B. prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili fot. Wikipedia CC 3.0

Autor: Wojciech Tomaszewski

Gruzja jeszcze niecałą dekadę temu była na ustach całego świata. Aspirowała do NATO i Unii Europejskiej. Broniła się przed najazdem rosyjskiej armii. Dziś jest to zapomniana republika na krańcu chrześcijańskiej cywilizacji. Porzucona przez swoich protektorów, bez większych szans na poprawę losu. Gruzińska lekcja o porzuceniu niepotrzebnych sojuszników przez wielkich tego świata może być dla nas, Polaków, szczególnie pouczająca.

W Gruzji właśnie odbyły się właśnie wybory parlamentarne. Wygrało je rządzące Gruzińskie Marzenie, zdobywając 54% głosów. Drugi był opozycyjny Zjednoczony Front Narodowy z 40-procentowym poparciem. Obie te partie zdobyły wszystkie mandaty w 150-osobowym parlamencie. Według dotychczasowych obliczeń, zwycięzcy otrzymają 85 mandatów, a pokonani – 65. Wynik wyborów, jeszcze nie do końca potwierdzony, oznacza dla Gruzji utrzymanie dotychczasowej polityki, czyli marazm.

Wyjątkowość

Gruzini często powołują się na swoją wyjątkowość. W rozmowach z Europejczykami, kiedy nie mogą przekonać ich do swoich racji, często używają stwierdzenia: „Nie rozumiecie nas. My jesteśmy wyjątkowi”. Położona na Zakaukaziu, jako drugie państwo na świecie przyjęła chrześcijaństwo, a potem przez okres kilkunastu wieków wraz z Armenią stała się jego przedmurzem. Podobnie jak Polska, dostała się mniej więcej w tym samym okresie pod panowanie Rosji i – także jak my – w 1918 roku uzyskała niepodległość.

Niestety, Gruzini nie mieli swojej Bitwy Warszawskiej i dlatego o pokolenie wcześniej niż my dostali się pod panowanie Sowietów. W ramach ZSRS udało im się uzyskać pewien nieznaczny, ale jednak, stopień nieformalnej autonomii. Polegała ona na funkcjonowania rozległego czarnego rynku i szarej strefy równoległe z oficjalną, socjalistyczną gospodarką. Dawało to Gruzinom złudne wrażenie pewnej niezależności od Moskwy i poczucie pielęgnowanej odrębności kulturowej. Ten spory potencjał narodowej świadomości miał niewątpliwie wpływ na dość szybkie pożegnanie się ze Związkiem Sowieckim w momencie jego rozpadu.

Gruzja, jako druga republika – po Litwie, faktycznie uzyskała niepodległość. Opór, jaki gruzińskie społeczeństwo przez lata stawiało sowietyzacji, stał się dla nowych elit tego państwa powodem do specjalnej legitymizacji w międzynarodowej skali. Jej członkowie byli przekonani, że to dzięki Gruzji upadł komunizm w Sowietach i że dzięki niej rozpoczęły się przemiany w Europie Środkowo-Wschodniej. To poczucie wyjątkowości i misyjności, dość odległe od rzeczywistości, powodowało, że gruzińskie elity miały pewien problem z oceną realności świata. Przykładem może być wyprawa prezydenta Saakaszwilego na Osetię Południową, podjęta bez realnej oceny własnych sił i pozycji Gruzji oraz bez realnej oceny sytuacji międzynarodowej.

Zagrywki Rosji

Gruzin Stalin, wprowadzając swój porządek na Zakaukaziu, tak podzielił terytoria, żeby jak najbardziej skonfliktować narody i uczynić Moskwę arbitrem. Niemniej pod względem terytorialnym nie skrzywdził swojej Gruzji. Przyłączył do niej Abchazję – krainę leżącą nad Morzem Czarnym. To teren starożytnej Kolchidy, słynnej z mitologicznej wyprawy Argonautów. Gruzja straciła Abchazję w wojnie ćwierć wieku temu, która potwierdziła słuszność założeń Stalina. Abchazi u siebie stanowili zaledwie szóstą część ludności, a mimo to wygrali wojnę z Gruzinami, którzy w samej Abchazji stanowili niemal połowę ludności. O sukcesie zadecydowała polityka Rosji i jej dostawy broni oraz ochotników dla Abchazji. Moskwa uznała, że dla jej interesów na Zakaukaziu najlepszym rozwiązaniem jest osłabienie Gruzji.