Prezydent Chin Xi Jinping, premier Indii narendra Mod i eraz z prezydentem Rosji Władimirem Putinem na spotkaniu BRICS fot. Wkipedia CC 2.0

Autor: Marek Jan Chodakiewicz

Rozgrywka między tymi państwami o dominację prędzej lub później przybierze na sile. Zastanówmy się więc nad źródłami konfliktów. Jest ich wiele, a wynikają z odmiennych interesów geopolitycznych, militarnych, środowiskowych, zasobowych, gospodarczych, ideologicznych i kulturowych.

Siódme co do powierzchni państwo świata, Indie, to jeden z 14 sąsiadów Chin, trzeciego największego kraju globu. Oba państwa oddzielają Himalaje. Jest to chyba najpotężniejsza strategiczna granica na świecie stworzona przez naturę. Chiny są wysoko homogeniczne, zamieszkują je głównie przedstawiciele ludu Han, posługujący się setkami narzeczy, o wspólnym literackim języku mandaryńskim. Indie są heterogeniczne, z setkami grup etnicznych, języków i dialektów. Jest to największa na świecie demokracja parlamentarna. Chiny natomiast to dyktatura komunistyczna w fazie tzw. Nowej Polityki Ekonomicznej (NEP).

Chiny i Indie to najludniejsze kraje na świecie. Indie przeżywają znaczny wyż demograficzny, kraj tętni młodymi. Chiny odczuwają wahnięcie w przyroście ludności wskazujące na poważne kłopoty. Wynika to z komunistycznej polityki ludnościowej, czyli inżynierii społecznej zawartej w tzw. polityce jednego dziecka.

Rywalizacja pretendentów

Jednym słowem: obok siebie wzrastają dwie regionalne potęgi. Z rywalizacji wynika konflikt. Początkowo jednak wszystko zapowiadało się przyjaźnie. Premier Jawaharlal Nehru natychmiast uznał komunistyczne Chiny. Uważał, że socjalizm Indyjskiego Kongresu Narodowego jest podobny do maoizmu. A ponadto chciał grać rolę mediatora między Pekinem a Zachodem. Według traktatu z Panchsheel z 1954 roku strony miały – po pierwsze – stosować się do zasady nieagresji; po drugie – nie mieszać się w sprawy wewnętrzne żadnej ze stron; po trzecie – uszanować wzajemną suwerenność i nienaruszalność terytorium; po czwarte – uznać zasadę równości i korzyści wzajemnych; a po piąte – praktykować pokojowe współistnienie.

Nie bardzo to wszystko wychodzi. Pekin dominuje na lądzie, w powietrzu i na morzu. Morska strategia „naszyjnika pereł” potencjalnie odcina Indie od szlaków morskich. Co prawdo ostatnio chińscy komuniści potknęli się na Cejlonie. Przekupieni przez nich ludzie przegrali wybory i nowa ekipa anulowała projekt wielkiej bazy marynarki. Jednak wszędzie indziej Czerwony Smok stara się skutecznie szachować Indie za pomocą swojej strategii morskiej. Ponadto Pekin góruje nad Nowym Delhi zarówno w lotnictwie, jak i broni kosmicznej, szczególnie satelitarnej.

Terytorialne źródła sporów

Najpoważniejszy jednak konflikt między Indiami a Chinami dotyczy Himalajów. Między 1949 a 1971 rokiem wrogość objawiała się licznymi zbrojnymi incydentami, a nawet doszło do wojny granicznej. Obecnie dochodzi do przepychanek, a nawet sporadycznie fizycznych utarczek między żołnierzami obu stron, ale unika się używania broni.

Pierwsze poważne zderzenie między Hindusami a Chinokomuchami (po angielsku Chi-coms) miało miejsce po inwazji Pekinu na Tybet w 1950 roku. Po uzyskaniu niepodległości granicę między Indiami a Tybetem wyznaczała linia McMahona. Chiny jej nie uznały, ich wojska pojawiły się u wrót Indii, a Nowe Delhi znalazło się w sytuacji sąsiada, który nie posiada traktatu granicznego z Pekinem. Nota bene Chiny przedrewolucyjne nigdy nie uznały konwencji z Simla z 1914 roku, która wytyczyła granice między Indiami, Tybetem i Chinami, czyli ustanowiła linię McMahona. Pekin odmówił również uznania Tybetu jako niezależnego kraju.