Jurij Dmitriew jest rosyjskim historykiem badającym sowieckie zbrodnie popełnione w Karelii, w krainie przy granicy z Finlandią. To ryzykowne zajęcie, mimo że teoretycznie rosyjscy historycy mogą to robić.

Dmitriew jest szefem regionalnego oddziału Memoriału w Pietrozawodsku. Stowarzyszenie Memoriał zajmuje się badaniami represji sowieckich.

Czytaj też: Strzelanina w Amsterdamie. Są pierwsze informacje o ofiarach. „Padło wiele strzałów”

Dmitriew odnalazł zbiorowe mogiły w Sandarmochu i w Krasnym Borze. W tej pierwszej miejscowości, w mogiłach leżą ofiary należące do aż 58 narodowości.

Czytaj też: Naukowcy w szoku! Przełomowe odkrycie archeologiczne. To zmienia teorię o powstaniu człowieka

Co roku w sierpniu w rocznice rozpoczęcia Wielkiego Terroru odbywają się nabożeństwa żałobne. W sierpniu ubiegłego roku zabrakło jednak Dmitriewa.
Został aresztowany, ale bynajmniej nie za swoja działalność tylko za rozpowszechnianie dziecięcej pornografii. Dowodem miały być zdjęcia jego córki i wnuczki, kąpiących się w wannie.

Jednakże biegli sądowi stwierdzili, że zdjęcia nie są żadną pornografią. Miejski sąd w Pietrozawodsku chcąc nie chcąc, nie przedłużył jego aresztowania i historyk wyjdzie na wolność w niedzielę 28 stycznia, ale jednocześnie skierował go na badania psychiatryczne, jak za sowietów.

Dmitriew trafił za kratki, jak się nie trudno domyśleć za swoją zawodową działalność, ale nie za o,dkrywanie grobów ofiar sowieckiego ludobójstwa, bo to w Rosji jest rzeczą normalną.

Historyk został represjonowany z powodu zamiaru opublikowania książki z nazwiskami katów i strażników Gułagu, a to bezpośrednio uderzało już w kastę czekistów, która obecnie rządzi Rosją.

Dmitriew będzie miał proces, ale nacisk wielu zagranicznych organizacji, historyków, dziennikarzy, a nawet polityków spowodował, że Kreml zaczął się w tej sprawie wahać i jak na razie zwalnia go z aresztu.

Źródło: „Rzeczpospolita”