Zatrucie wody
To jest trzecia wielka plaga ekologiczna. Chiny z powodu wody cierpią podwójnie. Po pierwsze – gwałtowny rozwój przemysłu spowodował wielkie zapotrzebowanie na wodę. Nieskoordynowana polityka w tym zakresie doprowadziła do prawdziwej katastrofy.

Zniknęło 28 tys. rzek o zlewniach liczących co najmniej 100 km2. To jest połowa rzek w kraju. Bardzo ograniczyło to dostęp do wody pitnej. Drugą tragedią jest zatrucie wody przez tenże przemysł. Tutaj jakiekolwiek dane są tylko szacunkowe. Ocenia się, że 40% rzek jest zupełnie zatrutych, a następne 30% jest zatrutych częściowo. To są bardzo ostrożne wyliczenia. Zniszczonych jezior jest podobno 50%.

Nad słynną, wielką Żółtą Rzeką ulokowało się kilkanaście tysięcy zakładów chemicznych oraz fabryk papieru, cementu i tekstyliów. Do tej rzeki wpuszczane są wszystkie możliwe odpady płynne i stałe. Udział wszelkiego rodzaju środków chemicznych w 1 litrze wody z tej rzeki bije wszelkie rekordy. Szacuje się, że 500 mln ludzi w Państwie Środka nie ma dostępu do zdrowej wody pitnej. Ubocznym skutkiem jest ogromny wzrost glonów. Miliony ludzi pije wodę, która jest daleko poniżej jakichkolwiek minimalnych standardów czystości.

Globalizacja zanieczyszczeń
Zanieczyszczenia powstające w Chinach dotykają nie tylko mieszkańców tego kraju. Wiatry potrafią przenieść pyły PM2,5 na ogromne odległości. Ocenia się, że odpowiadają one za jedną czwartą skażenia gleby w Kalifornii i za połowę skażenia gleby rtęcią w sąsiednim stanie Oregon. Docierają one także do Europy. Skażenie gleby powoduje jednocześnie skażenie roślin, które są eksportowane. Tak więc problem skażenia w Chinach jest problemem globalnym.

Przebudzenie ekologiczne
Przez parę dekad rozwój ekonomiczny był absolutnym priorytetem zarówno dla władz, jak i dla społeczeństwa. W tej chwili, według badań opinii publicznej, dla większości Chińczyków ochrona środowiska jest ważniejsza niż wzrost gospodarczy. Szybko rozrastająca się klasa średnia w miastach chce żyć w znacznie lepszym środowisku.

Wydaje się, że władze, które poprzednio dyskryminowały i prześladowały ekologów, ostatecznie zrozumiały wagę tego problemu. Od 2014 roku trwa w Chinach oficjalna zielona rewolucja. Zamyka się kopalnie, zakłady przemysłowe, następuje intensywne zalesiane. Problemem jest jednak zarówno konsumpcyjna mentalność znacznej części społeczeństwa, jak i biznes opanowany przez byłych partyjnych aparatczyków, ludzi zupełnie nienawykłych do społecznej odpowiedzialności.

O skali jej braku może świadczyć wrzucenie kilku tysięcy zarażonych świń do rzeki Huangpu, która przepływa przez Szanghaj i jest głównym źródłem wody pitnej dla tego miasta. Trudno sobie wyobrazić coś głupszego i koszmarniejszego. Niektóre przedsiębiorstwa wolą płacić kary niż ograniczyć produkcję, a właściciele samochodów osobowych często ignorują nakazy pozostawienia samochodów w domu w dni szczególnie trudne.

Odrębną pozycją są koszty. Szacuje się, że aby zaledwie opanować sytuację, potrzeba na ekologię wydać 600 mld dolarów w ciągu kilku najbliższych lat. To jest cena zmniejszenia ilości toksycznych zanieczyszczeń wypuszczanych bez filtracji przez pół miliona chińskich fabryk. Koszty całkowitej rewitalizacji kraju są niewiarygodnie gigantyczne. Zapewne nie tylko przekraczają one rezerwy finansowe Chin, które są największe w świecie, ale są wręcz niemożliwe do oszacowania.