„Dama z łasiczką” na celowniku stalinowców

0
2758
1. Leonardo da Vinci „Dama z gronostajem” - o wartości obrazu świadczy fakt, że podczas podróży w Europie w 2011 r. ubezpieczony był na 300 mln Euro (1 mld 260 mld zł). Dla porównania – dużo słabszy obraz Salvator Mundi autorstwa Leonarda da Vinci (autorstwo kwestionowane), sprzedano w 2017 r. za 450,3 mln USD (1,9 mld zł), a rządy Francji i Holandii w styczniu 2016 r. dokonały wspólnego zakupu za łączną kwotę 160 milionów Euro (672 mld zł) portretów Martena Soolmansa i Oopjen Coppit Rembrandta van Rijna. Fot. MKDiN
1. Leonardo da Vinci „Dama z gronostajem” - o wartości obrazu świadczy fakt, że podczas podróży w Europie w 2011 r. ubezpieczony był na 300 mln Euro (1 mld 260 mld zł). Dla porównania – dużo słabszy obraz Salvator Mundi autorstwa Leonarda da Vinci (autorstwo kwestionowane), sprzedano w 2017 r. za 450,3 mln USD (1,9 mld zł), a rządy Francji i Holandii w styczniu 2016 r. dokonały wspólnego zakupu za łączną kwotę 160 milionów Euro (672 mld zł) portretów Martena Soolmansa i Oopjen Coppit Rembrandta van Rijna. Fot. MKDiN

Wiodący dziennik, specjalizujący się w odmienianiu słowa „demokracja” przez wszystkie przypadki, tropi przepływy prywatnych, jawnie i legalnie uzyskanych pieniędzy oraz nazywa je „wyprowadzaniem środków za granicę”. Lewicowa partia polityczna utrzymująca się z wielomilionowej subwencji na koszt podatnika, mimo że nie ma jej w Sejmie, składa zawiadomienie do prokuratury z powodu „podejrzanej działalności”, za dowody mając jedynie insynuacje, okraszając wszystko cytatami ze stalinowskiej propagandy.

Wojciech Kwilecki

Publicysta uchodzący za prawicowego określa, w jaki sposób prywatna fundacja powinna wydawać prywatne pieniądze i co jej wypada robić a co nie.

Młody minister z departamentu sprawiedliwości uważa, że osoby, którym państwo odebrało własność powinny się radować z faktu, iż służy ona społeczeństwu. Publicyści z lewa i z prawa zgodnie zauważają, że prawo własności nie powinno podlegać szczególnej ochronie a osoby pozbawione majątku nie mają prawa do odszkodowania „kosztem społeczeństwa”.

Koszmarny sen? Retrospekcja z dawnych czasów? Nowa dystopia w stylu Orwella? Niestety nie. To rzeczywistość Polski AD 2018 r. Gdzie popełniliśmy błąd i kto obudził te demony?
Na początku lat 90-tych słowem odmienianym przez wszystkie przypadki była „wolność”. Pragnęliśmy się bogacić, rozwijać, nie chcieliśmy gorsetu biurokracji, zgód, zezwoleń i koncesji. PRL kojarzył się ze skostniałym, wrogim państwem omnipotentnym, III RP miała być jego antytezą. Większa część społeczeństwa mówiła: dajcie nam wolność a reszta ułoży się sama.

Politycy jednak wiedzieli lepiej. Na rodzącą się polską przedsiębiorczość zarzucili gęstą sieć regulacji. Pojawili się równi i równiejsi. Nic nowego w dziejach naszej ojczyzny. Już Andrzej Frycz Modrzewski pisał: „Prawo w Rzeczpospolitej jest jak pajęczyna. Bąk się przebije, ugrzęźnie muszyna”. W mętnej wodzie łowiono coraz bardziej tłuste ryby. Umożliwiał to między innymi brak rzeczywistej, realnej reprywatyzacji a także coraz bardziej skomplikowane, anachroniczne prawo, utrudniające większość dziedzin życia.