Pozycja Azerbejdżanu

Dekompozycja politycznych układów uderzyła również w pozycję Azerbejdżanu. Jego najważniejszy sojusznik, Turcja, nie dość, że prowadzi mało bezpieczną politykę, to w dodatku porozumiał się z Rosją. Ankara ponadto wyraźnie skręciła w kierunku religijnego islamu, który dla świeckiego reżimu w Baku jest nie do przyjęcia. W oczach prezydenta Alijewa także Zachód wypadł z gry na Zakaukaziu. Natomiast wzmocniła się pozycja Iranu. W północno-zachodniej części Iranu mieszka o wiele więcej Azerów niż w Azerbejdżanie.

Ich liczba jest oceniana na co najmniej kilkanaście milionów. Iran uważa, że Baku chętnie przyłączyłoby te tereny do siebie. Z tego powodu dla Teheranu konflikt armeńsko-azerbejdżański jest bardzo wygodny i jego przedłużanie się jest mu na rękę. W tym konflikcie Iran popiera teoretycznie słabszą Armenię. Irańscy ajatollahowie, posądzani o rewolucyjny idealizm i polityczne szaleństwa, w tym przypadku wykazali się bezwzględnym pragmatyzmem, udzielając poparcia chrześcijańskim Ormianom zamiast braciom szyitom z Azerbejdżanu.

Prezydent Ilham Alijew, korzystając z pośrednictwa Rosji, doprowadził jednak do ocieplenia stosunków z Iranem i w ten sposób zamknął, przynajmniej na jakiś czas, ten polityczny front.
Główna jednak zmiana zagranicznej polityki Azerbejdżanu polega na zwróceniu się w kierunku Rosji. W stolicy Azerbejdżanu zrozumiano, że bez pomocy lub co najmniej życzliwego stanowiska Moskwy nie można marzyć o odbiciu Górskiego Karabachu. Kosztem tego będzie ograniczenie suwerenności oraz prawdopodobne przystąpienie do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, czyli nowej formy dawnego RWPG. Zyskiem dla rządzącego Azerbejdżanem klanu Alijewa będzie umocnienie autorytarnej władzy, dość mocno zagrożonej niepokojami społecznymi.

Są one spowodowane pogorszającymi się warunkami życia na skutek spadku cen ropy naftowej, która daje 2/3 wpływów do budżetu. Azerbejdżan ma w porównaniu z Armenią kolosalną przewagę finansową, kilkakrotnie większe PKB i ustawicznie się zbroi. W ostatnich latach kupił broń z Rosji za kwotę 4 mld dolarów, podczas gdy Armenia za zaledwie 0,2 mld dolarów. Azerowie nie pogodzili się i nie pogodzą się z utratą Górskiego Karabachu. W czasach Związku Sowieckiego stanowili jedną czwartą jego ludności. Teraz ich tam nie ma. Azerska armia jest obecnie o wiele silniejsza, niż była jeszcze kilka lat temu.
Prawdopodobieństwo wojny jest duże. Do podjęcia decyzji o niej może zmusić Baku coraz trudniejsza sytuacja społeczno-ekonomiczna oraz chęć odwrócenia uwagi społeczeństwa od problemów wewnętrznych i skierowania jej na wojnę z powszechnie znienawidzonymi Ormianami.

Coraz bardziej możliwa wojna prawdopodobnie zakończy się utrzymaniem status quo. Armenia ani nie upadnie, ani nie straci Górnego Karabachu. Azerowie mogą co najwyżej odbić jakieś pograniczne tereny. Główny rozgrywający, czyli Rosja, przy poparciu Iranu zadba, żeby równowaga między skonfliktowanymi państwami nie uległa zmianie. Rosja będzie też prawdziwym wygranym w tej wojnie. Po jej zakończeniu oba walczące i osłabione państwa staną się jej faktycznymi protektoratami.