Kaszubi fot. Wikipedia CC 3.0 autor: Stako

Autor: Jakub Wozinski

Mówienie o faktycznych dążeniach autonomicznych na Kaszubach byłoby w tej chwili nadużyciem, lecz istnieją przesłanki, aby tą ideę wcielić kiedyś w życie. Kaszuby to obok Górnego Śląska i Podhala najbardziej wyrazisty kulturowo i językowo region w Polsce.

W wielu innych regionach mówi się wciąż lokalną gwarą, lecz kaszubski bywa najczęściej uważany przez językoznawców za osobny język, a nie wariant języka polskiego. Mógł się o tym przekonać każdy, kto choć raz w życiu słyszał rodowitego Kaszubę przemawiającego w języku ojców.

O ile jednak np. Ślązacy odważnie występują z roszczeniami przyznania im autonomii, o tyle wśród Kaszubów dominuje wciąż przekonanie wyrażone niegdyś przez najsłynniejszego poetę kaszubskiego, Hieronima Derdowskiego, iż „Nie ma Kaszub bez Polonii – a bez Kaszub Polski”. Kaszubi nie dążą do politycznej autonomii – chodzi im jedynie o uznanie własnej odrębności w oczach Polaków oraz o zachowanie wyjątkowego kulturowego dziedzictwa. Kaszubskie elity umysłowe i polityczne czują się ze zrozumiałych względów szczególnie związane z polskim państwem, lecz nie dociera do nich, że mogłyby nieco zmodyfikować swój program z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych.

Wydaje się, że podstawową przyczyną braku dążeń autonomicznych czy też secesjonistycznych na Kaszubach jest to, że miejscowe elity polityczne wykształciły się stosunkowo późno i nigdy nie dane im było w pełni wypracować poczucia własnej niezależności. Historycy badający dzieje Kaszub zwracają nieodmiennie uwagę na to, że „kaszubszczyzna” była od wieków zjawiskiem typowo wiejskim, a co najwyżej małomiasteczkowym. Kaszubi, którzy osiedlali się w Gdańsku czy innych większych miastach Pomorza, najczęściej tracili poczucie własnej odrębności.

Taki stan rzeczy wynikał przede wszystkim z tego, że kaszubskie elity polityczne i gospodarcze zostały w większości zniemczone lub zlikwidowane. Jak wiadomo, Kaszubi, nazywani przez zamieszkujących ziemie polskie Pomorzanami, rezydowali pierwotnie na terytorium całego obecnego Pomorza. Kaszubi żyjący na zachodzie regionu (współczesne województwo zachodniopomorskie) zostali zgermanizowani właściwie przez władców księstwa z siedzibą w Szczecinie. Elity księstwa zachodniopomorskiego świadomie wybrały niemieckość i dlatego ludność wiejska z upływem czasu także uległa germanizacji.

Kaszubska tożsamość kiedyś

Kaszubi i kaszubskość przetrwali tylko na Pomorzu Wschodnim (Gdańskim) i Środkowym (Ziemia Lęborska i Bytowska). Gdy jednak w 1308 roku Księstwo Pomorskie zostało zajęte przez zakon krzyżacki, ziemie te stały się przedmiotem specjalnie zaplanowanej akcji, mającej na celu etniczne przeobrażenie Kaszub. Krzyżacy sprowadzali niemieckich osadników i zakładali nowe miasta na swoim prawie, w ramach którego obowiązywał tzw. paragraf wendyjski, tj. zakaz dopuszczania Słowian do obywatelstwa miejskiego.

Jednocześnie szlachta kaszubska traciła przywileje na rzecz niemieckiej, która chciała całe ziemie Kaszubów zagospodarować w sposób analogiczny do tego, który obowiązywał na Pomorzu Zachodnim.
Gdy w 1454 roku Kaszuby – już jako część Prus Królewskich – wróciły do Polski, ich nowymi elitami politycznymi zostały zamożne rody z Korony i Litwy: Sobiescy, Radziwiłłowie, Czartoryscy, Sapiehowie i inni. Magnackie rody z Polski przejmowały majątki i zamki krzyżackie, lecz były przez Kaszubów traktowane jako element obcy, napływowy i nie ma się temu co dziwić. Kolonizacja Prus Królewskich przez polskich panów przypominała bowiem nieco kolonizację Ukrainy: w obydwu regionach obce kulturowo elity zachowywały spory dystans wobec miejscowej, mówiącej w innym języku ludności i dopuszczały się większej liczby nadużyć niż na innych polskich terytoriach.

Szlachta kaszubska doznała kolejnego ciosu po 1772 roku, kiedy to w ramach I rozbioru Kaszuby trafiły do Prus. Prusacy nakazali włościanom stawienie się w Malborku i złożenie hołdu, grożąc odebraniem majątku. W kolejnych latach Prusacy nawiązali do polityki krzyżackiej, rugując Polaków oraz starając się osadzić na ich miejsce przybyszów z Niemiec. W rezultacie do XX wieku przetrwało niewiele spośród rodów, które tworzyły niegdyś miejscową elitę.

Kaszubskość była przez wieki zjawiskiem typowo wiejskim, swego rodzaju reliktem dawnej struktury etnicznej ziem należących dziś do państwa polskiego, który trwał wbrew wszelkim niepowodzeniom. Wszystko zaczęło się jednak zmieniać w XIX wieku, kiedy to rewolucja przemysłowa oraz migracja ludności wiejskiej do miast przysporzyła Kaszubom nowych elit. To właśnie one upomniały się o kaszubską tożsamość w dziedzinie kulturowej, a ostatecznie także politycznej.

Kaszubska tożsamość dzisiaj

Organizacje zrzeszające Kaszubów są dziś niezwykle prężne jak na polskie warunki i to właśnie ich zasługą jest to, że w szkołach uczy się dziś kaszubskiego, a na tablicach z nazwami miejscowości pojawiły się także kaszubskie odpowiedniki polskich nazw. Kaszubskość stała się czymś atrakcyjnym dla mieszkańców regionu i nie tylko. Kaszubską wersję posiada nawet Wikipedia.

Po tylu udanych latach walki o kaszubską tożsamość, która przetrwała inwazję Krzyżaków, „polskich panów”, Prusaków, hitlerowców i komunistów wydaje się jednak, że czas dojrzał do tego, aby pokusić się o coś więcej. Tym czymś, czego do tej pory brakowało, jest oczywiście autonomia Kaszub, która nawiązywałaby do utraconej po 1308 roku własnej państwowości. Autonomia, czy też secesja Kaszub nie musi wcale stanowić rozwodu z Polską. Odpowiednio zaplanowana może jedynie umocnić polską i kaszubską kulturę, którą obecnie niszczy centralizm polskiego państwa.

W środowiskach prawicowych koncepcja autonomii Kaszub jest tradycyjnie ostro zwalczana i często łączy się ją chociażby ze zgłaszaną na początku lat dziewięćdziesiątych przez Donalda Tuska (który pisał niegdyś do kaszubskiego pisma „Pomerania”) Pomorską Ideą Regionalną. Kariera polityczna przewodniczącego Rady Europejskiej z ostatniej dekady jest wszystkim dobrze znana, lecz warto pamiętać, że przed 2005 rokiem Tusk miewał dobre pomysły. Jego osoba nie może więc dyskwalifikować idei, którą niegdyś poparł.

Tuskowi marzyły się Kaszuby z własnym wojskiem i rządem, a pomysł ten warty jest uwagi. Kaszubskie państewko ze stolicą w Gdańsku (bądź Słupsku – to Kaszubi musieliby ustalić już między sobą), z dostępem do morza, z dobrze rozwiniętą gospodarką opartą o Trójmiasto miałoby ogromne szanse na zachowanie niezależności. Wobec skostnienia układu władzy w Polsce i braku perspektyw na obniżkę podatków, kaszubskie państwo jako pokrewne polskiemu mogłoby wprowadzić brakujący element konkurencji w zakresie stawek podatkowych i rozwiązań prawnych w naszym regionie.

Regionalna tożsamość to czynnik, którego nie można lekceważyć. Każdy z nas czuje się związany z własnym regionem i jest to zjawisko naturalne dla człowieka – zwierzęcia plemiennego. Im bardziej jednak politycy rezydujący w centrach politycznych państw lekceważą naturalne potrzeby odśrodkowe – wynikające wszak z samego faktu sprawowanej przez nich władzy – tym bardziej w regionach rodzą się pokusy, aby zamiast współpracy pojawił się konflikt.

Świadkami tego jesteśmy w przypadku Górnego Śląska, gdzie miejscowi działacze, wobec braku jakiegokolwiek konstruktywnego dialogu ze strony władz centralnych, stają się coraz bardziej rozgoryczeni i konfrontacyjni. Konfrontacyjność dążących do secesji działaczy i polityków potrafią zaś bez skrupułów wykorzystać pracownicy obcych wywiadów. Z tego właśnie względu najmądrzej postępuje ta władza, która zawczasu idzie na ustępstwa, zanim sprawy przyjmą zły obrót.

Doświadczenie samorządności Kaszub jest niezwykle odległe w czasie. W przypadku Górnego Śląska mówimy o autonomii sprzed ponad siedmiu dekad, zaś w przypadku Kaszub ostatnie lokalne księstwo upadło siedem wieków temu. Jeśli jednak uwzględnimy fakt, iż Estończycy i Łotysze z powodzeniem stworzyli własną państwowość pomimo wcześniejszego jej braku i udało im się przetrwać nawet komunizm, wówczas cel, jakim jest secesja lub przynajmniej autonomia Kaszub, nie wydaje się wcale nierealistyczny. Moim zdaniem, wspieranie go jest obowiązkiem każdego wolnościowca.