Zakaukaskie układy

Na Zakaukaziu przez lata egzystowały dwa układy polityczne. Jeden z nich można nazwać układem równoleżnikowym, a drugi południkowym. Pierwszy tworzyły: Turcja, Gruzja i Azerbejdżan. Drugi: Rosja, Armenia i Iran. Na czele obu bloków stały państwa twardo rywalizujące o hegemonię na tym terenie. To Rosja i Turcja. Warto zauważyć, że te bloki nie były jednorodne pod względem religijnym. Podstawą takiej, a nie innej konfiguracji układu były przede wszystkim interesy polityczne, a nie religijne.

2016 rok przyniósł zasadnicze zmiany na zakaukaskiej scenie politycznej. Nastąpiła dekompozycja układów. Jest ona oczywiście związana z woltą Turcji, która odeszła od planów wstąpienia do UE, poluzowała relacje z NATO oraz zaczęła prowadzenie własnej polityki zagranicznej, niezależnej od Waszyngtonu, Brukseli i Berlina. Odwracając się od wieloletnich sojuszników, Ankara zbliżyła się do Moskwy, z którą jeszcze pół roku temu miała bardzo napięte stosunki. Ta nowa sytuacja zmieniła polityczną konfigurację. Powstał nowy układ łączący Rosję, Turcję i Iran, spajany wolą usunięcia wpływów Zachodu nie tylko z tego regionu, ale z całego Bliskiego Wschodu.

Gra Rosji

Przez wiele lat Rosja była dla Armenii głównym wsparciem. Rosja to olbrzymie państwo w stosunku do kaukaskich i zakaukaskich graczy, toteż jej poparcie jest decydujące dla losów Armenii. Ormianie zdawali sobie sprawę, że dla Moskwy są tylko pionkiem, którego można się szybko pozbyć, ale nie mieli specjalnego wyboru. Kiedy chcieli podpisać umowę stowarzyszeniową z UE, Rosja zagroziła podniesieniem cen gazu oraz zwiększeniem dostaw broni dla Azerbejdżanu. Skończyło się na przystąpieniu Armenii do Unii – ale tej Euroazjatyckiej Gospodarczej.

Bezpieczeństwa Armenii, a przede wszystkim interesów Moskwy strzegą bazy wojsk rosyjskich na terenie tego kraju. Armenia jest faktycznie uzależniona gospodarczo i politycznie, a także militarnie od Rosji. Nie ma dokąd uciec. Moskwa dobrze o tym wie i gra tak, jak jest jej wygodnie. Dekompozycja układów spowodowała, że Azerbejdżan stał się teraz cenniejszym sojusznikiem. Moskwa porozumiała się z Baku odnośnie przesyłu rosyjskiej ropy przez ten kraj do Iranu i dalej do południowej Azji. Azerowie są ponadto lepszymi i bogatszymi odbiorcami rosyjskiej broni.

Po trzecie – ściślejszy związek z Baku daje Moskwie większe możliwości nacisku w celu storpedowania projektów dostaw surowców energetycznych do Europy z Azerbejdżanu i Azji Środkowej, konkurencyjnych dla rosyjskich projektów. Tę zmianę widać po zachowaniu Rosji. Moskwa już sondowała możliwość dokonania ustępstw przez Erewań. Tzw. plan Ławrowa przewiduje oddanie przez Ormian Azerom części ziem opanowanych w wyniku wojny z lat dziewięćdziesiątych XX wieku.

Mają to być te tereny, które przedtem nie należały do Górskiego Karabachu. Każdy, kto zna sposób prowadzenia polityki przez Moskwę, dobrze wie, że takie żądanie to dopiero początek, a nie koniec roszczeń. Moskwa gra na konflikt, w wyniku którego mogłaby stać się rozjemcą, wprowadzając swoje wojska na sporne tereny, jednocześnie usuwając wpływy innych państw oraz grupy mińskiej OBWE. Dlatego też dostarcza broń obu stronom.