Gen. Jan Skrzynecki fot. domena publiczna autor: Juliusz Kossak

Pozory nierzadko mylą. Ktoś może błysnąć w jednej czy w drugiej sprawie robiąc wrażenie bardzo kompetentnej osoby. W efekcie otrzymuje stanowisko znacznie przekraczające jego możliwości. Skutek jest zazwyczaj negatywny dla sprawy czy dzieła, które mu powierzono.

Tak było z gen. Janem Skrzyneckim mianowanym 26 lutego 1831 r. naczelnym wodzem armii Królestwa Polskiego, czyli naczelnym wodzem w Powstaniu Listopadowym. Mianowano go na to stanowisko, pomijając wszystkich generałów ze starszeństwem służby. Krótko mówiąc, pomięto całą generalicję, ponieważ Skrzynecki został mianowany generałem dopiero 3 lutego 1831 r.

Gen. Jan Skrzynecki
fot. domena publiczna

Co zadecydowało o tym, że naczelnym dowódcą został, „3 tygodniowy” generał?
Skrzynecki wbrew negatywnej legendzie, która zrobiła z niego „narodowego” nieudacznika, miał do momentu mianowania go naczelnym wodzem dość dobrą kartę żołnierską i sukcesy na samym początku powstania.

Pochodził z Galicji, z bardzo ubogiej rodziny szlacheckiej, której groziło pójście na służbę do zamożniejszych. Dla takich osób jedyną drogą awansu społecznego był stan duchowny lub wojskowy. Wbrew opinii gen. Prądzyńskiego, Skrzynecki nie był osoba niewykształconą. Uczył się w gimnazjum, a potem przez 3 lata studiował na Uniwersytecie Lwowskim.

W 1806 r. mając 19 lat, wstąpił do formułującego się wojska polskiego, które zaczęło się tworzyć, kiedy Napoleon bił Prusaków. Szybko awansował, od szeregowego do stopnia sierżanta w styczniu 1807 r., a następnie do stopni: starszego sierżanta, podporucznika i w kwietniu tegoż roku do stopnia porucznika.

Brał udział w kampanii napoleońskiej w bitwach: pod Pułtuskiem i pod Iławą. W wojnie 1809 r. bił się m.in. z Austriakami pod Raszynem. Wziął udział w wyprawie Napoleona na Rosję w 1812 r., gdzie brał udział we wszystkich większych bitwach tej kampanii m.in. pod Borodinem i nad Berezyną. W 1813 r. brał udział w bitwach pod Dreznem i pod Lipskiem, a w 1914 r. walczył we Francji. Naprawdę piękna karta wojenna.

Po wojnie wstąpił do wojska królestwa kongresowego w stopniu podpułkownika. W 1820 r. został mianowany pułkownikiem i wydawało się, że na tym zakończy się jego kariera. Skrzynecki nie miał dobrej opinii u naczelnego dowódcy armii królestwa wielkiego księcia Konstantego, który mawiał, że Skrzynecki, więcej wie, co się pisze w gazetach francuskich, niż co się dzieje w jego pułku.

Skrzynecki wykazał się do pewnego momentu odwagą cywilną. Będąc członkiem sądu na Walerianem Łukasińskim początkowo jako jedyny głosował za uniewinnieniem oskarżonego. Złamał się dopiero pod wpływem nacisku w.ks. Konstantego.

Po wybuchu powstania nie opowiedział się zrazu po żadnej ze stron i dopiero na rozkaz gen. Józefa Chłopickiego przystał do powstańców.
Podczas zimowej ofensywy gen. Iwana Dybicza, osiągnął sukces w bitwie pod Dobrem, walcząc z dwukrotnie silniejszym od niego korpusem gen. Rosena w dniu 17 lutego 1831 r.

W bitwie pod Olszynką Grochowską (25 luty 1831 r.) odegrał decydującą rolę w zapobieżeniu rozbiciu wojsk polskich. Kiedy faktycznie dowodzący polską armią gen. Józef Chłopicki został ciężko ranny (pocisk urwał mu obie nogi), to Skrzynecki świeżo mianowany generał brygady dokonał szarży na Rosjan, a następnie umiejętnie osłaniał odwrót polskiej armii na Pragę. Szarża Skrzyneckiego prawdopodobnie zadecydowała o tym, że Dybicz doszedł do wniosku, iż armia polska nie utraciła zdolności manewru zaczepnego i zrezygnował z kontynuowania bitwy.

Sukces pod Dobrem, a następnie energiczne działanie pod Olszynką Grochowską zyskały uznanie władz powstania. Następnego dnia został, przy poparciu premiera Adama Czartoryskiego, mianowany naczelnym wodzem.

Mianując go na to najwyższe stanowisko Rada Wojskowa oraz szef rządu ks. Adam Czartoryski byli pod wrażeniem jego ostatnich dokonań. Z ich punktu widzenia to był w tym czasie najlepszy wybór. Pozory mylą. Skrzynecki okazał się marnym wodzem. Wstrzymał wiosenną ofensywę wojsk polskich zaznaczoną kilkoma zwycięstwami.

Potem przez 40 dni armia była bezczynna. Skrzynecki niczym kunktator czekał na ruchy przeciwnika. Kiedy w końcu zmuszono go do działania w celu rozbicia rosyjskiego korpusu gwardii, to tak opieszale działał, że ostatecznie wojsko polskie musiało stoczyć bitwę z połączonymi siłami gwardii i głównej armii rosyjskiej. Bitwa zakończyła się naszą porażką pod Ostrołęką 26 maja 1831 r. To był przełomowa bitwa w powstaniu. Półtora miesiąca później Skrzyneckiego zdjęto ze stanowiska naczelnego wodza.

Jerzy Łojek autor książki „Szanse powstania Listopadowego” dal wielce negatywny obraz Skrzyneckiego: „Był po prostu dowódczym antytalentem. Brakowało mu elementarnego wojskowego wykształcenia, inteligencji, orientacji, samokrytycyzmu, odwagi podejmowania decyzji, zaufania do współpracowników. Pożerała go natomiast ambicja, roznosił snobizm. (…) Niedostatki socjalnego pochodzenia starał się gorliwie nadrobić krańcowym, zgoła maniackim obskurantyzmem i wstecznictwem.”.

Gen. Ignacy Prązyński

Podobnie oceniał Skrzyneckiego jego podwładny, gen. Ignacy Prądzyński, najwybitniejszy polski dowódca z okresu powstania listopadowego, a prawdopodobnie jeden z najwybitniejszych militarnych talentów w naszej historii.

Prądzyński uważał, że Skrzynecki nie miał w młodości alternatyw, dlatego został wojskowym. Nie miał kwalifikacji na wodza. Charakteryzował go brak rozsądku, był leniwy i wygodny, a co najgorsze nie wierzył w szanse zwycięstwa. Prądzyński dodaje, że Skrzynecki jako bardzo ubogi szlachcic cierpiał na kompleks niższości i z tego względu był bardzo zachłanny na pochwały. Żeby sobie dogodzić w tym zakresie brał często udział w balach, żeby słuchać hymnów na swoją cześć. To bardzo surowa ocena, ale też nieodbiegająca daleko od prawdy.

Skrzynecki był meteorem, który na krótko zabłysnął, na tyle jasno, że wzięto go za gwiazdę. Cena tej pomyłki jest znana.