Zjazd założycielski koreańskich komunistów. Kim Ir Sen w środku fot. domena publiczna

Jeśli, ktoś nie wie. jak wyglądał kult faraona w starożytnym Egipcie lub co w praktyce oznacza pojęcie mysz w probówce, to w drugiej połowie XX w. mógł oba te zjawiska poznać w Północnej Korei, państwie skrajnego komunistycznego totalitaryzmu. Faraon to oczywiście Kim Il Song (w Polsce zwany Kim Ir Sen), twórca i założyciel komunistycznej monarchii w Północnej Korei, której trzecie pokolenie dynastów, w osobie Kim Il Una właśnie zajmuje tron.

Mysz w probówce to społeczeństwo tego kraju, które totalnie zmanipulowane i zindoktrynowane nabyło odruchy warunkowe niczym pies Pawłowa i na tym polu mogłoby skutecznie rywalizować z wyimaginowanym społeczeństwem stworzonym przez Orwella w powieści 1984.

Sto lat temu (15 kwietnia 1912 r.) urodził się w rodzinie protestanckiej we wsi niedaleko Pjongjangu (Phenianie), obecnej stolicy Północnej Korei, twórca najbardziej ateistycznego państwa na świecie. Jego ojciec Kim Hyong Jik był głęboko wierzącym protestantem i należał do opozycji, przeciwnej okupacji Korei, która w 1905 r. została najpierw protektoratem, a dwa lata przed narodzeniem się Kim Ir Sena została włączona do cesarstwa Japonii.

Komunistyczni liderzy mieli zazwyczaj co najmniej dwa życiorysy. Ten faktyczny, nigdy nieznany opinii publicznej i ten drugi, oficjalnie publikowany, nierzadko zmieniany, dostosowany do aktualnych wymogów sytuacji politycznej. Życiorys oficjalny był zawsze mieszaniną wybranych faktów z życia przywódcy oraz fikcji. Żaden jednak z komunistycznych przywódców nie miał w takim stopniu zmyślonego życiorysu jak Kim Ir Sen. Według komunistycznej propagandy Kim Ir Sen urodził się „w rodzinie biednego chłopa” i wywodził „z dziedzicznych patriotów i rewolucjonistów”. [1]

„Pradziad jego, Kim Yu U był patriotą, który stał na czele walki o zatopienie pirackiego statku (Generał Shermann) nasłanego w 1866 r. przez amerykańskich agresorów”. [2]

Oczywiście wielkimi patriotami byli jego dziadek i babka. Ojciec, Kim Hyong Jik (Kim Chen Dzik) był „..nieugiętym antyjapońskim bojownikiem – rewolucjonistą, patriotycznym rewolucyjnym pedagogiem, ale (też) wybitnym przywódcą antyjapońskiego ruchu narodowo-wyzwoleńczego w naszym kraju”. [3]

Matka, Kan Ban Sok miała mieć „niepospolite zdolności… Była rewolucjonistką. …żarliwa komunistka” [4]

Wszystko to było wymysłem północnokoreańskich propagandzistów. Jego pradziadek w ogóle nie brał udziału w opisanej akcji. Ojciec, co prawda, pochodził z rodziny chłopskiej, ale bynajmniej nie biednej, ale dość zamożnej. Ukończył szkołę średnią amerykańskich misjonarzy i został nauczycielem. Związał się na krótko z jedną z narodowych antyjapońskich organizacji. Nie był żadnym przywódca, a tym bardziej wybitnym.

Matka, przyszłego Wielkiego Wodza, pochodziła z rodziny inteligenckiej, jej ojciec i jeden z dziadków tez byli nauczycielami. „Matka Korei ”, bo tak nazwała ją propaganda północnokoreańska, przez całe życie zajmowała się wychowaniem dzieci, nie brała udziału w żadnej działalności społecznej a tym bardziej politycznej. Nie mogła być przeto żadną rewolucjonistką i nie była też oczywiście żadną komunistką.