Mościcki_z_niedźwiedziem. To nie karykatura, to zdjęcie fot. domna publiczna

Autor: Sławomir Suchodolski

Za szczególnie naganne uznano opublikowanie karykatury Mościckiego 1 czerwca, tzn. w dwunastą rocznicę wyboru przez Zgromadzenie Narodowe prof. Mościckiego na urząd prezydenta RP. Podczas gdy cała poważna prasa – uzasadniał sędzia Dorsz – poświęciła tej ważnej rocznicy okolicznościowe artykuły wychwalające osiągnięcia rządów Mościckiego, „Obrona Ludu” miała czelność tego dnia zamieścić „zniesławiającą Pana Prezydenta karykaturę”.

Po odczytaniu aktu oskarżenia prokurator Groniecki zgłosił wniosek o wykluczenie jawności obrad (zapewne bał się, żeby maluczcy nie dowiedzieli się o jakichś gorszących szczegółach z relacji prasowych), jednak sędziowie po naradzie wniosek ten odrzucili.

Redaktor Zygmunt Felczak nie przyznał się do winy, a jego linia obrony była następująca: autor artykułu i rysunku, Klimczak, miał zupełną swobodę w doborze tematów, karykaturę wraz z komentarzem wykonał z własnej inicjatywy i dostarczył Felczakowi, który dokonał kilku poprawek stylistycznych. W ilustracji Felczak „nie dopatrzył się nic karalnego”. Na pytanie oskarżyciela, „czy wiedział, że w dniu ukazania się inkryminowanej ilustracji przypadała 12. rocznica wyboru Prezydenta, oskarżony odpowiedział, że »mamy w Polsce tak dużo obchodów, że trudno o wszystkich pamiętać«”. Z kolei Klimczak przyznał się, iż jest autorem „inkryminowanej ilustracji z tekstem słownym”, a kliszę cynkową wykonaną domowym sposobem dostarczył redaktorowi Felczakowi.

„O przypadającej rocznicy wyboru Prezydenta nie wiedział, a komponując ilustrację (…) chciał czytelników zainteresować i zabawić”. Rysując ilustrację – wyjaśniał Klimczak – „kierował się sentymentem do Pana Prezydenta i Marszałka Piłsudskiego”. Na zapytanie sędziego Dorsza, dlaczego Klimczak na ilustracji nie umieścił w gabinecie prezydenta Mościckiego portretu marszałka Piłsudskiego, tylko jego karykaturę, oskarżony bez wahania odparł, że „nie jest wyszkolony i nie potrafiłby wyrysować” takiego portretu.

W swojej mowie końcowej prokurator podkreślając, że zamieszczenie złośliwej karykatury marszałka Piłsudskiego i „najwyższego zwierzchnika władzy państwowej w 12. rocznicę Jego wyboru jest (…) brutalnym znieważeniem”, domagał się dla oskarżonych surowej kary. Natomiast mecenas Trzebiński, rozwodząc się szeroko nad pojęciem „karykatury” i powołując się na „tolerancję wobec karykatur satyrycznych za granicą”, stwierdził, iż nie widzi w zakwestionowanej ilustracji i komentarzu znamion przestępstwa, ergo poprosił o uwolnienie obu oskarżonych. W ostatnim słowie obaj podsądni również poprosili o uwolnienie, przy czym Zygmunt Felczak odważnie dodał: „Staję w Sądzie nie jako oskarżony, ale jako pokrzywdzony”.

Sąd przychylił się do argumentacji oskarżyciela i wydał wyrok skazujący „Felczaka na półtora roku więzienia z zaliczeniem aresztu prewencyjnego oraz oskarżonego Klimczaka na osiem miesięcy więzienia z zaliczeniem aresztu” (wszystkie cytaty pochodzą z relacji z procesu zamieszczonej w „Gazecie Gdańskiej”, nr 166 z 22 lipca 1938 roku). Jednocześnie skład orzekający odrzucił wniosek obrońcy, mecenasa Henryka Trzebińskiego, o uwolnienie oskarżonych z aresztu.

Sprawa znieważenia Piłsudskiego i Mościckiego przez Felczaka i Klimczaka nie zakończyła się wraz z ogłoszeniem wyroku, bowiem obie strony wniosły od niego apelację: prokurator domagał się podwyższenia wymiaru kary, a obrońca – uniewinnienia. Rozprawa odwoławcza toczyła się przed poznańskim Sądem Apelacyjnym 4 października 1938 roku. W skład trybunału sądzącego wchodzili sędziowie apelacyjni: Kolarz (przewodniczący), Wojtynowski i Wolski (wotanci). Oskarżenie reprezentował wiceprokurator dr Szypuła.

Podsądnych broniło aż czterech adwokatów: Henryk Trzebiński i Paweł Ossowski z Torunia, Frydlewicz z Poznania oraz cieszący się zasłużoną sławą i szacunkiem prof. dr Stefan Glaser z Warszawy. To właśnie profesor Glaser „postawił wniosek o powołanie w charakterze biegłych karykaturzysty Jerzego Zaruby [bodajże najsłynniejszego ówczesnego polskiego karykaturzysty – S.S.], aby stwierdził, co jest istotą karykatury ze strony graficznej, oraz prof. dr. Bohdana Winiarskiego, dziekana Wydziału Prawno-Ekonomicznego Uniwersytetu Poznańskiego, aby jako polityk [związany z endecją, w latach 1928-1935 pełnił mandat poselski z ramienia Stronnictwa Narodowego – S.S.] i prawnik wypowiedział się, jak reaguje społeczeństwo na karykatury polityczne i czy są one przestępstwem”.

Po krótkiej naradzie sędziowie odrzucili ten wniosek, za to dopuścili dowód złożony przez Trzebińskiego – szereg artykułów omawiających zagadnienia karykatury i cenzury. Na sali sądowej pan wiceprokurator w starciu ze świetnie przygotowanymi adwokatami wypadł mizernie i blado. Obrońcy w swoich wywodach poddali wyrok Sądu Okręgowego w Toruniu miażdżącej krytyce. Dowiedli, że „ustalenia pierwszej instancji oparte są na błędnych przesłankach i nie znajdują uzasadnienia ani prawnego, ani faktycznego. Karykatura jako czynnik artystyczno-satyryczny w kulturalnym życiu społeczeństw i w działalności prasy dotyczyć może najwyżej postawionych osobistości i głów państw – ale nigdy dotąd nie spotykała się z represją ze strony cenzury lub ustawy karnej” (cytaty pochodzą z relacji zamieszczonej w „Orędowniku”, nr 229 z 6 października 1938 roku).

Obrona udowodniła brak jakichkolwiek złych intencji ze strony oskarżonych i zdołała przekonać sędziów, że ta konkretna karykatura „oddaje stosunek polityczny” Stronnictwa Ludowego do rządu, a zatem nie może uwłaczać czci głowy państwa ani pamięci marszałka Piłsudskiego. O godzinie 18.30 Sąd Apelacyjny ogłosił wyrok, który przychylając się do wywodów obrony, uchylił orzeczenie pierwszej instancji, uniewinnił obu oskarżonych oraz nakazał zwolnić ich z aresztu tymczasowego.