Portret dyktatora

Co może łączyć islamistę i oficera KGB, którzy jako prezydenci swoich krajów zawarli nieformalnie taktyczny sojusz? Interesy i tylko interesy. Ich porozumienie ma charakter typowo taktyczny, bez wzajemnego zaufania. Jednemu i drugiemu jest ono obecnie na rękę, ale sprzeczności na poziomie strategicznym, czyli na tym najważniejszym, nie wróżą temu porozumieniu długiego życia.

Prezydenci Turcji i Rosji spotkali się właśnie w Petersburgu. Jeszcze kilka miesięcy temu byłoby to niemożliwe. Wtedy tureckie lotnictwo strąciło rosyjski samolot, a Rosja w odpowiedzi nałożyła sankcje gospodarcze na Turcję. W tym czasie dla Erdoğana Putin był krwawym dyktatorem. Rosyjski prezydent nazywany był zbrodniarzem o krwawych rękach. Teraz, przed spotkaniem nad Newą, Erdoğan nazwał Putina swoim przyjacielem, a pilotów, którzy strącili rosyjski bombowiec, wtrącił do wiezienia.

Retoryka cynizmu ze strony tureckiej nie ma granic. Jeden z doradców Erdoğana stwierdził, że Turcję i Rosję od wieków łączyła przyjaźń. Takie spotkanie nie powinno jednak dziwić. Turecki prezydent dokonuje fundamentalnej zmiany całej swojej polityki – zarówno wewnętrznej, jak i zagranicznej – więc musi szukać nowych przyjaciół na miejsce tych, których porzuca.

Islamski Atatürk

Erdoğan jest islamistą. Jego nowa Turcja ma być republiką islamską. Tak jak niemal sto lat temu Mustafa Kemal Atatürk rozpoczął budowanie świeckiej republiki na wzór europejski, tak Erdoğan chce stworzyć nową republikę, islamską, niszcząc dzieło Atatürka. Erdoğan wymienia aparat państwa, żeby móc zbudować republikę islamską od podstaw. Gdy ją zbuduje, to w Turcji już nie będzie normalnych wyborów parlamentarnych albo będą takie, w których wygrywa ten, kto liczy głosy. Na razie przeprowadza masowe czystki. Z pracy zwalniani są rektorzy, dziekani, profesorowie wyższych uczelni i nauczyciele.

Drugą grupą poddaną podobnej skali masowych represji jest aparat administracyjny wszelkich szczebli, w tym nawet kancelaria samego premiera, z której zwolniono ponad 250 pracowników. Trwają czystki w wojsku. Zamknięto ok. 150 redakcji gazet. Zakres tych masowych czystek (ok. 70 tys. wyrzuconych z pracy) ma charakter rewolucyjny, a kompetencje w takich wypadkach mają znaczenie drugorzędne. Bardzo dobitnie skomentował te czystki premier Włoch Matteo Renzi, stwierdzając, że Turcja, wysyłając do więzień profesorów i dziennikarzy, wysłała tam swoją przyszłość.

Nienawiść do Zachodu

Wojskowy pucz został potępiony przez państwa Unii Europejskiej jako wymierzony przeciwko legalnemu rządowi, który sprawuje władzę na podstawie wygranych wyborów. A czystki wzbudziły protest w zachodnim świecie. Kanclerz i minister spraw zagranicznych Austrii z tego powodu jednoznacznie wypowiedzieli się przeciwko przyjęciu Turcji do Unii. Austriacy uważają, że należy także nie dopuścić do zniesienia obowiązku wizowego dla obywateli tureckich. W odpowiedzi jeden z doradców Erdoğana zwrócił się na Twitterze w wulgarny sposób do austriackiego kanclerza, używając słowa „niewierny”, a szef tureckiego MSZ nazwał Austrię „stolicą rasizmu”.

Niewiele lepszej odpowiedzi doczekał się jeden z najważniejszych dowódców amerykańskich, generał Joseph Vogel, który stwierdził, że czystki w dowództwie tureckiej armii będą miały negatywne konsekwencje dla wzajemnej współpracy. Wyraźnie poirytowany Erdoğan w swojej wypowiedzi zrugał amerykańskiego generała, mówiąc, że nie do Vogla należy podejmowanie tego rodzaju decyzji i w ogóle kim on jest, a ponadto poradził mu, żeby znał swoje miejsce.

Takie słownictwo jest niedopuszczalne w międzynarodowych relacjach, a szczególnie pomiędzy sojusznikami. Używanie słowa „niewierny” zbliża Turcję w retoryce do organizacji kojarzonych z terroryzmem, nienawidzących zachodniej cywilizacji, o co zresztą środowisko Erdoğana jest po cichu posądzane w Europie.

Porozumienie z Rosją

Ktoś, kto zamierza opuścić dany układ, zazwyczaj wcześniej szuka alternatyw. Brytyjczycy, przygotowując się do opuszczenia Unii, przyjmowali z niezwykłymi honorami chińskiego prezydenta Xi Jinpinga, starając się poprzez przyspieszenie rozwoju wymiany handlowej z Chinami złagodzić spodziewane negatywne skutki ewentualnego rozwodu z Unią. Nie inaczej czyni Erdoğan. Dokonał dwóch zaskakujących zmian. Przed zamachem radykalnie poprawił swoje stosunki z Izraelem, wracając do dawnych, przez wiele lat przyjaznych relacji pomiędzy oboma państwami. W ten sposób liczy, że zabezpieczy się przed gniewem USA. W ten sposób też relacje Turcja-Izrael stały się zakładnikiem relacji Turcji z Ameryką.

W przypadku zbyt zdecydowanego antytureckiego stanowiska Waszyngtonu Ankara może dać do zrozumienia, że znowu odwróci się od Izraela. Tel Awiw, który jak mało kiedy potrzebuje dobrych relacji z kimś na Bliskim Wschodzie, zrobi zapewne dużo, żeby USA nie przyparły Erdoğana do muru. Druga zmiana, też zaplanowana z wyprzedzeniem, to radykalne ocieplenie stosunków z Rosją. Erdoğan prowadzi tę grę co najmniej od maja. Formalnym przełomem było wysłanie listu do Putina w sprawie zestrzelenia rosyjskiego bombowca Su-24 przez tureckie F-16. W tym liście Erdoğan przepraszał za zestrzelenie samolotu (według tureckich mediów, wyraził ubolewanie).

Gra Putina

Dla Putina – izolowanego w Europie, mogącego dotąd liczyć tylko na „szorstką przyjaźń” Chin i co najwyżej sympatię Indii – turecki zwrot jest niczym dar z nieba. Kontrolowany przez Amerykanów głęboki spadek cen ropy naftowej i gazu, a w mniejszym stopniu formalne sankcje nałożone przez UE i USA, znacząco uderzyły w rosyjską gospodarkę. Spada PKB i produkcja przemysłowa. Prezydent Putin zaczął robić to, co zazwyczaj robi w takiej sytuacji zagrożony lider. Zaczął zwalniać ze stanowisk swoich współpracowników. To znak kryzysu.

W UE poprawne stosunki z Moskwą zainicjowały Węgry. Orbán, będący w konflikcie z Unią, właśnie w ten sposób wzmacnia swoje stanowisko. Dla Moskwy jednak to nie jest znaczący partner. Prawdziwy przełom nastąpił w lipcu. Najpierw Chiny ustami swojego prezydenta zaproponowały Rosji sojusz, a teraz Turcja zawiera nieformalne porozumienie. Można powiedzieć, że polityczna pozycja Moskwy uległa znacznemu wzmocnieniu. Widać to po wzmożonym nacisku na Ukrainę. Teraz Rosja jest w cenie.

Putin wręcz popisowo rozgrywa swoją grę. Rosja otrzyma wielomiliardowy kontrakt na budowę elektrowni atomowej w Turcji. Uzgodniono budowę Tureckiego Potoku – gazociągu idącego z Rosji przez Morze Czarne via Turcja do południowej Europy. W ten sposób zaszachowany został konkurencyjny projekt dostaw gazu do Europy z Iranu i z Azji Środkowej. Wydaje się, że Putinowi udało się przeciągnąć na swoją stronę dotychczasowego sojusznika Ankary – Azerbejdżan. Dzięki temu rosyjski gaz popłynie via Iran aż do krajów południowej i wschodniej Azji. Cenę odciągnięcia Baku od współpracy z Europą zapłaci Armenia. To najwierniejszy sojusznik Rosji na Zakaukaziu, ale w polityce nie ma litości. Putin już zaproponował Armenii, żeby wycofała się z niektórych zajętych azerskich terenów. Erywań jest pod ścianą. Ten mały kraj ma na swoim terytorium wielką bazę wojsk rosyjskich. Rosja krok po kroku umacnia swoje wpływy na Zakaukaziu.

Gra Erdoğana

Turecki prezydent, planując budowę nowego państwa, zdawał sobie sprawę, że masowe czystki i łamanie praw człowieka zostaną potępione przez Brukselę i zamkną mu ostatecznie drogę do członkostwa w Unii. Z drugiej strony po kilkudziesięciu latach kołatania w tej sprawie do drzwi europejskich decydentów Turcja mogła się czuć upokorzona, a jej elity mogły nabrać słusznego przekonania, że ten akces nigdy nie nastąpi. W związku z tym przestał liczyć na Unię i liczyć się z Unią, tym bardziej że ta ostatnia znalazła się w pewnej zależności od niego w związku z porozumieniem dotyczącym emigrantów z Syrii.

Turcja ponadto, w latach rządów Erdoğana – w przeciwieństwie do Unii – zanotowała znaczny rozwój gospodarczy. To umożliwiło prowadzenie znacznie bardziej samodzielnej polityki zagranicznej nie tylko w stosunku do europejskich krajów, ale także w stosunku do swojego wieloletniego protektora – USA. Turcja Erdoğana co najmniej od kilku lat zaczęła stopniowo prowadzić niezależną politykę, a po lipcowym zamachu „urwała się z łańcucha”. Interesy z USA, Unią i NATO stały się dla niej mniej ważne. W obecnej wojnie rozgrywającej się na terenie Syrii i Iraku bynajmniej nie prowadziła wspólnej natowskiej polityki, tj. atakowania ISIS, lecz główne działania skierowała przeciw Kurdom.

Turcja też prowadzi grę z NATO na ustępstwa. Straszy, że dopuści Rosję do bazy w Incirlik, gdzie amerykańskie lotnictwo składuje swój atomowy arsenał; sugeruje, że wystąpi z Sojuszu czy też dopuści Rosjan do swojego przemysłu obronnego.

Co Turcji daje porozumienie z Rosją? Zniesienie rosyjskiego embarga, ponowny napływ rosyjskich turystów, wzrost obrotów handlowych. Do tego dochodzą zyski polityczne. Po pierwsze: możliwość nacisku na Unię i NATO oraz – co może jest najważniejsze – sprawa kurdyjska. Ankara liczy, że Rosja wstrzyma dostawy broni do Kurdów albo przynajmniej je ograniczy. Dodatkowym argumentem są wpływy, jakie Rosja posiada w Damaszku. Turcy zdają sobie sprawę, że Rosja nie jest krajem, który będzie miał decydujący wpływ na przebieg i zakończenie wojny, ale ma dostatecznie silną pozycję, żeby nie dopuścić do upadku prezydenta Syrii Baszara al-Asada – wroga Turcji

Erdoğan na drodze sukcesu czy klęski?

W polityce zagranicznej Erdoğan chce wrócić do idei osmanizmu i panturkizmu, a więc uczynić z Turcji mocarstwo bardziej niż regionalne. Te plany stoją w sprzeczności nie tylko ze strategią USA, ale i Rosji. Dziś do państw ludów tureckich należy Azerbejdżan oraz cała Azja Środkowa z wyjątkiem Tadżykistanu. Próba poszerzenia swoich wpływów w Azji Środkowej natychmiast spowoduje reakcję Rosji, dla której ten region jest ważniejszy niż Bliski Wschód.

Próba Ankary np. polepszenia relacji z Iranem, do czego namawia Moskwa, grozi utratą wpływów w Azerbejdżanie i Gruzji oraz – co gorsza – pogorszeniem relacji z Arabią Saudyjską. Turcja, wbrew pozorom, nie ma zbyt dużego pola manewru w polityce zagranicznej. W skomplikowanej sytuacji na Bliskim Wschodzie nie obowiązują w zasadzie reguły mówiące, że wróg mojego wroga nie jest moim wrogiem. Tam próba modyfikacji dawno ustalonych relacji zazwyczaj kończy się wywróceniem stolika.
Gdyby jednak Erdoğanowi udało się zbudować państwo islamskie, w dodatku o decydujących wpływach na Bliskim Wschodzie, to byłaby to wielka klęska Zachodu. Efekt domina mógłby podważyć wojskowy reżim w Egipcie, bezlitośnie rozprawiający się z miejscowymi islamistami, a w dalszej kolejności rządy państw Maghrebu. Przejęcie władzy w tych państwach przez radykałów lub ekstremistów stanowiłoby w przyszłości wielkie niebezpieczeństwo dla osłabionej Europy.

W tej chwili bardziej prawdopodobna wydaje się klęska koncepcji Erdoğana. Turcja ma wiele słabych stron. Eksport do UE stanowi ponad 50% jej całego eksportu, a do Rosji zaledwie 1%. W dodatku wymiana z Unią rośnie. Europejczycy to najwięksi zagraniczni bezpośredni inwestorzy. Turcja ma ponadto duży deficyt na rachunkach bieżących. Nierozwiązany problem Kurdów, niestabilna sytuacja społeczna, zamachy bombowe, ucieczka turystów – to wszystko powoduje, że Turcja jest bardzo podatna na ciosy, przede wszystkim gospodarcze. W ramach retorsji Zachód może je zastosować w stosunku do swojego, chyba już byłego, sojusznika. Należy do tego dodać, że Europa jest w tym roku o wiele lepiej przygotowana na napływ imigrantów i w tej sprawie szantaż Erdoğana nie ma już takiej mocy jak poprzedn