W połowie lat dwudziestych rodzina zdecydowała się z powodu trudnych warunków materialnych przenieść się z Korei do Mandżurii, gdzie w po paru latach rodzice zmarli. Według oficjalnej propagandy oboje prowadzili tam walkę z japońskim agresorami, za którą ojciec miał zapłacić śmiercią w więzieniu.

Fakt emigracji stał się powodem stworzenia jednej z najbardziej patetycznych fikcji. Kim Ir Sen miał oświadczyć, że „Gdy miałem czternaście lat przedostałem się przez rzekę Amnokkan, powziąwszy twarde postanowienie, że nie wrócę do Ojczyzny, dopóki Korea nie będzie niepodległa” [5]

W świecie paranoi istnieje także hierarchia. O ile to, co zostało napisane powyżej rękoma „speców” od propagandy, nie zawiera rzeczy niemożliwe, a jedynie kłamliwe, to co zostało napisane o wczesnych latach Kim Ir Sena, stanowi zapewne jeden z największych wyczynów political science fiction i paranoi zarazem.

Miał on rozpocząć działalność rewolucyjną w wieku lat 6 (sześciu), a wieku lat 7 (siedmiu) brać udział w demonstracji antyjapońskiej. Przy tych „osiągnięciach” blado wypada „fakt” założenia przez niego pierwszej organizacji rewolucyjnej (Związek Obalenia Imperializmu), w wieku lat 14 (czternastu) gdzie miał propagować marksizm-leninizm.

Następnym krokiem miało być założenie Pionierskiego Związku Senar i wydawanie gazetki pod tym samym tytułem. Bardzo owocny miał być kolejny rok (1927), w którym przypisano mu założenie aż trzech organizacji, z których ostatnią miał być Komunistyczny Związek Młodzieży Korei. [6]

Lata trzydzieste, kiedy Japończycy wkroczyli do Mandżurii (1931), to lata walki partyzanckiej z agresorami. Kim Ir Sen miał założyć „sławną” Antyjapońską Armię Partyzancką, którą w 1934 r. miał przekształcić w Koreańską Armię Ludowo-Rewolucyjną. [7]

Co z tego jest prawdą a co fałszem. Nic nie jest prawdą. Wszystko to czyste wymysły koreańskich pseudo-historyków tworzących wirtualną historię swojego bóstwa. Kim Ir Sen nie założył, żadnej z wymienionych organizacji. One w ogóle nie istniały. Pisząc wirtualne biografie ich twórcy „nie dbają nawet o pozory wiarygodności”. [8]