Polska finansuje niemiecką naukę

Nie lepiej dla Polski sprawa się ma z całym działem unijnego budżetu o nazwie „Konkurencyjność na rzecz wzrostu i zatrudnienia”. Z informacji Komisji Europejskiej wynika, że ponad 16,8 mld euro, które rozdysponowano w 2015 roku, najwięcej dostały: Francja – ponad 2,2 mld euro, Niemcy – ponad 1,9 mld euro i Wielka Brytania – prawie 1,6 mld euro. A Polska – niecałe 167 mln euro, czyli zaledwie 7,5 proc. tego, co otrzymała Francja! I znowu – w relacji do PKB liczby są jeszcze bardziej niekorzystne. Luksemburg otrzymał finansowanie o wartości 0,51 proc. swojego PKB, Belgia i Litwa – po 0,28 proc. PKB, a Polska w tym rankingu wśród 28 krajów Unii Europejskiej jest… ostatnia z 0,04 proc. PKB!

Sama ERC, która składa się z Rady Naukowej i Agencji Wykonawczej, to pożywka dla biurokratów. Na początku stycznia br. w Radzie Naukowej pracowało 19 osób, w tym nie było ani jednej osoby z polskiej instytucji badawczej. Jak każda struktura biurokratyczna, także ERC rozrasta się w szybkim tempie. Według oficjalnych dokumentów organizacji, w 2008 roku w Agencji Wykonawczej ERC pracowało 61 osób, podczas gdy na koniec 2015 – już 417 (wzrost o niemal 600 proc.!). Plany są jeszcze ciekawsze – do 2020 roku zatrudnienie ma się zwiększyć o 140 nowych stanowisk. Oczywiście koszty administracyjne ERC również są wysokie i cały czas rosną. W tym roku zdążyły osiągnąć poziom 42,6 mln euro.

Wygląda na to, że w ramach socjalistycznej centralizacji wszystkiego w Unii Europejskiej, w tym przypadku mamy do czynienia z centralizacją badań naukowych. Przy okazji pieniądze ze składek trafiają do wspólnego worka (budżetu), a następnie są tak rozdysponowywane, żeby „nasi” dostali najwięcej. – De facto program ERC powoduje, że środki na polską naukę są transferowane do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji itd. A jest to bardzo duża kasa – mówi niedoszły grantobiorca.

Jarosław Gowin, minister nauki i szkolnictwa wyższego, zapytany na jednej z konferencji prasowych o sens transferu polskich pieniędzy przeznaczonych na naukę do Niemiec czy Wielkiej Brytanii stwierdził, że to jest pytanie o sens uczestnictwa w Unii Europejskiej. – Nie jest to odzwierciedlenie poziomu polskiej nauki, bo trudno uwierzyć, żebyśmy byli dwa i pół raza słabsi niż czterokrotnie mniejsze od Polski Węgry. Jest to dowód na to, że polscy naukowcy nie są jeszcze ciągle przygotowani mentalnie do tego typu konkurencyjnego sposobu rozdzielania środków.

Brakuje też wsparcia instytucjonalnego, jakie mają naukowcy w innych krajach europejskich. W tym roku z mojej inicjatywy przy Polskiej Akademii Nauk powstało Biuro ds. Doskonałości Naukowej, które pomaga naukowcom w pisaniu grantów i przygotowuje ich też do rozmów konkursowych – mówi w rozmowie z „Najwyższym CZASEM!” minister Gowin, dodając, że w ostatnim konkursie w Horyzoncie 2020 aż troje polskich uczonych otrzymało granty, z czego dwójka przeszła przez kursy prowadzone przez centrum doskonałości.

Można się domyślić, że w Unii Europejskiej są dziesiątki, a może i setki podobnych instytucji, które działają zupełnie tak samo – i tak wygląda ta słynna pomoc ze strony krajów unijnych: okazuje się, że to my finansujemy tamtejszych naukowców. W drugą stronę poprzez Brukselę płyną co prawda środki finansowe z Niemiec do Polski, ale na budowę muzeów, domów kultury, toalet, śmietników czy na organizowanie festiwali muzycznych lub pikników artystycznych, które są na dodatek realizowane… przez niemieckie firmy albo za zachodnią granicą kupuje się wyposażenie i sprzęt. Najczęściej są to marnotrawne wydatki władzy publicznej na cele, które nie przynoszą dobrobytu (asfalt, mury, imprezy czy nikomu niepotrzebne szkolenia), a w zamian za to potem trzeba do nich dopłacać, by je w ogóle utrzymać.