Dlaczego tak się dzieje?

Opowiada o tym „Najwyższemu CZASOWI!” Polak, który aplikował o grant z ERC. W radzie oceniającej wnioski są eksperci, którzy opiniują granty na czterech poziomach wyboru kandydatów. Najpierw są anonimowe ekspertyzy danego projektu. Ostatni panel jest otwarty – trzeba jechać do Brukseli, rozmawiać z radą i na tej podstawie ostatecznie podejmuje ona decyzję. – Po przejściu poważnej roboty biurokratycznej i po bardzo dobrym tłumaczeniu mojego wniosku dojechałem do trzeciego etapu – opowiada niedoszły grantobiorca.

– Dostałem trzy recenzje. Dwie recenzje były dobre, ale było widać, że ludzie się tam szczególnie nie znają. Trzecia recenzja była pisana łamanym angielskim, ale napisana w taki sposób, że odniosłem wrażenie, że koleś wie dokładnie, kim ja jestem itd. Innymi słowy: to musiał być polski ekspert. I to on upierdzielił mój wniosek! Zabrakło mi ułamka punktowego, żeby dojść do etapu czwartego! Do tego stopnia, że powiedzieli mi, że mogę startować o kolejny grant już bez dwóch pierwszych etapów.

Okazało się, że jestem w etapie random selection, czyli na zasadzie, że 5 procent przez przypadek przeszło kreskę, a 5 procent przez przypadek nie przeszło kreski – mówi. – Nie jestem tego w stanie w 100 procentach udowodnić, bo te opinie są anonimowe – zaznacza jednak, dodając, że mamy taką sytuację: nie dość, że do tego jako Polska dopłacamy, to jeszcze mamy tam ludzi, którzy robią wszystko, co mogą, żeby w ten sposób „pomóc”.

Polska znajduje się na szarym końcu nie tylko pod względem liczby uzyskanych grantów, ale także jeśli brać pod uwagę wysokość wykorzystania finansowania w ramach mechanizmu ERC. I to zarówno w wartościach nominalnych, jak i w relacji do PKB. Z danych uzyskanych w Krajowym Punkcie Kontaktowym Programów Badawczych Unii Europejskiej wynika, że od 2007 roku do maja 2016 roku z łącznej puli prawie 10,6 mld euro Wielka Brytania uzyskała ponad 2,3 mld euro dofinansowania (21,8 proc. całości), Niemcy – ponad 1,6 mld euro (15,3 proc. całości), a Francja – ponad 1,3 mld euro (12,4 proc. całości).

Tymczasem Polska otrzymała 24,5 mln euro, czyli… 0,23 proc. całej puli, podczas gdy nasza składka do budżetu UE to około 3 proc. jego wysokości! Znacznie więcej pieniędzy od Polski uzyskują małe kraje unijne, jak Szwecja (357 mln euro) czy Belgia (329 mln euro), a nawet Węgry (76 mln euro). Co ciekawe, jednym z liderów w wykorzystaniu pieniędzy od ERC jest pozaunijny… Izrael, który otrzymał z tego tytułu od unijnego podatnika prawie 558 mln euro (5,3 proc. całości). To 23 razy więcej niż Polska!

Jeśli patrzeć na relację do PKB, statystyki są jeszcze mniej korzystne dla naszego kraju. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że w ramach całego programu Horyzont 2020 Belgia dostała w 2015 roku finansowanie o wartości równej 0,18 proc. jej PKB, Cypr – 0,14 proc. PKB, Holandia – 0,12 proc. PKB, a Polska znalazła się na liście trzecia od końca z 0,01 proc. PKB! I to w sytuacji gdy polska składka do UE wynosi około 1 proc. polskiego PKB. Gorzej było tylko w Rumunii i na Słowacji.

Co ciekawe, według danych Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE, pieniądze unijnego podatnika za pośrednictwem programu Horyzont 2020 otrzymują nawet naukowcy z takich krajów jak Turcja (74,5 mln euro w omawianym okresie), RPA (ponad 13 mln euro), Maroko (3 mln euro), Ukraina (6 mln euro), Białoruś (prawie 2 mln euro), Australia (prawie 3,8 mln euro), Kanada (ponad 2,7 mln euro), Brazylia (prawie 2,4 mln euro), Argentyna (1,8 mln euro), Tanzania (2,1 mln euro), a nawet… USA (ponad 14,4 mln euro), Rosja (2,3 mln euro), Chiny (1,4 mln euro) czy Indie i Japonia (po około 1,2 mln euro). Na liście z mniejszymi sumami nie brakuje Jemenu, Zambii, Togo, Suazi, Burkina Faso, Kirgistanu, Iranu czy Wysp Zielonego Przylądka.