Eurocopter Caracal fot. Wikipedia CC 3.0 autor: Milborne One

Autor: Michał Fiszer

Zerwanie negocjacji z Airbus Helicopters, czyli dawnym Eurocopterem, oznacza że śmigłowce Caracal nie znajdą się w uzbrojeniu polskich Sił Zbrojnych. Decyzja ta wzbudza wiele kontrowersji, ale moim zdaniem, dobrze się stało, bo do wielu zadań przewidzianych dla polskich śmigłowców Caracal się po prostu nie nadawał.

Polska zamierzała zakupić 50 śmigłowców, w tym 16 transportowych, dla 25. Brygady Kawalerii Powietrznej Wojsk Lądowych, 13 w wariancie poszukiwawczo ratowniczym dla Sił Powietrznych i Marynarki Wojennej, osiem w wersji bojowej dla Marynarki Wojennej – do poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych i nawodnych, osiem dla sił specjalnych i pięć do ewakuacji medycznej dla 25. Brygady Kawalerii Powietrznej.

Wszystkie te zadania miał wykonywać śmigłowiec jednego typu, choć specyfika każdego z nich wymaga specjalistycznego wyposażenia misji, odmiennego dla każdego z wymienionych zadań. Uzasadnieniem wprowadzenia jednego typu śmigłowca miały być oszczędności w systemie logistycznym i w szkoleniu, ale nie byłyby one aż tak wielkie. Problem polega na tym, że unifikacja nie objęłaby specjalistycznego wyposażenia niezbędnego do wykonywania poszczególnych zadań, a takie wyposażenie najczęściej ulega awariom. A co do szkolenia, to użycie śmigłowców w różnych rodzajach sił zbrojnych, które same prowadzą przeszkolenie na własne typy statków powietrznych, sprawia, że i tu oszczędności nie byłyby takie wielkie.

Za 50 śmigłowców Caracal mieliśmy zapłacić 13,3 mld złotych, czyli w przybliżeniu 3,45 mld dolarów, podczas gdy za ok. 4 mld dolarów, a więc za niewiele wyższą cenę, kupiliśmy 48 samolotów F-16… Cena śmigłowca nie może być porównywalna z ceną naddźwiękowego, wielozadaniowego samolotu bojowego, tak jak karabin nie może kosztować tyle co armata, a samochód osobowy tyle co ciężarówka. W 2014 roku Turcja zakupiła 109 śmigłowców Blackhawk za 3,5 mld dolarów, czyli mniej więcej za 13,4 mld złotych. A przecież Blackhawk też startował w polskim przetargu. Czyżby Caracal był wykonany ze złota?

Źródło problemu leżało w tym, że źle opracowano wymagania przetargowe. Po pierwsze – zbyt wiele różnych zadań chciano powierzyć śmigłowcowi jednego typu. 16 śmigłowców transportowych miało zastąpić w 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej używane tam Mi-8 w dywizjonie w Łęczycy. Dywizjon ten transportuje najcięższy sprzęt, jakim ta brygada dysponuje – moździerze, działka przeciwlotnicze (nadające się także do walk na lądzie), lekkie samochody terenowe które przewożą sekcje z rakietami przeciwpancernymi itd.

Kawaleria powietrzna wysadzona za liniami wroga jest zdana na siebie i na to, co ma ze sobą. A ma i tak niewiele. Pozbawienie żołnierzy choćby i tego skromnego wsparcia to zbrodnia, bo nieprzyjacielskie wojska z czołgami i transporterami opancerzonymi ich zmasakrują. Radzieckie śmigłowce Mi-8 i ich nowsza odmiana Mi-17 mają dość przestronną kabinę ładunkową, a dodatkowo tylną rampę załadunkową.