Węgry - złota jedenastka fot. Wikipedia CC 3.0 autor: Tibor Erky-Nagy

Bardzo często tak się zdarza, że twórcy czegoś żyją w przekonaniu o swojej dominacji, ale w po pewnym czasie popadają w stagnację i zostają prześcignięci przez innych.

Taki klasyczny przypadek stanowi porażka futbolowej reprezentacji Anglii na stadionie Wembley, gdzie Anglicy 25 listopada 1953 r. doznali szokującej klęski ze „złotą” jedenastką z Węgier. Po raz pierwszy od 90 lat na stadionie Wembley w Londynie pokonała ich drużyna z kontynentu i to w stosunku 6:3. Żeby zrozumieć, jaka wielka to była klęska należy spojrzeć w przezłość.

Futbol, co prawda, wymyślili w starożytności Chińczycy, ale w nowoczesnych czasach jego twórcami byli Anglicy. Wyspiarze na tyle czuli się silni, że przed IIWŚ nie uczestniczyli w żadnych mistrzostwach świata, ponieważ uważali, że są najlepsi. Wtedy mieli powody tak uważać. W 30. Latach XX w. spotykali się w meczach towarzyskich z drużynami z kontynentu, gromiąc ich jednych po drugich.

Wygrali z Belgią 6:1 i 4:0, z Hiszpanią 7:1, z Francją 4:1, z Norwegią 4:0. Pokonali także austriacki „Wunderteam” 4:3, wicemistrzów świata Czechosłowację 5:4 i mistrzów świata Włochów 3:2. Szczególnie cenne było „polityczne” zwycięstwo w 1938 r. nad Niemcami w Berlinie w stosunku 6:3. Ponadto dali lekcje reprezentacji Europy, którą dwukrotnie rozgromili 3:0 i 6:1.

Po takich sukcesach byli zupełnie przekonani o swojej potędze. Inaczej było z Węgrami. Oni latami budowali swoją potęgę. Tuż przed wojną zdobyli wicemistrzostwo świata w 1938 r. Wojna przerwała ich sukcesy i zabrała najlepsze lata tej jedenastce. Po wojnie musieli budować od nowa reprezentację. Zrobili to w imponującym stylu. Od 1950 r. do 1954 r. ich narodowa drużyna, rozgrywając 32 mecze, nie przegrała żadnego.

Dla wielu ekspertów i fanów futbolu to była najlepsza drużyna w histerii piłki nożnej. W niej dominowali zawodnicy budapesztańskiego Honvedu. Nazwiska zawodników węgierskich dziś już nic nie mówią fanom futbolu, warto jednak przypomnieć ich podstawowy skład.

Grosics – Buzansky, Lorant, Lantos – Bozsik, Zakarias – Hidegkuti, Puskas – Budai, Kocsis, Czibor.
Kilku z nich było piłkarzami najwyższego, światowego formatu, absolutnie piłkarzami topowymi.

Bramkarz Gyula Grosics, uważany za jednego z najlepszych bramkarzy wszechczasów. Jako pierwszy z bramkarzy grał niczym ostatni stoper. Dziś jego styl najlepiej powiela bramkarz reprezentacji Niemiec, Manuel Neuer.

Rozgrywający Jozsef Bozsik. Jeden z najlepszych play makerów w historii.

Cofnięty napastnik Ferens Puskas. Najlepszy węgierski piłkarz. Piłkarski geniusz. Tylko brak w swoim dorobku tytułu mistrza świata powoduje, że nie konkuruje z Pele i z Maradoną o tytuł piłkarza wszechczasów.

Środkowy napastnik Sandor Kocsis. „Złota główka”. Król strzelców mistrzostw świata w 1954 r.

Warto dodać, że co najmniej kilku pozostałych piłkarzy, w tym Hidegkuti i Czibor także reprezentowało światowy poziom.

Węgrzy ponadto zmodyfikowali stary system, WM (3-2-2-3) który preferowali Anglicy. Węgrzy uelastycznili ustawienie zawodników, preferując wymienność piłkarzy w ataku. Ich system to faktyczne 3-2-3-2, z cofającym się środkowym napastnikiem. Kocsis cofał się robiąc miejsce dla nadbiegającego Hidegkutiego lub Puskasa. Ten pierwszy zdobył 3 bramki na Wembley. 2 bramki zdobył Puskas, a 1 Bozsik. Dla Anglików 1 z bramek zdobył późniejszy słynny trener Alf Ramsey.

Jeden z angielskich piłkarzy tak potem opisywał ten mecz:
„To był styl i system gry, którego nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Żaden z tamtych piłkarzy nie znaczył dla nas nic. Nie wiedzieliśmy kim jest Puskás. Wszyscy tamci fantastyczni gracze byli ludźmi z Marsa, gdy tylko nas mijali. Przyjechali do Anglii, a my nigdy nie byliśmy pokonani na Wembley. Mógłby to być pogrom 3:0, 4:0, może nawet 5:0 małego kraju, który dopiero wchodził do europejskiego futbolu. Nazywali Puskása „galopującym majorem”, ponieważ był w armii. Jak ten chłopak, służący dla węgierskiej armii, mógłby przyjechać na Wembley i spowodować naszą porażkę? […] Ta jedna, jedyna gra zmieniła nasze myślenie.” – Retro.Futbol.pl

Ta porażka była kompletnym szokiem dla Anglików. Węgrzy mieli nowe buty lepiej nadające się do gry, w swoim kraju przygotowując się do meczu, trenowali angielskimi piłkami, a nawet podczas treningów fundowano im sztuczną mgłę, mająca naśladować tą londyńską. Już podczas rozgrzewki zaskoczyli gospodarzy nietypowymi ćwiczeniami fizycznymi.

Kompletnemu profesjonalizmowi Węgrów, Anglicy mogli przeciwstawić w anachroniczny w gruncie rzeczy system podejścia do futbolu. Mniemanie o swojej potędze boleśnie zostało się rozwiane na boisku ich świątyni futbolu. Jeśli nawet uznali, że w ten mecz to przypadek, to w następnym roku już nie mieli tych złudzeń. W meczu w Budapeszcie doznali pogromu 7:1.