W kampanii tej zresztą wcale nie chodzi o Ukrainę. Jej celem jest Rosja i jej surowce. Celem kampanii jest przeprowadzenie w Moskwie „pomarańczowej rewolucji”, usunięcie Władimira Putina i zastąpienie go jakimś Jelcynem-bis, całkowicie usłużnym wobec Stanów Zjednoczonych. Ta nowa władza, już „demokratyczna” i prawoczłowiecza, pozwoli rozgrabić rosyjską gospodarkę rosyjskim oligarchom wiadomego pochodzenia i zagranicznym „inwestorom”.

Polska jest w tej chwili intensywnie przygotowywana na konfrontację z Rosją. Konkretnie zaś, aby Polacy zechcieli być polem bitwy pomiędzy dywizjami pancernymi amerykańskimi i rosyjskimi. Tak się bowiem składa, że USA i Rosja ze sobą nie graniczą i nie mają własnego battlefieldu. Nasi rusofobi i etatowi antykomuniści chętnie więc udostępnią w tym celu nasze miasta i wsie. Czemuż bowiem służy akcja budowy Obrony Terytorialnej? Zwolennicy tego projektu coś tam przebąkują, że w razie agresji (w domyśle: Rosji Putina) „każdy dom będzie bunkrem”.

Innymi słowy: rządzący przygotowują nas do roli pola bitewnego i do nieuniknionej okupacji, biorąc pod uwagę rosyjską przewagę pancerną w Europie. Amerykanie być może zdążą przerzucić siły do Europy i Zagłębie Ruhry obronią, ale Warszawy na pewno nie zdążą. W tej sytuacji Obrona Terytorialna stanowić by miała zaczątek nowego Związku Walki Zbrojnej lub Armii Krajowej, czyli kadrę dowódczą i logistykę polskiej partyzantki na terenach okupowanych przez armię Federacji Rosyjskiej.

Wraz z planowaniem działań partyzanckich i przekształcaniem każdego domu w bunkier rozpoczęły się także poszukiwania potencjalnych partyzantów, przygotowania Polaków do walki zbrojnej z ewentualnym najeźdźcą. Temu służy niezwykle ostro ostatnio propagowany kult Żołnierzy Wyklętych, który ma zrodzić w młodych ludziach (w wieku poborowym) nastrój heroizmu i ducha poświęcenia.
Żołnierze Wyklęci są w tej chwili forpocztą nowych, futurystycznych partyzantów polskich, którzy mają stanąć do walki z tym samym wrogiem, z rąk którego polegli lub zostali zamordowani Wyklęci na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych – z Rosjanami. Tyle że wtedy przewodził im Stalin, a dzisiaj Putin. Elity postsolidarnościowe przygotowują naród do daniny krwi i wydania z siebie tysięcy nowych „męczenników”.

Problem tylko w tym, że Polsce konflikt zbrojny z Rosją jest zbędny. Nasze koncerny nie będą uczestniczyły w ewentualnym rozgrabieniu rosyjskich bogactw narodowych po ewentualnym zwycięstwie Zachodu i „demokratyzacji” Rosji. Polski kapitał nie wykupi za bezcen rosyjskiego przemysłu. Rosja stanie się łupem Amerykanów. W tym planie Polska ma być tylko i wyłącznie polem bitwy. Mają się przez nasz kraj przewalić najpierw czołgi rosyjskie, a potem amerykańskie. Mamy zginąć tysiącami, mają nam spłonąć domy. Do podziału łupów nie zostaniemy dopuszczeni. Czy naprawdę chcemy być polem bitwy rosyjsko-amerykańskiej?