Pozycja Armenii

Dla Ormian najważniejsze jest ich bezpieczeństwo. Znajdując się w kleszczach arcywrogich im ludów tureckich (od zachodu Turcja, od wschodu Azerbejdżan), musieli koniecznie mieć protektora. Przy 80-milionowej Turcji i 10-milionowym Azerbejdżanie 3 mln Ormian nie ma samotnie żadnych szans na przetrwanie. W tej sytuacji wybór Rosji jako protektora był czymś naturalnym. W tej sprawie nie ma większych różnic pomiędzy rządem a opozycją i społeczeństwem.

Armenia jest jedyną postsowiecką republiką, która z własnej woli trzymała się Rosji. Na obecne propozycje Ławrowa Erywań zareagował jednak usztywnieniem stanowiska. Postawił zaporowe warunki negocjacji. Zażądał gwarancji, że Azerbejdżan nie rozpocznie ponownie walk i że konflikt zostanie rozwiązany w sposób całościowy, bez żadnych negocjacji typu krok po kroku. Prezydent Sarkisjan w dodatku oświadczył, że „rosyjskie siły pokojowe są w Karabachu zbędne”.

Rosyjskie propozycje dokonały znacznej reorientacji w świadomości Ormian. Nastąpiło przebudzenie społeczne i uświadomienie gwałtownego pogorszenia międzynarodowej pozycji kraju. Armenia jest krajem demokratycznym, mimo że w znacznej mierze władza znajduje się w rękach powiązanych grup biznesowo-klanowych. Niemniej istnieje tam obywatelskie społeczeństwo, znaczny zakres wolności słowa.

Dość silne są organizacje pozarządowe i działają opozycyjne partie polityczne. Armenia ma uznaną tradycję aktywnego społecznego oporu. Wszystko to powoduje, że rząd musi się liczyć ze społeczeństwem, które pod wpływem ostatnich wydarzeń bardzo się zradykalizowało. Dowodem na to był szybki napływ kilku tysięcy ochotników z Armenii do Górskiego Karabachu podczas kwietniowych walk, jak i liczne spiski przeciw rządowi, oskarżanemu o nieudolność. Trudna sytuacja ekonomiczna kraju powoduje podskórne społeczne wrzenie, które w każdej chwili może wybuchnąć.

Wydaje się, że w tej chwili Armenia jest pod ścianą. Nie może też liczyć na Zachód, który wykazuje w tej sprawie zupełną bierność. Jeżeli może liczyć na kogoś, to tylko na swoją diasporę. Dziś ormiańska diaspora jest trzy razy liczniejsza niż ludność macierzystego kraju. W samej Rosji żyje niemal tyle Ormian, ile w Armenii. Kraj może liczyć na nich w potrzebie, tylko że to może być za mało.

Poczucie zewnętrznego osamotnienia, groźba wybuchu społecznego oraz coraz bardziej realna możliwość utraty zdobytych terytoriów może zmusić zdesperowanych Ormian do rozpoczęcia prewencyjnej wojny na szeroką skalę, wykraczającą poza problem Górskiego Karabachu. Niewykluczone, że takie uderzenie byłoby skierowane w najczulszy punkt Azerbejdżanu, tzn. w infrastrukturę przemysłu naftowego. Prawdopodobieństwo wybuchu takiej wojny zwiększają ustawiczne zbrojenia dokonywane przez reżim w Baku, które coraz bardziej naruszają militarną równowagę pomiędzy oboma krajami.