Po zdobyciu władzy Mao od razu przedsięwziął kroki, aby podporządkować sobie Tybet. Dyplomacja Lhassy sprzeciwiała się temu i wystąpiła o pomoc do USA, Wielkiej Brytanii i Indii. Kraje te doradziły negocjować z Pekinem, czyli oddały Tybet na pastwę czerwonym. W 1950 roku kraj ten okupowała Ludowa Armia Wyzwolenia (LAW). Rok potem komuna zajęła Chamdo i wymusiła na Dalajlamie traktat poddający Tybet Pekinowi. Chińczycy zaczęli gospodarować w Tybecie jak u siebie, co więcej – zaczęli nadeptywać na pięty Indiom. Od 1957 roku Pekin zaczął „utwardzać” granicę po swojemu.

Na przykład w Aksai Chin (część Wyżyny Tybetańskiej) komuniści wybudowali drogę do Xinjiangu, ale New Dehli uznawała ten region za swoje terytorium. Hindusi zażądali wycofania się Chińczyków, Pekin ich zignorował. Obie strony odmówiły negocjacji dyplomatycznych. Na dodatek w 1959 roku w Tybecie wybuchło powstanie. LAW zdobyła Lhassę, Dalajlama poszedł na wygnanie wraz ze 100 tys. Tybetańczyków. Usadowili się w Indiach, gdzie do dziś w Dharamsala funkcjonuje ich rząd na wychodźstwie. Początkowo Tybetańczycy urządzali wypady komandosów, zresztą wspierane przez CIA, ale potem ich działalność ograniczała się głównie do wysyłania emisariuszy i propagandowego wspierania antykomunistycznych i antychińskich wystąpień ludności Tybetu.

Chiny potępiły mieszanie się w ich wewnętrzne sprawy, które według Pekinu było pogwałceniem wspomnianej umowy z Panchsheel. Stosunki gwałtownie się pogorszyły. W 1962 roku wybuchła wojna chińsko-indyjska. W zasadzie był to konflikt graniczny, ale miał poważny potencjał do eskalacji.

Zaczęło się od konfrontacji patroli w rejonach Ladakh, Walong oraz Tawang. Indie po prostu nie miały tam żadnych stałych garnizonów. Chińczycy znów w tajemnicy przed wszystkimi wybudowali drogę w Ladakh. I użyli tej trasy, aby okupować strategiczny korytarz do Aksai Chin. Indie odpowiedziały wysłaniem oddziałów wojska w ten rejon. Chińskie placówki w okolicach rzeki Galawan, płynącej z Xinjiangu do Kaszmiru, zostały otoczone z flanki. Agresywne manewry zmieniły się wtedy w strzelaninę. Chińczycy okopali się w Namkha Chu pod Tawang. A Hindusi napierali od Thag La. Ostatecznie wojsko indyjskie, w następstwie chińskiego uderzenia, poszło w rozsypkę. Pekin wytyczył granicę polityką pięści. Pamięć o tej klęsce trwa w Indiach do dziś i wpływa negatywnie na wzajemne stosunki, chociażby w kwestii gospodarki wodnej.

Wody niezgody

Woda jest kolejnym poważnym punktem spornym w stosunkach między Pekinem a Nowym Delhi. Indie mają w pewnym sensie przewagę, bowiem przez ten kraj płynie 12 ważniejszych rzek, w tym Ganges, Indus, Czambal czy Brahmaputra. Ta ostatnia ma swe źródła w Tybecie (gdzie nazywają ją Yarlung Tsangpo) i spływa do Indii, do stanu Arunachal Pradesh. Dostęp do rzeki jest kością niezgody z Chinami, a kłótnie o nią od czasu do czasu doprowadzają do incydentów z użyciem wojska.

Eksploatacja Brahmaputry jest ważna nie tylko z punktu widzenia kwestii suwerenności Indii. Kraj ten ma też poważne kłopoty z gospodarką wodną. Wynika to z klimatu, z wysychania rzek oraz ich zanieczyszczania. Na przykład w północno-zachodnim stanie Gudżarat występuje niedobór wody. Policja pilnuje rzeki Narmada, aby miejscowi… nie kradli wody. Z kolei niedawno miały miejsce zamieszki w stanie Karnataka. Palono samochody z rejestracjami ze stanu Tamil Nadu. Chodziło naturalnie o spór o wodę z rzeki Kaveri, której niedobór odczuto w Bangalore, hinduskiej Dolinie Krzemowej.