się wydobyciem gazu łupkowego i w najbliższych latach będzie eksploatować tylko tradycyjny gaz, którego Ukraina ma dostateczne rezerwy. Złoża gazu łupkowego okazały się mocno przeszacowane i nieopłacalne w eksploatacji. Niedawno brytyjsko-holenderska spółka Royal Dutch Shell zwinęła swój projekt mający zlokalizować i zdokumentować złoża gazu w obwodzie charkowskim. Jej kierownictwo uznało, że kontynuowanie prac jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Wcześniej jeszcze ta sama firma zakończyła prace poszukiwawcze w obwodzie donieckim, uznając je za ekonomicznie nieuzasadnione.

Potrzebni inwestorzy

Także inne zachodnie przedsiębiorstwa postanowiły zrezygnować z poszukiwań gazu łupkowego na Ukrainie, traktując je jako nieopłacalne. Obecnie Ukraińcy liczą, że znajdą się firmy, które przy pomocy najnowszych technologii będą chciały dokonać wierceń umożliwiających eksploatację 90 nowych złóż, leżących na dużych głębokościach i nie rozpatrywanych dotąd jako zbilansowane zapasy. Nie wiadomo jednak, czy gdzieś są inwestorzy, którzy zgodzą się sprowadzić na Ukrainę najnowsze urządzenia wiertnicze.

Obecne ceny gazu nie sprzyjają raczej angażowaniu środków w nowe inwestycje, mające zwiększyć wydobycie. Zwłaszcza że inwestycje te niekoniecznie muszą zakończyć się sukcesem. Wielu obserwatorów powątpiewa, czy Ukraina dysponuje dużymi zapasami gazu. Przypominają, że Stany Zjednoczone obiecywały Ukrainie pomoc w przekształceniu się z importera w eksportera gazu, ale jak dotąd nic z tych planów nie wyszło.

Według amerykańskiego ambasadora na Ukrainie, Geoffrey’a Pyatta, dzięki wsparciu USA Ukraina może na nowo stać się eksporterem gazu, jakim była w latach sześćdziesiątych minionego wieku. Wtedy to na Ukrainie wydobywano 70 mld m3 gazu ziemnego rocznie. Był on m.in. pompowany do Mińska i Moskwy. Obecnie większość obserwatorów uważa, że nawet jeżeli Ukrainie udałoby się zwiększyć wydobycie tradycyjnego gazu, to rola eksportera gazu jej raczej nie grozi.

Wciąż importerem

Obecne zapotrzebowanie na gaz na Ukrainie wynosi około 40 mld m3 rocznie. Nawet jeżeli wydobycie gazu z własnych złóż uda się jej doprowadzić do poziomu 27 mld m3, to i tak będzie musiała dla własnych potrzeb importować jeszcze 13 miliardów.
Eksperci uważają, że Ukraina, by zostać
eksporterem gazu, musi przede wszystkim zmniejszyć jego zużycie. Przemysł ukraiński musi stać się mniej energochłonny. Tak zwana energoefektywność Ukrainy należy do najgorszych na świecie. Kraj ten zużywa 0,47 tony paliwa naftowego na jednostkę PKB, podczas gdy Rosja – 0,35, Białoruś – 0,25, zaś Polska – 0,15, czyli trzy razy mniej.

Musi się opłacać

Obserwatorzy przypominają też, że jeżeli Ukraina chce ściągnąć do siebie inwestorów, którzy zainwestują w wydobycie gazu, musi zmienić przepisy finansowe regulujące ich działalność. Nie przyjdą oni na Ukrainę tylko dlatego, że życzy tego sobie amerykański ambasador. Musi się to im najzwyczajniej opłacać. Reguły określające prowadzenie przez nich biznesu muszą być stabilne i nie mogą zmieniać się co pół roku – jak to się dzieje dotychczas. Podatki nakładane na firmy zajmujące się poszukiwaniami i wydobyciem gazu nie mogą też – jak dotąd – wynosić 70 procent!

Żadne zdrowo myślący inwestor nie będzie chciał ich płacić, tym bardziej że w tej branży przyjęło się dzielić zyski po połowie. 50 proc. wydobycia jest własnością inwestora, a 50 proc. – państwa. Władze Ukrainy zdają się nie dostrzegać tych niuansów.
Z doświadczeń Ukrainy powinna wyciągnąć wnioski Polska. My też mamy złoża gazu tradycyjnego, który zalega na dużych głębokościach, a także innych węglowodorów. Potrzebne są jednak technologie, żeby rozpocząć ich eksploatację.