W krainie Franza Kafki

Aby odzyskać „zespół dżunglowo-ruinowy”, spadkobierca byłych właścicieli musi udowodnić, że pałac lub dwór nie miał nic wspólnego z częścią rolno-gospodarczą. Że był niezależną wyspą wśród pól i lasów, funkcjonującą niezależnie od wszelkich źródeł dochodów, zaś osoby w nim mieszkające nie kierowały rodzinnymi przedsiębiorstwami – wręcz o nich nie wiedziały.

Same postępowania o zwrot potrafią się ciągnąć latami i obfitować w takie „smaczki” jak odmowa zwrotu nieruchomości z powod stwierdzenia… przypałacowego ogródka warzywnego w latach 30-tych – co stanowiło dowód, że dom jednak był związany z gospodarką rolną. Biada pałacom i dworom, które nie były oddzielone murem od folwarku!

Nie ma szans na zwrot, jeżeli ministerstwo rolnictwa udowodniło, że właściciel mieszkał w pałacu! Absurdalność sytuacji podkreśla fakt, że dysponenci obiektów, skarb państwa lub samorządy, najczęściej nie mają na nie żadnego pomysłu poza – w najlepszym wypadku – doraźnym łataniem dziur w dachu.

Stosunkowo najlepszy stan zachowania, czyli relatywnie najmniej zrujnowanych obiektów jest w województwach wielkopolskim i mazowieckim, zwłaszcza w okolicy Warszawy. Gorzej jestna wschodzie Polski, gdzie relatywnie dużo było dworów drewnianych, które rozbierano w latach PRL-u.

Najgorsza sytuacja jest w województwie łódzkim. To tu znajdują się ruiny pięknego dworu Sieniawskich w Żytnie, a ponadto w Głupicach, Kobielach Wielkich, Dobrzelinie, Bratoszewicach, Wrzosach i wielu innych.
Powrót do domu po 70 latach Na palcach obu rąk można policzyć te siedziby, które zostały odzyskane przez przedstawicieli dawnych rodów, podniesione przez nich z ruin i na powrót stają się wizytówką swoich okolic.